Ceny na razie nie pójdą w dół

Kamil Kosiński
23-10-2006, 00:00

To Europa i Ameryka Północna napędzają teraz koniunkturę na stalowym rynku. Ceny w Azji są dużo niższe, choć boom rozpoczął się właśnie tam.

Według pochodzących z początku października 2006 r. prognoz Międzynarodowego Instytutu Żelaza i Stali (International Institute Iron and Steel) zużycie stali w kończącym się roku osiągnie 1121 mln ton i tym samym będzie o 9 proc. większe niż w roku 2005. W roku 2007 zapotrzebowanie na stal ma wzrosnąć o kolejne 5 proc. i osiągnąć 1179 mln ton. Nie ma się więc co dziwić, że ceny są wysokie.

— Siedem lat temu złom stalowy sprzedawaliśmy po 200 zł za tonę i wszyscy byli zadowoleni. Obecnie ceny oscylują w okolicach 800 zł — przypomina Przemysław Sztuczkowski, prezes Złomreksu.

Chińska dominacja

Największym rynkiem stalowym jest obecnie Azja. Same Chiny to pod względem zużycia i produkcji około jednej trzeciej globalnego rynku. Bardzo ważnym rynkiem jest też Japonia. Zużywa się tam prawie dwa razy więcej stali niż w Indiach, z których pochodzi największy koncern stalowy świata. Nie ma się więc co dziwić, że kilka lat temu ceny zaczął windować popyt w Azji. Jednak nie na stal jako taką, a na komponenty do jej produkcji w tamtejszych nowo budowanych zakładach.

— Popyt w Azji spowodował wzrost cen czynników kosztotwórczych, a więc koksu i rudy żelaza stanowiących podstawę produkcji w technologii wielkopiecowej i złomu stalowego wykorzystywanego w procesie produkcji elektrycznej. Chińczycy kupowali też urządzenia hutnicze. Produkuje je niewiele firm. Kiedy dostały ogromne zamówienia na kilka lat wprzód, to podniosły ceny dla kolejnych nabywców. To wszystko przełożyło się zaś na ceny wyrobów — wyjaśnia Przemysław Sztuczkowski.

Paradoksalnie więc, obecne ceny stalowych wyrobów płaskich (blachy) i długich (pręty, rury, płaskowniki) na rynku azjatyckim są wyraźnie niższe niż w Europie i Ameryce Północnej. A zarówno Unia Europejska (UE), jak i kraje NAFTA (Stany Zjednoczone, Kanada i Meksyk) to więksi konsumenci stali niż Indie i Japonia razem wzięte. Połączony popyt krajów stref gospodarczych północnego Atlantyku niewiele zaś ustępuje Chinom.

Branża nie wierzy w krach

Prognozy Międzynarodowego Instytutu Żelaza i Stali wskazują co prawda, że w roku 2007 popyt na stal w krajach UE i NAFTA spadnie, ale ma to być zmiana symboliczna — około 1 proc. Można przy tym przypuszczać, że będzie to spowodowane wysokimi cenami w tych właśnie regionach. We wszystkich innych częściach świata zużycie ma bowiem nadal rosnąć. Najbardziej — po 9-10 proc. — w Chinach, Indiach, krajach byłego ZSRR i na Bliskim Wschodzie. Nie ma się więc co dziwić, że i rodzima branża stalowa nie widzi powodów do niepokoju.

— Zdecydowanie jest jeszcze obszar do wzrostu cen. Wszyscy mówili, że stawki z roku 2004 już się nie powtórzą. Owszem, w 2005 r. nastąpiła korekta, ale w roku 2006 ceny niektórych grup asortymentowych znacznie przekroczyły poziomy sprzed dwóch lat. W 2007 r. nastąpi dalszy wzrost cen, a w każdym razie nie spodziewam się spadków — prognozuje Przemysław Sztuczkowski.

— Ceny nie będą rosły tak, jak by chcieli producenci, ale nie ma problemu nadprodukcji, który wystąpił pod koniec 2004 r. i spowodował okresową obniżkę cen. Są oczywiście wahania sezonowe o mniej lub bardziej przewidywalnych amplitudach i okresach, ale nie ma powodów, by twierdzić, że stalowy boom już się kończy — przytakuje Andrzej Ciepiela, dyrektor Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Huty / Ceny na razie nie pójdą w dół