W czwartek za ropę naftową ponownie płacono ponad 55 dolarów. Cena baryłki Brent z terminem dostawy na kwiecień wzrosła w Nowym Jorku o 3 proc. do 55,20 dolarów. Czwartkowa cena była nieznacznie niższa od październikowego "rekordu wszechczasów" 55,69 dolarów za baryłkę i według wielu ekspertów rychło pobije ten poziom.
Za to historyczny rekord padł w Londynie na International Petroleum Exchange, gdzie baryłka Brent z Morza Północnego po wzroście o 1,43 dolara osiągnęła najwyższą w historii tego rynku wartość 52,65 dolarów. Poprzedni rekord padł w październiku minionego roku i wyniósł 51,94 dolara.
I choć pod koniec sesji na New York Mercantile Exchange kurs spadł z 55,20 do 54,60 dolara, to analitycy obawiają się, że wkrótce cena może przekroczyć granicę 60 dolarów. Jeszcze bardzie pesymistyczne są szacunki OPEC. Szef kartelu, Adnan Shihab-Eldin uważa, że w ciągu dwóch lat cena poże osiągnąć nawet pułap 80 dolarów.
Główną przyczyną ostatnich wzrostów cen paliw są dane na temat stanu rezerw paliwowych w USA i prognozy dotyczące rosnącego popytu na paliwa w skali globalnej. Wiele niepokoju wzbudził raport Międzynarodowej Agencji Energetyki. Ocenia on, że w 2005 roku wzrośnie globalny popyt na energię, ze względu na utrzymywanie się boomu gospodarczego w krajach rozwijających się, zwłaszcza w Chinach i Indiach .
Sytuacji nie uspokoił raport US Energy Information Administration, który choć wykazał wzrost amerykańskich rezerw ropy surowej i benzyny, to jednocześnie poinformował o spadku zapasów innych produktów rafinowanych, w tym tak kluczowych jak olej opałowy i napędowy. Dodatkowo w rafineriach amerykańskich widać spadek produkcji o 1 proc. do 89,3 proc. zdolności.
W stanach Zjednoczonych śladem ropy w górę idą ceny benzyny. Kontrakty na benzynę wzrosły o 2 centy do rekordowego poziomu 1,5 dolara za galon.
PK, CNN