Ceny obligacji USA są napompowane do granic

Marek Wierciszewski
06-09-2010, 00:00

Gdy na rynkach akcji od wielu miesięcy trwa bezproduktywna huśtawka nastrojów, prawdziwe pieniądze robi się gdzie indziej

Prawdziwym szlagierem ostatnich ośmiu miesięcy okazały się amerykańskie (i nie tylko) obligacje skarbowe. Na przełomie roku rentowność 10-letnich papierów przekraczała 3,7 proc. W sierpniu spadła do 2,5 proc. Dzięki temu od początku roku na długoterminowych obligacjach rządu USA można było zarobić nawet 14 proc.

Analitycy już alarmują, że na rynku mamy do czynienia z bańką. Gdyby wynoszący 2,5 proc. wskaźnik rentowności zamienić na znany z analizy akcji wskaźnik cena/zysk, otrzymamy wynik sięgający 40. To czyni obligacje niesłychanie drogimi w stosunku do amerykańskich akcji. Wskaźnik P/E dla spółek należących do indeksu szerokiego rynku SP 500 wynosi obecnie około 13. To oznacza, że akcje oferują obecnie trzykrotnie wyższe zwroty od obligacji. Dla porównania — na rynku akcji wyceny odpowiadające 40-krotności zysków ostatnio obserwowano w szczycie hossy internetowej. To pokazuje dysproporcje w popularności akcji i obligacji wśród inwestorów, choć oczywiście warto pamiętać, że skala ryzyka przy lokowaniu w obie klasy aktywów jest inna.

Na bycze nastroje panujące na rynku obligacji wskazuje też sondaż JP Morgan Securities z 30 sierpnia. Badanie to wskazało, że coraz więcej zarządzających przyznaje się, że ma więcej amerykańskich obligacji skarbowych, niż przewiduje polityka ich funduszy. W tygodniu zakończonym 27 sierpnia deklarowało tak 29 proc. zarządzających. Tydzień wcześniej przyznało się do tego 27 proc. zarządzających.

Czy przewartościowanie obligacji musi wywołać ich przecenę? Problem w tym, że bańki spekulacyjne powstają pod wpływem emocji, a te ciężko ubrać w liczby. Trudno więc spekulować, kiedy nastroje na rynku się załamią i nastąpi wzrost cen. Przyjrzyjmy się zatem fundamentom rynku. Obligacje drożały w ostatnich miesiącach, bo pogorszyły się perspektywy amerykańskiej gospodarki. Groźba podwyżek stóp procentowych w USA, a co za tym idzie, spadku cen obligacji mocno się oddaliła. Bankierzy centralni debatują nawet nad wznowieniem masowego skupu obligacji, co oznacza dodruk gotówki, uważany za ostateczność wśród narzędzi z arsenału bankierów centralnych.

Z drugiej strony — popyt śrubuje narastająca awersja do ryzyka. Inwestorzy stronią od ryzykownych aktywów, bo po akcjach nie spodziewają się niczego dobrego. Z ostatnich danych wynikało, że w II kwartale koniunktura na świecie zaczynała słabnąć. Inwestorzy uznali więc, że lepiej trzymać się daleko od akcji, nawet mimo relatywnie atrakcyjnych wycen.

Nie oznacza to jednak, że obligacje USA są skazane na wzrost. Są już pierwsze niepokojące sygnały. Pod koniec sierpnia agencja ratingowa SP po raz kolejny ostrzegła rząd amerykański przed obniżeniem ratingu kredytowego, jeśli ten nie zareaguje na rekordowo wysoki deficyt budżetowy. Inwestorzy szukający bezpiecznej przystani dla swoich aktywów starają się ograniczać ryzyko i odchodzić od obligacji USA.

Zwolennicy akcji już wieszczą rychły koniec hossy na rynku obligacji, mając przy okazji nadzieję, że góra gotówki wycofywana stamtąd w pośpiechu przed nadchodzącym załamaniem zasili giełdy. Zwolennicy obligacji kontrują. Ich zdaniem, trudno stwierdzić, jakie ceny będą wystarczająco absurdalne, by zniechęcić do obligacji. Po drugie — gdyby inwestorzy rzeczywiście stracili zaufanie do administracji Baracka Obamy, wcale nie przemawiałoby to na korzyść akcji. Inwestorzy znaleźliby wtedy inne bezpieczne schronienie — papiery niemieckie, japońskie, szwajcarskie i złoto.

Jeśli odwrót od obligacji będzie stopniowy, a przede wszystkim motywowany słabnięciem awersji do ryzyka, będzie to argument na korzyść akcji. Ogromny kapital ulokowany w obligacjach bez najmniejszych problemów wystarczyłby bowiem do rozkręcenia hossy na rynku kapitałowym. Do tego potrzebny jest jednak odpowiedni splot wydarzeń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje / Ceny obligacji USA są napompowane do granic