Milton Essex jest dziś postrzegany jako spółka w trakcie strategicznej transformacji. Jak z perspektywy zarządu wygląda jej model biznesowy i kierunek rozwoju?
Jesteśmy w bardzo ciekawym momencie. Takim, w którym z jednej strony mamy fundamenty, a z drugiej zaczynamy budować coś naprawdę nowego. Milton Essex rozwija się w kierunku technologii przyszłości, głównie biotechnologii i med-techu, ale dla mnie ważne jest coś więcej niż sama branża, bo chodzi o sposób myślenia. Nie chcemy być firmą, która tylko prowadzi badania i publikuje wyniki. Chcemy widzieć realny efekt naszej pracy: produkty, które trafiają na rynek, pomagają i jednocześnie budują wartość biznesową. Dlatego rozwój terapii komórkowych, m.in. poprzez Sanford Biotech, jest dla nas tak ważny, to obszar, gdzie nauka naprawdę może przełożyć się na życie i na gospodarkę.
Jak z punktu widzenia inwestora wygląda dziś atrakcyjność Milton Essex? Co jest „equity story” tej spółki?
Myślę, że naszą historię można streścić jako próbę znalezienia równowagi między ambicją a odpowiedzialnością. Biotechnologia daje ogromny potencjał wzrostu, ale często wiąże się z bardzo długim czasem oczekiwania na efekty. My ten profil zmieniamy poprzez wejście w segmenty, które pozwalają generować wcześniejsze przychody, jak właśnie medycyna weterynaryjna czy rozwiązania dla sektora rolno-spożywczego. Dla inwestora oznacza to bardziej zrównoważony model: z jednej strony ekspozycję na przyszłościowe technologie, z drugiej są to realne, krótsze ścieżki monetyzacji. To podejście znacząco zwiększa atrakcyjność spółki z perspektywy rynku kapitałowego. To daje poczucie większego bezpieczeństwa, ale też wiarygodności.
Co przesądziło o Pani decyzji, aby wejść do zarządu Milton Essex?
To była decyzja bardziej intuicyjna, niż może się wydawać. Zobaczyłam projekt, który ma ambicję łączyć różne światy, bardzo ważne dla mnie czyli naukę, biznes, technologie – i chce robić to w sposób spójny. Dla mnie bardzo istotne było też to, że tutaj naprawdę rozumie się, czym jest translacja, czyli przełożenie badań na realne zastosowania. To coś, co jest mi bardzo bliskie. Nie chciałam być częścią projektu „na papierze”. Chciałam mieć wpływ na coś, co rzeczywiście będzie działało. Moje doświadczenie kliniczne i badawcze może być tutaj realnie wykorzystane, a nie tylko stanowić element wizerunkowy.
Wchodzą Państwo w obszar terapii komórkowych. Czy z perspektywy zarządczej to bezpieczna branża?
To branża wymagająca, ale przewidywalna dla tych, którzy rozumieją jej mechanizmy. Ryzyko wynika głównie z długiego cyklu rozwoju produktów. My ograniczamy je poprzez wybór projektów na bardziej zaawansowanym etapie oraz przez dywersyfikację: zarówno sektorową, jak i geograficzną. Dodatkowo zaczynamy od segmentów w weterynari, gdzie regulacje są analogiczne do ludzkich, ale badania kliniczne trwają krócej, co pozwala szybciej budować wartość firmy. To podejście znacząco poprawia profil ryzyka całej grupy.
Zdecydowaliście się wejść w sektor rolno-spożywczy, a właściwie zainteresować swoim produktem hodowców krów. Dlaczego Milton Essex interesuje się właśnie tym obszarem?
Rzeczywiście koncentrujemy się na bardzo konkretnym segmencie tzn. hodowcach bydła. I to jest decyzja w pełni świadoma. Patrzymy na sektor rolno-spożywczy nie tylko jako na dużą branżę, ale jako na rynek, w którym technologia może mieć natychmiastowe, mierzalne przełożenie na wynik ekonomiczny gospodarstw.
To jeden z najbardziej niedoszacowanych obszarów inwestycyjnych w kontekście nowych technologii, mimo że jego fundamenty są wyjątkowo silne. Globalna produkcja rolna rośnie. W 2024 roku zwiększyła się o ok. 2,2% rok do roku, a długoterminowo popyt na żywność systematycznie rośnie. Prognozy OECD i FAO wskazują, że konsumpcja produktów rolnych będzie zwiększać się średnio o ok. 1,2% rocznie w kolejnych latach. To oznacza stabilny, strukturalny trend wzrostowy, który nie podlega tak silnym wahaniom jak wiele innych sektorów.
Jednocześnie to branża, która wciąż jest niedoinwestowana technologicznie. A przecież mówimy o rynku, gdzie każda poprawa zdrowia zwierząt, skrócenie czasu leczenia czy zwiększenie wydajności bezpośrednio przekładają się na przychody hodowcy.
Właśnie dlatego skupiamy się m.in. na bydle – to jeden z największych i najbardziej ekonomicznie wrażliwych segmentów produkcji rolnej. Tu efekt wdrożenia innowacji jest natychmiast widoczny.
To także bardzo „realny” biznes, oparty na podstawowych potrzebach, takich jak żywność i bezpieczeństwo produkcji. Dlatego widzimy w nim nie tylko potencjał technologiczny, ale przede wszystkim stabilny, długoterminowy kierunek wzrostu, który z perspektywy inwestora ma bardzo solidne fundamenty.
A jak to przekłada się na atrakcyjność inwestycyjną?
Z punktu widzenia inwestora sektor rolno-spożywczy ma trzy kluczowe cechy. Po pierwsze, jest odporny na kryzysy, ponieważ dotyczy dóbr podstawowych: żywność pozostaje niezbędna niezależnie od sytuacji gospodarczej. Po drugie, opiera się na globalnym, systematycznie rosnącym popycie wynikającym z demografii. Po trzecie, przechodzi dziś intensywną transformację technologiczną. I właśnie ten trzeci element zmienia sposób postrzegania całej branży. Rolnictwo przestaje być wyłącznie sektorem tradycyjnym – coraz szybciej adaptuje nowoczesne technologie, a dynamika wzrostu w tym obszarze jest bardzo wysoka.
W efekcie mamy do czynienia z połączeniem dwóch perspektyw: stabilności charakterystycznej dla dóbr podstawowych oraz potencjału wzrostu typowego dla sektora technologicznego. To właśnie taka kombinacja, bezpieczeństwa i wzrostu, jest szczególnie atrakcyjna dla inwestorów.
W jaki sposób Milton Essex zamierza wykorzystać ten trend?
Koncentrujemy się przede wszystkim na obszarze styku biotechnologii i realnej produkcji żywności. Interesują nas rozwiązania, które mają bezpośrednie zastosowanie w hodowli, wspierają regenerację tkanek u zwierząt, poprawiają zdrowie stad i zwiększają efektywność produkcji. To bardzo konkretny i skalowalny rynek. W samej Polsce funkcjonuje ponad 1,2 mln gospodarstw rolnych oraz rozbudowany sektor hodowlany. Każde rozwiązanie, które poprawia kondycję zwierząt, skraca czas leczenia czy zwiększa wydajność, przekłada się bezpośrednio na wynik ekonomiczny gospodarstw.
Właśnie w tym widzimy największy potencjał: w projektach, gdzie efekt wdrożenia jest natychmiastowy i mierzalny. To moment, w którym biotechnologia przestaje być wyłącznie domeną laboratoriów, a staje się realnym narzędziem biznesowym.
Czyli można powiedzieć, że biotechnologia w rolnictwie to bardziej „biznes” niż „science”?
Dokładnie tak. To jest obszar, gdzie nauka bardzo szybko przekłada się na wynik finansowy. Jeżeli terapia skraca czas leczenia zwierzęcia lub zwiększa jego wydajność, to rolnik widzi natychmiastowy efekt ekonomiczny. To zupełnie inny model niż w medycynie ludzkiej, gdzie proces wdrożeniowy trwa latami. Dlatego właśnie ten segment jest tak interesujący inwestycyjnie. Nie zapominany również o zwierzętach towarzyszących i terapiach dla nich, nad którymi również pracujemy.
Jaką rolę w tej strategii pełni Sanford Biotech?
Sanford Biotech jest naszym zapleczem technologicznym w obszarze terapii komórkowych. Spółka rozwija konkretne rozwiązania, które mogą być wdrażane zarówno w weterynarii, jak i w przyszłości w medycynie ludzkiej. Z punktu widzenia grupy to aktywo o dużym potencjale wzrostu, ale również element budujący kompetencje całej organizacji.
Jak wygląda podejście Milton Essex do finansowania rozwoju – szczególnie w kontekście rynku kapitałowego?
Stawiamy na model hybrydowy. Z jednej strony korzystamy z kapitału rynkowego, z drugiej budujemy projekty, które mogą generować przychody relatywnie wcześnie. To bardzo ważne, bo inwestorzy coraz częściej oczekują nie tylko wizji, ale również ścieżki do cash flow. Nasza strategia odpowiada na te oczekiwania.
Jakie są największe ryzyka, które inwestor powinien brać pod uwagę w przypadku Waszej spółki?
Jak w każdej biotechnologii to ryzyko regulacyjne i technologiczne. Natomiast naszym zadaniem jako zarządu jest ich minimalizowanie poprzez dywersyfikację projektów i wybór tych o najwyższym prawdopodobieństwie wdrożenia. Drugim elementem jest czas, ponieważ inwestor musi mieć świadomość, że to branża, która wymaga cierpliwości. Ale w zamian oferuje ponadprzeciętny potencjał zwrotu.
Jak Milton Essex zamierza budować swoją przewagę konkurencyjną?
Naszą przewagą jest integracja: łączymy naukę, praktykę kliniczną i biznes. Nie działamy w jednym segmencie, tylko budujemy ekosystem. Dodatkowo mamy kompetencje operacyjne: potrafimy nie tylko rozwijać technologie, ale również je wdrażać. To wciąż rzadkość w tej branży.
Jak widzi Pani Milton Essex za 5 lat, z perspektywy inwestora?
Jako firmę, która ma już konkretne produkty na rynku i udowodniła, że potrafi przejść drogę od pomysłu do komercjalizacji. To moment, w którym spółki naprawdę zaczynają rosnąć.
A Pani osobista ambicja w tym projekcie?
Chcę budować organizację, która tworzy realną wartość i jednocześnie jest stabilna biznesowo. Wierzę, że przyszłość należy do firm, które potrafią łączyć naukę z efektywnością ekonomiczną i Milton Essex ma potencjał, aby być jedną z nich. Dla mnie ważne jest jednak coś więcej niż sam wynik finansowy. Chcę współtworzyć projekty, które mają sens także społecznie – które odpowiadają na realne potrzeby i wpływają na jakość życia oraz zdrowie, także w szerszym, systemowym wymiarze.
Jeśli możemy rozwijać rozwiązania, które mają znaczenie dziś, ale jednocześnie budują lepszą, bardziej zrównoważoną przyszłość, a przy tym tworzą trwały biznes, to właśnie tak rozumiem sukces.
Ekspertka w obszarze terapii komórkowych i medycyny regeneracyjnej, z doświadczeniem zdobytym w Polsce, Niemczech i USA. Specjalizuje się we wdrażaniu terapii opartych na komórkach macierzystych (MSC) oraz ich komercjalizacji. Łączy kompetencje naukowe, kliniczne i biznesowe, koncentrując się na przekładaniu badań na skalowalne rozwiązania rynkowe. Obecnie rozwija technologie MSC oraz bank komórek macierzystych w Sanford Biotech.
Partnerem publikacji jest Capital24tv
