Jeszcze w pierwszym półroczu roku szkolnego prezes Grupy Stoczni Gdynia uchodził za prymusa. Wszystko wskazywało na to, że nie dość, że skończy rok szkolny ze świadectwem z czerwonym paskiem, to jeszcze dostanie się bez egzaminu na studia na uniwersytecie w Masa Yards w Finlandii.
Wygląda jednak na to, że prezesowi zaszkodziło sąsiedztwo z ławki kolegi ze Szczecina, który nie dawał sobie rady z nauką, a w konsekwencji został w trybie pilnym wylany ze szkoły. Ten czarny scenariusz nie stał się na szczęście udziałem gdyńskiego prezesa, gdyż — mimo obniżenia naukowych lotów — rada pedagogiczna zdecydowała się za niego poręczyć i udzielić mu pomocy w następnym roku.