Ceny w budownictwie jak na górskiej kolejce

Mateusz Witczyński
opublikowano: 2010-04-04 21:29

Z nadejściem marca zdrożała większość materiałów budowlanych. Są jednak podstawy by przypuszczać, że optymizm ich producentów i dystrybutorów może się szybko skończyć.

Po tragicznych dla dystrybutorów materiałów budowlanych pierwszych dwóch miesiącach roku, marzec okazał się przełomowy. W trzecim miesiącu roku niemal wszyscy dostawcy odnotowali lawinowy wzrost zamówień. Tylko w marcu grupa Polskie Składy Budowlane (PSB) w comiesięcznym raporcie wykazała wzrost obrotów o 72 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Osiągnęła jednak poziom o 7,5 proc. niższy niż rok temu. Wyhamowanie tempa inwestycji budowlanych potwierdzają także dane opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny. "W całym pierwszym kwartale wartość produkcji budowlano-montażowej spadła o 15,2 proc. w porównaniu do I kwartału sprzed roku" - piszą w swoim raporcie eksperci GUS. Zarówno statystycy, jak i dostawcy są zgodni co do przyczyn słabych wyników.
- Z powodu ostrej zimy styczeń i luty były dla budownictwa bardzo słabe, transakcji zakupu materiałów było jak na lekarstwo, a klienci ograniczali się do wysyłania zapytań o ceny - mówi Mirosław Lubarski, wiceprezes Grupy PSB.

Wiosenne przebudzenie
Wraz z odejściem zimy rozpoczęło się odnawianie kupieckich zapasów w magazynach. Także klienci zwiększyli zakupy. W efekcie ceny w czterech indeksowanych przez PSB grupach towarowych wzrosły pod koniec pierwszego kwartału.
- Zdrożało drewno, materiały drewnopodobne, silikaty, chemia budowlana oraz gazobetony - wylicza Lubarski.
Również producenci stolarki drzwiowej odczuli w marcu wzrost popytu na swoje wyroby.
- Najpierw przez dwa miesiące nie działo się prawie nic, a w marcu przyszła rewolucja. Zamówień było tak dużo, że odrobiliśmy straty i kwartał zamknęliśmy wynikiem lepszym niż w 2009 r. - chwali się Jacek Cywiński, wiceprezes spółki Porta Drzwi.
Cała branża stolarki budowlanej zamknęła jednak kwartał słabszym wynikiem niż rok temu.
- Początek był bardzo słaby, ale widać światełko w tunelu - twierdzi Robert Klos, wiceprezes Związku Polskie Drzwi i Okna.
Z kolei popyt na stal i jej ceny rosną nieprzerwanie od trzeciego kwartału 2009 r.
- W marcu mieliśmy do czynienia z przyspieszeniem wzrostu cen. Odpowiedzialni są za to przede wszystkim jej producenci, obserwujemy jednak obiecujący wzrost popytu, rozpoczynają się inwestycje infrastrukturalne, a banki liberalizują politykę kredytową - mówi Robert Wojdyna, prezes Konsorcjum Stali.
Bez euforii
Dostawcy materiałów patrzą jednak w przyszłość z obawą.
- Obecne wzrosty popytu i cen są efektem sezonowości sprzedaży w branży - zaznacza Mirosław Lubarski.
Według niego spowodowany długą zimą marcowy boom może się szybko skończyć. Na potwierdzenie tej tezy przypomina, że w 2009 r. przyznano znacznie mniej pozwoleń na budowę niż rok wcześniej, czego efektem może być załamanie się popytu w drugiej połowie roku. Podobne obawy mają także producenci stolarki.
- Mimo że spowolnienie miało kulminacyjny moment w 2009 r., my nie odczuliśmy tego, aż tak bardzo. Stolarka drzwiowa jest bowiem ostatnim elementem inwestycji i kupowana jest najczęściej na ostatnim etapie budowy. W zeszłym roku dostarczaliśmy produkty na budowy rozpoczęte w 2008 r., dopiero w tym roku przyjdzie nam się zmierzyć z inwestycjami z 2009 r., których było znacznie mniej - uważa Jacek Cywiński.
Także na rynku stali może dojść do korekty.
- Dyktowane przez producentów wzrosty cen prawdopodobnie zostaną skorygowane. Popyt wprawdzie rośnie i choć znaczna część podwyżek jest uzasadniona, to jednak powrót do szczytu z 2008 r. nie jest uzasadniony poziomem zapotrzebowania na stal. Nie należy się jednak spodziewać, że będzie to spadek do poziomu z 2009 r., kiedy to producenci pracowali na granicy rentowności - zaznacza Robert Wojdyna.
Jego zdanie podziela Mirosław Lubarski z PSB.
- Ceny stali były rok temu dramatycznie niskie, dlatego ich wzrostu nie można utożsamiać ze wzrostem popytu - podkreśla.
Obawy o popyt ma także Robert Klos. Zwraca uwagę, że rodzimy rynek stolarki w tym roku będzie trudny, a jedynym rozwiązaniem może być eksport. Dlatego polskie firmy powinny wykorzystać wprowadzane przez ościenne państwa programy termomodernizacyjne. Podkreśla także, że mimo wzrostu liczby nowych inwestycji jego branża jest w kraju w ciężkiej sytuacji.
Dostarczanie produktów na potrzeby nowych inwestycji to tylko kilkanaście procent rynku stolarki, znacznie większa część to termomodernizacja.
- Trzeba wziąć po uwagę, że dostawy dla inwestycji są efektem chłodnych kalkulacji inwestorów. Wydawanie pieniędzy przez realizujących termomodernizację jest zaś bardzo związane z ogólnymi nastrojami. Nikt przecież, kto boi się o utrzymanie miejsca pracy, nie zdecyduje się na kosztowny remont - argumentuje Robert Klos. l