Chcesz podwyżki? Zastanów się…

Małgorzata Grzegorczyk , Mirosław Konkel Współpraca Tadeusz Markiewicz Piotr Wielgomas szef Bigram
opublikowano: 2008-10-28 00:00

Firmy dopinają przyszłoroczne budżety w momencie, gdy wszyscy trąbią o kryzysie. Pensje nie urosną wcale albo dużo mniej.

Nawet Pracodawca Roku 2007 będzie zwalniać

Firmy dopinają przyszłoroczne budżety w momencie, gdy wszyscy trąbią o kryzysie. Pensje nie urosną wcale albo dużo mniej.

Czy zamierzasz w najbliższych dniach starać się o podwyżkę? A może myślisz o zmianie pracy? Nie? Nic dziwnego. Co druga firma wieszczy spowolnienie albo już je odczuwa. Na przykład Korporacja Budowlana Doraco w Gdańsku, Gazela Biznesu i Pracodawca Roku w Budownictwie 2007.

— W przyszłym roku nie tylko nie podwyższymy pracownikom wynagrodzeń, ale nawet będą zwolnienia. Poziom zatrudnienia w naszym przedsiębiorstwie uwzględniał optymistyczne prognozy gospodarcze. Przez dwa lata spodziewaliśmy się wzrostu liczby i wartości kontraktów. Niestety, wygląda na to, że część inwestycji nie uzyska finansowania z banków, a tym samym rynek wykonawczy się zawęzi — mówi Andżelika Cieślowska, szefowa firmy.

Rachunek sumienia

Takich spółek jest więcej. Tylko w ostatnich dniach Groclin poinformował, że jego fabryka będzie działać cztery dni w tygodniu. Prezes Forte przyznał, że branża meblarska musi dostosować się do spadającego popytu, czyli m.in. zwalniać. Wreszcie grupa FAM ogłosiła, że zwolni 250 osób. I jak tu prosić o podwyżkę, gdy firmy zaczynają ciąć zatrudnienie?

— Atmosfera niepewności na rynku, spowodowana ostatnimi wydarzeniami za oceanem i w krajach sąsiadujących z Polską, może utrudnić pracownikom rozmowy o podwyżkach. W obecnej sytuacji więcej argumentów w rozmowach znajdą pracodawcy. Mimo dobrej kondycji firmy mogą tłumaczyć odmowę przyznania podwyżki niepewną sytuacją rynkową oraz nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym. Mają świadomość, że oni i ich rywale będą dwa razy oglądać każdą wydawaną złotówkę — ocenia Krzysztof Katolo, menedżer zespołu badań i analiz HRM Partners.

Wniosek jest jeden: pracownik powinien dokonać dokładnego rachunku sumienia, zanim pójdzie do szefa po podwyżkę.

— Pracodawcy z pewnością dokonają oceny efektywności już zatrudnionych ludzi oraz funkcjonujących w firmach mechanizmów wynagradzania i przyznawania podwyżek. Zamiast podwyższać wynagrodzenia zasadnicze, będą częściej decydować się na przesunięcie planowanych podwyżek do części zmiennej, uzależnionej od wyników pracy — sugeruje ekspert HRM Partners.

Atutem pracodawców, którzy dopinają budżety na 2009 r., jest też to, że zmniejsza się ruch na rynku pracy. To zaczynają zauważać niektóre firmy doradztwa personalnego.

— Mamy bardzo dużo zamrożonych rekrutacji, głównie w bankach, firmach ubezpieczeniowych, funduszach inwestycyjnych i domach maklerskich. Przeciągają się decyzje z zatrudnieniem ludzi. Wszyscy czekają, co będzie — informuje Ewelina Kitlińska z agencji Hays.

Stabilność w cenie

Do zmiany pracy nie są już skorzy także pracownicy, choć na własnej skórze czują rosnące koszty utrzymania: rat kredytów w walutach i energii.

— Wielu z nich może zrezygnować z ryzyka, jakie niesie zmiana miejsca pracy, i postawić na stabilność — ocenia Krzysztof Katolo.

Piotr Wielgomas, prezes firmy doradztwa personalnego Bigram, stara się zasiać ziarno optymizmu w sercach i pracodawców, i pracowników. Zwraca jednak uwagę na czynnik psychologiczny.

— Nawet jeśli zarząd firmy, patrząc na wskaźniki, nie widzi powodów do obaw, to słysząc, że wokół wszyscy inni mają kłopoty, zaczyna się martwić. Mniej odporni psychicznie zaczynają wierzyć, że oni też będą mieć trudności — tłumaczy Piotr Wielgomas.

Współpraca Tadeusz Markiewicz

Zawierucha? No to tniemy etaty

Firmy jeszcze przed wybuchem kryzysu finansowego zapowiadały redukcję zatrudnienia. Dzisiaj sytuacja jest jeszcze gorsza.

Słabnący popyt, cięcia produkcji, redukcja zatrudnienia, spadająca płynność finansowa firm — takie pesymistyczne nastroje biją z badania koniunktury autorstwa Narodowego Banku Polskiego. Jeszcze bardziej alarmujące jest to, że badanie obrazuje nastroje przedsiębiorców we wrześniu, a więc jeszcze przed eskalacją kryzysu finansowego.

Najbardziej uderzające są wypowiedzi szefów firm dotyczące zatrudnienia. Po raz pierwszy od ponad trzech lat liczba pracodawców, którzy zamierzają zwalniać pracowników, była w minionym miesiącu wyższa od liczby pracodawców planujących tworzenie nowych etatów. Niepokoją też dane dotyczące produkcji — wśród przedsiębiorców nadal przeważają optymiści, ale jest ich najmniej od sześciu lat. Równie złe są wskaźniki obrazujące prognozy inwestycji czy poziom oszczędności w firmach.

— Badanie pokazuje, że zanim jeszcze kryzys na dobre rozlał się po świecie, firmy w Polsce już bardzo wyraźnie czuły spowolnienie gospodarcze. A przecież dane makroekonomiczne z września wcale jeszcze nie były złe. Sprzedaż detaliczna czy produkcja przemysłowa wykazywały dynamikę niewiele niższą od średniej z ostatnich lat. Październik będzie znacznie gorszy. Już dostajemy od firm sygnały o słabych obrotach — mówi Wojciech Matysiak, ekonomista BGŻ.

Za słabnącą koniunkturą stoi przede wszystkim coraz niższy popyt. Już we wrześniu aż 13 proc. firm wskazało na ten problem jako najważniejszą barierę rozwoju. Kryzys finansowy może mocno zwiększyć jego znaczenie.

— Słabnie zarówno popyt krajowy, jak i zagraniczny. Strefa euro — nasz główny partner handlowy — pogrąża się w recesji, a więc zainteresowanie naszymi towarami słabnie. W Polsce raty kredytów rosną, więc ludzie mają mniej pieniędzy na konsumpcję. W dodatku planowane redukcje zatrudnienia w firmach i powroty emigrantów z zagranicy mogą zahamować spadek bezrobocia, a nawet je zwiększyć. To także wpłynie na zmniejszenie przychodów firm — uważa Stanisław Kubielas, ekonomista Uniwersytetu Warszawskiego.

A ja jednak jestem optymistą

Nie uważam, że jest źle. Nie popadajmy w zbytnią nerwowość. Niepotrzebnie mówi się w mediach o recesji, bo ta jeszcze nie nadeszła. Polska nie jest wyspą, my też odczujemy skutki kryzysu, ale jednak nasz kraj ma silne kontrargumenty. Należą do nich zapowiadana obniżka podatków, unijne fundusze, korzystne dla przedsiębiorców zmiany w prawie i duży wzrost gospodarczy.

Ale także straszenie ludzi może nam wyjść na dobre. Firmy zyskują silny argument w negocjacjach płacowych z pracownikami. Wielu zatrudnionych i reprezentujące ich związki zawodowe powstrzymają się z żądaniami podwyżek, bo uznają, że to nie na miejscu. To dobrze wpłynie na konkurencyjność naszych firm, a to bardzo ważne w zdobywaniu inwestycji zagranicznych.

Sprawa nie wygląda na pewno tak samo we wszystkich sektorach, bo każda branża ma inną rentowność. Można jednak się spodziewać, że firmy albo zmniejszą przyszłoroczne podwyżki, albo przesuną je w czasie.

Piotr

Wielgomas

szef Bigram

Małgorzata Grzegorczyk

[email protected] % 022-333-98-18

Mirosław Konkel