Ceny w handlu międzynarodowym hamują

Michał KulbackiMichał Kulbacki
opublikowano: 2022-08-03 08:14

Dane o światowym handlu pokazują, że w większości największych światowych gospodarek następują spadki cen w imporcie. Można to traktować jako pierwszy wyraźny sygnał zatrzymywania się światowej presji inflacyjnej na rynku towarów.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ze światowej gospodarki napływa w ostatnich tygodniach bardzo wiele danych, które pokazują, że koniunktura się pogarsza. Sprzeczne są jednak sygnały dotyczące tego, czy zmierzamy w kierunku głębokiej czy też płytkiej recesji. Wielu analityków zastanawia się także, czy recesja spowoduje wyraźne hamowanie inflacji, czy też pole do tego jest ograniczone, ze względu na silne wzrosty cen surowców energetycznych. Pewnych wskazówek w zakresie tych pytań może dostarczyć analiza sytuacji w światowym handlu.

Najbardziej aktualne dane o handlu na świecie publikuje holenderskie Biuro Analiz Polityki Gospodarczej (CPB), a dostępne dane obejmują okres do maja. W momencie dosyć gwałtownych zmian w koniunkturze, dane z okresu sprzed ponad dwóch miesięcy można uznać za historyczne, które mogą niewiele wnieść do analizy bieżących scenariuszy. Mimo wszystko dostarczają one wartościowych wniosków o zjawiskach, które przybierały na sile. Ważnym aspektem tych danych jest również ich pełna porównywalność dla wszystkich najważniejszych gospodarek.

Wolumen światowego handlu (odsezonowany i skorygowany o zmiany cen) wzrósł w ujęciu m/m aż o 2,5 proc., po wzroście o 0,5 proc. w kwietniu. Jednocześnie w ujęciu r/r wzrost w maju wyniósł 5,7 proc.

Z majowych danych o globalnych handlu wynikają dwa kluczowe wnioski, generalnie pozytywne dla perspektyw gospodarki światowej. Po pierwsze, ceny importu w niemal wszystkich głównych gospodarkach spadały. To zjawisko będzie się przyczyniało do ograniczania inflacji, szczególnie w rozwiniętych gospodarkach. Po drugie, chińska gospodarka, podnosząca się z wiosennych lockdownów, „ciągnie” światowy handel.

Zacznijmy od pierwszego wniosku. Dane wskazują, że ceny w imporcie na całym świecie spadły o 1,3 proc. m/m. W podobnym tempie zarówno w grupie gospodarek rozwiniętych, jak i rozwijających się. W strefie euro ten spadek wyniósł 2,3 proc., w Chinach 5,3 proc. Spadki cen importu zostały odnotowane także w Wielkiej Brytanii i Japonii. Spośród największych gospodarek wyjątkiem są Stany Zjednoczone, gdzie cen wzrosły m/m o 0,5 proc.

Już w kwietniu widoczne były pewne oznaki hamowania cen importu w dużych gospodarkach. Teraz można już bez wątpliwości uznać, że jest to początek trendu. Wynika on oczywiście z ograniczenia popytu – konsumpcyjnego i inwestycyjnego – w skutek podnoszenia stóp procentowych. Do spadku cen importu przyczyniły się w szczególności spadki cen surowców energetycznych oraz pozostałych surowców w maju.

To oznacza, że ze strony importu można liczyć na impuls dezinflacyjny, czyli spadek cen, który będzie przekładał się na ograniczenie tempa inflacji w całej gospodarce. Może on oczywiście zostać zaburzony, zwłaszcza w Europie, przez wzrosty cen gazu i węgla. Generalnie jednak ceny importu powinny spadać na skutek spadku lub hamowania cen towarów na świecie.

Poza obniżką cen importu, w danych widać również, że Chiny są głównym motorem wzrostu globalnego handlu. W maju chiński import skorygowany o zmiany cen i odsezonowany, wzrósł o 7 proc. m/m wobec wzrostu o 1 proc. w kwietniu. Te dane pokazuje, że Chiny mocno odbijają po załamaniu się handlu wczesną wiosną, gdy polityka „zero Covid” powodowała lockdowny w dużej części kraju.

Wysoki import Chin jest raczej dobrą informacją z makroekonomicznego punktu widzenia. Duża część tego importu służy produkcji przemysłowej, która pozwala przywrócić zachwianą przez pandemię równowagą na rynku towarów na świecie. Istotna część chińskiej produkcji jest bowiem później kierowana na eksport. Widać to z resztą w danych – w maju eksport m/m wzrósł o 13 proc.

W tym kontekście wzrost importu daje nadzieje na utrzymanie się wysokiej dynamiki produkcji przemysłowej, co będzie łagodziło niedobory towarów na świecie i doprowadzi do dalszego spadku ich cen. Częściowo jest to także czynnik łagodzący ograniczanie popytu w rozwiniętych gospodarkach.

W maju ograniczanie popytu nie było ono jeszcze bardzo silne. Wolumen importu w strefie euro wzrósł o 2,1 proc. m/m i 9,1 proc. r/r. Import w maju rósł także w stosunku do kwietnia m.in. w Wielkiej Brytanii, Japonii i rozwiniętych gospodarkach azjatyckich. Spadek został natomiast odnotowany w USA i wyniósł 0,6 proc. m/m. (import był jednak 8,8 proc. wyższy niż przed rokiem). Dane sprzed kilku dni opublikowane przez Departament Handlu USA, pokazują jednak, że tamtejsza gospodarka w II kw. PKB w ujęciu kw/kw spadł po raz drugi z rzędu, co oznacza, że znalazła się już w technicznej recesji.

Podobna ścieżka, co USA, powinna czekać strefę euro, gdzie wprawdzie zacieśnianie polityki pieniężnej zaczęło się znacznie później i prawdopodobnie będzie miało łagodniejszy przebieg, ale gdzie jednocześnie znacznie większy niż w USA jest problem ograniczeń w dostawach węgla i gazu.

Jakie to wszystko ma znaczenie dla polskiej gospodarki? Obniżanie się cen w imporcie daje nadzieję na zahamowanie inflacji i ogranicza konieczność dokonywania dalszych podwyżek stóp przez Radę Polityki Pieniężnej. Im słabsza będzie globalna inflacja, tym łatwiej będzie Polsce utrzymać stabilność makroekonomiczną. Inflacja jest dziś największym zagrożeniem dla długookresowego rozwoju gospodarczego, więc im więcej sygnałów, że może ona się zmniejszać, tym lepiej dla Polski.