Miał być spadek, był wzrost. Analitycy uspokajają — to jednorazowy skok cen.
W lipcu inflacja CPI sięgnęła w ujęciu rocznym 3,6 proc., wobec 3,5 proc. miesiąc wcześniej.
Ekonomiści spodziewali się spadku do 3,4 proc.
— Ponowne przyspieszenie to skutek rosnących cen napojów alkoholowych oraz wyrobów tytoniowych — mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Banku.
W lipcu ceny wzrosły o 2,7 proc., ze względu na m.in. podwyżkę akcyzy na papierosy. Zdaniem ekonomistów, w kolejnych miesiącach inflacja będzie jednak pikować.
— Zwyżka jest tymczasowa. Z powodu spowolnienia gospodarczego dynamika CPI będzie się powoli obniżać — prognozuje Piotr Piękoś, ekonomista Banku BPH.
Wzrost cen (w ujęciu rok do roku o 0,1 proc.) oznacza, że Rada Polityki Pieniężnej (RPP) szybko nie zdecyduje się na luzowanie polityki monetarnej.
— Znacznie przewyższająca prognozy inflacja oraz umacniający się złoty wspierają scenariusz, że RPP zakończyła cykl obniżania stóp procentowych — uważa Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.
Jego prognozę potwierdził wczoraj Dariusz Filar, członek RPP.
— Utrzymuje się wysoka inflacja, więc nie ma przestrzeni do kolejnych obniżek stóp procentowych — zapowiedział Dariusz Filar.