O przebiegu środowej sesji na Wall Street wyjątkowo zdecydowała rosyjska spółka. Amerykańskie indeksy rozpoczęły notowania od spadków, gdyż kurs baryłki ropy na nowojorskiej giełdzie NYMEX osiągnął historyczny rekord – 44,34 dolara. W ostatniej fazie sesji, gdy indeksy pogłębiały przecenę, rosyjski koncern paliwowy Jukos poinformował o odblokowaniu jego kont bankowych. Pozwoli to na dalsze wydobycie i eksport ropy, zmniejszając ryzyko niskiej podaży surowca.
Ta informacja natychmiast przyniosła spadek cen ropy do 42,83 dolara za baryłkę Brent i indeksy zaczęły odrabiać straty. Pozytywne sygnały napłynęły też z rynku amerykańskiego, gdzie niespodziewanie wzrosły zapasy ropy. Poziom zapasów benzyny zwiększył się w minionym tygodniu o 2,4 mln baryłek do 210,1 mln i jest obecnie najwyższy od lutego 2003 roku.
Na zamknięciu Dow Jones zyskał 0,06 proc., jednak Nasdaq nie zdążył odrobić strat i zakończył dzień spadkiem o 0,23 proc. Przecena sektora technologicznego to przede wszystkim zasługa trzech spółek, które przedstawiły słabe prognozy. Ciena straciła prawie 25 proc. przy bardzo dużym obrocie. Producent sprzętu telekomunikacyjnego obniżył swoje prognozy na trzeci kwartał i akcje spółki spadły do najniższego poziomu w historii. Ta informacja skłoniła analityków J.P. Morgan do obniżenia rekomendacji do poziomu “poniżej rynku”.
Jeszcze wyższy wolumen stał się udziałem InterActiveCorp. Akcje spółki straciły 15 proc., gdyż ostrzegła, że tegoroczne wyniki mogą być gorsze od prognoz. Właściciel portali Expedia.com i Hotels.com rozczarował też przychodami w minionym kwartale. Trzecim winowajcą był ValueClick. Akcje spółki internetowej straciły 25 proc.
W centrum uwagi rynku pozostaje ropa naftowa, gdyż drogie paliwo oznacza wysokie koszty energii i transportu, a to ograniczy wyniki przedsiębiorstw. Jeśli rynek ustabilizuje się, a sytuacja wokół Jukosu ulegnie uspokojeniu, to kluczowe dla najbliższych sesji będą piątkowe dane z rynku pracy. Ostatnie raporty wskazują, że ożywienie na rynku pracy wcale nie jest rewelacyjne. A to może zagrozić wielkości wydatków konsumpcyjnych, które napędzają największą gospodarkę świata.
PK