Bardzo potrzebujemy w Polsce odessania społeczeństwa od butelek z alkoholem. Jest to jeden z niewielu czynników ryzyka zdrowotnego, który w ostatnich dekadach rósł pod względem intensywności oddziaływania i powodował negatywne koszty społeczne i ekonomiczne. Jeżeli nie staniemy się społeczeństwem dużo zdrowszym, to nie poradzimy sobie ze starzeniem się społeczeństwa. Nie damy rady utrzymać rzeszy ludzi w podeszłym wieku leczących się na tysiące schorzeń.
Z danych Institute of Health Metrics and Evaluation, instytucji badawczej działającej przy Uniwersytecie Waszyngtońskim, wynika, że Polacy tracą rocznie 10,5 tys. lat życia w zdrowiu na każde 100 tys. mieszkańców z tzw. powodów behawioralnych, czyli głównie złego odżywiania, konsumpcji alkoholu i palenia tytoniu. Co ciekawe, w ciągu ostatnich 10 lat, mimo ogólnego rozwoju gospodarczego, nasz dystans do Europy Zachodniej pod tym względem nie zmienił się ani o jotę. Wciąż tracimy o połowę więcej lat życia w zdrowiu z powodów behawioralnych.
Brak relatywnej poprawy wynika częściowo z tego, że do 2020 r. rosło w Polsce obciążenie zdrowotne wywołane spożyciem alkoholu. W Europie Zachodniej pod tym względem następowała poprawa.
Na szczęście ostatnie kilka lat przyniosło w Polsce zmianę trendu. Widać spadek obciążenia zdrowotnego, a także obniżanie się konsumpcji alkoholu. Dane GUS wskazują na to, że ludzie mniej piją. Wyniki firm z tytułu sprzedaży alkoholu się pogarszają.
Stosowane coraz powszechniej zakazy sprzedaży wieczornej, podwyżki akcyzy i inne rozwiązania bardzo stopniowo eliminują alkohol z życia społecznego. Myślę, że przyjęta ostatnio przez Sejm regulacja, by zakazać sprzedaży nocnej w całym kraju, idzie w dobrym kierunku.
Dodatkowo następują zmiany w preferencjach młodych ludzi. Mówił o tym kilka dni temu w „Pulsie Biznesu” odchodzący prezes Kompanii Piwowarskiej Igor Tikhonov: — Nadmierne spożycie alkoholu przestaje być społecznie akceptowane, a młodzi ludzie nie uważają, że picie jest czymś fajnym. Dziś wybierają aktywność fizyczną, rowery, bieganie.
Ale o jednej rzeczy Igor Tikhonov nie powiedział. Młodzi ludzie mniej piją nie tylko dlatego, że uważają to za niefajne, ale też dlatego, że nie spotykają się ze znajomymi. Wskazują na to liczne badania ze świata.
Na świecie od 20-30 lat obserwowany jest spadek ryzykownych zachowań młodych ludzi: palenia, picia, zażywania narkotyków. W 2021 r. Jacob Borodovsky i kilku innych badaczy z amerykańskich uniwersytetów poddali analizie zachowania ponad 40 tys. uczniów w wieku 17-18 lat za ostatnie dwie dekady. Wyszło im, że za ponad 80 proc. spadku zachowań ryzykownych statystycznie odpowiadał spadek bezpośrednich spotkań między nimi. Choć autorzy zaznaczyli, że nie oznacza to automatycznie związku przyczynowego (może jest jakiś inny wspólny powód), to istnieją przesłanki, by obawiać się o osłabienie relacji społecznych. Późniejszy przegląd badań z kilku krajów zachodnich wykonany przez część tych samych autorów wskazał na podobny czynnik. Badań dla Polski niestety nie znalazłem, ale nie ma powodu, by sądzić, że u nas trendy społeczne są znacząco odmienne.
Jeżeli za jakąś częścią spadku konsumpcji alkoholu stoi narastająca izolacja młodych ludzi od siebie, to wpadamy z deszczu pod rynnę. Nie ma wątpliwości, że samotność szkodzi zdrowiu w istotny sposób.
To absolutnie nie jest argument za wstrzymaniem walki ze spożyciem alkoholu. Myślę, że ta walka powinna toczyć się dalej, ale może to wpływać na interpretację danych na temat spadku spożycia. Nie wiem, czy mamy do czynienia z jednoznacznie pozytywnym trendem.
