Projekt rozporządzenia wykonawczego do tzw. ustawy prądowej to dziś najważniejszy dokument dla branży energetycznej. Ministerstwo Energii opublikowało go w połowie marca, a na zgłaszanie uwag dało niespełna trzy dni robocze. Uwagi otrzymało, ale samo potrzebowało aż dwóch tygodni, by zawiesić je na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Z pism złożonych przez firmy i organizacje wynika, że branża widzi w projekcie błędy matematyczne, redakcyjne, a także fundamentalne, związane z sensem wprowadzania nowych regulacji.

Nadchodzi fala upadłości
Rozporządzenie jest kluczem do wdrożenia tzw. ustawy prądowej, uchwalonej 28 grudnia 2018 r. i obowiązującej od 1 stycznia 2019 r. Ustawa zamroziła rachunki za prąd dla odbiorców końcowych i zapewniła sprzedawców, że państwo da im za to rekompensaty. Wzory do wyliczenia rekompensat, precyzujące m.in. sposób określania średniej ceny zakupu energii, znalazły się właśnie w projekcie rozporządzenia. Nie spodobały się. Towarzystwo Obrotu Energią (TOE), reprezentujące największe firmy obrotu, kontrolowane przez grupy PGE, Tauronu, Enei, Energi i Innogy, pisze wprost o zagrożeniu działalności sprzedawców.
„Przyjęte rozwiązania nie uwzględniają zróżnicowanej sytuacji każdej ze spółek i mogą negatywnie wpływać na kontynuację działalności większości sprzedawców na rynku. Biorąc pod uwagę niską rentowność sektora obrotu, to ryzyko jest bardzo realne” — czytamy w piśmie TOE. Podobne refleksje sformułowało Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Zauważyło, że rozporządzenie grozi „falą upadłości lub próbami zrywania kontraktów przez sprzedawców”.
TOE zauważa też, że rozporządzenie „wprowadza dużą niepewność co do wyniku finansowego i płynności finansowej spółek obrotu”, ponadto „zachęca” do spekulacji.
Zagranica się burzy
Niemiecki EVE napisał, że „obniżki cen zasponsorują przedsiębiorstwa energetyczne, co jest sprzeczne z wszelkimi możliwymi zasadami prawa”.
Po argumenty sądowe sięgnęła z kolei firma CEZ Trade, kontrolowana przez czeski koncern energetyczny. Firma uważa, że jeden z przyjętych do wyliczeń współczynników spowoduje „brak możliwości uzyskania rekompensaty i obniżenie średnioważonej ceny energii elektrycznej poniżej poniesionych przez CEZ Trade Polska kosztów, co z dnia na dzień doprowadzi do wielomilionowych strat w tej spółce wynikających z wadliwej regulacji i doprowadzi do konieczności jej likwidacji bądź upadłości, co generować będzie potencjalne spory sądowe”.
Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie skrytykowało z kolei, też w odniesieniu do CEZ, pomysł, by spółki obrotu należące do grup wytwarzających prąd dostawały niższe rekompensaty niż te, które do takich grup nie należą. Wedle ustawodawcy wytwórców cieszy wzrost cen prądu, więc mogliby wesprzeć siostrzane spółki obrotu.
„Na rynku działają podmioty należące do grupy kapitałowej, w której podmiotem kontrolującym jest spółka z siedzibą za granicą, a spółki te prowadzą działalność jako podmioty niezintegrowane, niezależnie od siebie i na własny rachunek” — podkreśla TGPE.
Podobną uwagę zgłosił Lewiatan, nazywając to „nierównym traktowaniem spółek obrotu”.
Modlin boi się braków
W uwagach wielokrotnie pojawia się obawa, że w 2019 r. ze względu na chaos sprzedawcy energii nadal nie będą chcieli składać klientom ofert. Lewiatan zauważa, że parametry uwzględniane w rekompensatach będą się zmieniać niemal codziennie, więc sprzedawca nie będzie w stanie przewidzieć rentowności kontraktu.
„Mogą całkowicie zaprzestać składania ofert na 2019 r.” — konkluduje Lewiatan.
Otwarcie pisze też o tym port lotniczy w Modlinie.
„Rozporządzenie pomija problem sprzedaży rezerwowej energii elektrycznej, wynikającej z braku zainteresowania ofertowaniem na rok 2019. Spółka, która w latach ubiegłych otrzymywała kilkanaście ofert na zakup energii, we właśnie unieważnionym postępowaniu na zakup do końca 2019 r. nie otrzymała żadnej oferty. Nie otrzymała również ofert w trybie z wolnej ręki” — alarmuje Modlin.
Pośpiech czy vacatio legis?
Z pisma Ministerstwa Spraw Zagranicznych wynika wprawdzie, że „projekt rozporządzenia nie jest sprzeczny z prawem Unii Europejskiej”, ale nie oznacza to wcale łatwych negocjacji z Brukselą.
— Strona polska jest w trakcie rozmów z Komisją Europejską na temat rozporządzenia do ustawy o cenach prądu. To nie są łatwe rozmowy — powiedział we wtorek w Sejmie Krzysztof Tchórzewski, minister energii, cytowany przez PAP.
Im rozmowy trudniejsze i dłuższe, tym dla resortu energii gorzej. Trwa bowiem wyścig z czasem, którego celem jest spełnienie politycznej obietnicy premiera Mateusza Morawieckiego, że „ceny energii w 2019 r. nie wzrosną”.
Minął już pierwszy kwartał, w którym odbiorcom indywidualnym stawki za prąd udało się zamrozić, ale firmom i samorządom — jeszcze nie.
Do tego właśnie potrzebne jest rozporządzenie. O ile ministrowi się śpieszy, o tyle w branży ten pośpiech budzi obawę. Zarządca Rozliczeń, czyli spółka, która ma wyliczać kwoty rekompensat, zaproponowała vacatio legis „umożliwiające przygotowanie się do prawidłowej realizacji rozporządzenia”. Podobne postulaty pojawiły się w innych pismach.
„Skomplikowanie rozporządzenia uniemożliwia wprowadzenie go do rozliczeń w 30 dni od wejścia w życie, jak przewiduje ustawa. Proponujemy wydłużyć okres vacatio legis, aby nie narażać z góry przedsiębiorstw obrotu na kary w związku z nieterminową realizacją ustawy” — napisało TGPE.