Dwa tematy: importu cementu z Ukrainy oraz przyszłości technologii magazynowania dwutlenku węgla pod ziemią, zdominowały środowe posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Przemysłu Cementowego, pierwsze w tej kadencji. Zespół jest platformą komunikacji pomiędzy branżą, która szczyci się pozycją trzeciego producenta cementu w Europie, a rządem, od którego zależą kluczowe dla branży regulacje.
Rwącą rzeka z Ukrainy
Zagrożenie – tak o imporcie z Ukrainy mówią przedstawiciele Stowarzyszenia Producentów Cementu. Przed pełnoskalowym atakiem Rosji na Ukrainę Ukraina zużywała 12 mln ton cementu rocznie, dziś to tylko 4 mln ton. Nadwyżkę eksportuje więc do Europy, czyli przede wszystkim do sąsiedniej Polski.
Według najnowszych danych SPC, import cementu z Ukrainy przekroczył w 2023 r. 330 tys. ton. I będzie rósł, jak zgodnie przewiduje branża. Dla porównania, krajowa produkcja cementu wyniosła w 2023 r. 16,6 mln ton.
- Potwierdzam dane za 2023 r. Mogę dodać, że udział Ukrainy w imporcie jest dominujący - w 2023 r. stanowił 86 proc., a w styczniu 2024 r. – 91 proc. całości importu tego materiału do Polski – mówił w Sejmie Piotr Szewczuk, zastępca dyrektora departamentu ceł w Ministerstwie Finansów.
On też przewiduje, że liczby tę będą rosły, ale nic się z tym nie da zrobić, ponieważ import jest legalny. SPC wyjaśnia zaś, że cement z Ukrainy jest technologiczne bez zarzutu, natomiast proces jego produkcji jest tam tańszy, bo pozbawiony europejskich obciążeń związanych ze środowiskiem, klimatem i prawem pracy. Zmieni to dopiero CBAM, czyli wprowadzone już przez Unię cło na związane z poziomem emisji dwutlenku węgla. CBAM jest jednak na razie w okresie przejściowym i zacznie efektywnie działać dopiero w 2026 r.
SPC zauważa też, że import z Ukrainy wszedł w miejsce wcześniejszego importu z Białorusi, zablokowanego sankcjami. Obchodzenia sankcji branża nie zauważa.
Geolog zważy interes społeczny
Do obecnego na posiedzeniu Krzysztofa Galosa, Głównego Geologa Kraju, SPC skierowała apel o przygotowanie mapy drogowej dotyczącej tworzenia regulacji dla podziemnego składowania dwutlenku węgla.
- To temat pilny, ale realną możliwość budowy takich magazynów widzę najwcześniej w 2030 r. To temat złożony pod względem geologicznym oraz pod względem społecznym – mówił Krzysztof Galos.
Podkreślał, że resort klimatu, w którym pracuje, chce się najpierw zapoznać z wynikami studiów wykonalności i z aspektami społecznymi takich inwestycji.
- Czas nas goni – nalegali jednak producenci cementu.
Przypominali, że cementownie odpowiadają w Polsce wprawdzie za tylko 2,8 proc. emisji gazów cieplarnianych, ale aż 63 proc. tych emisji to tzw. emisja procesowa, wynikająca z rozkładu węglanu wapnia. To dziś jedyna dostępna technologia produkcji cementu, więc ściąć emisji do zera się nie da. Oznacza to, że jedyną szansą cementowni na dojście do wymaganej przez Unię neutralności klimatycznej jest wyłapywanie i składowanie CO2 pod ziemią. W taki projekt inwestuje już np. Holcim Polska (dawniej Lafarge). Albo… wyprowadzenie się z produkcją poza Europę.

