Chinami rządzą czerwone klany

DI, PAP
opublikowano: 11-05-2013, 09:02

„Książątka”, czyli potomkowie prominentnych dygnitarzy komunistycznych, korzystający z sieci rodzinnych układów, dominują na scenie politycznej w Chinach i dorabiają się fortun w prywatnym biznesie, co dodatkowo pogłębia frustrację przeciętnych obywateli.

Klany komunistycznych przywódców i weteranów wojny domowej z lat 1927-1950, niczym arystokratyczne i urzędnicze rody sprzed rewolucji, pomagają sobie nawzajem, obsadzając ważne stanowiska w administracji państwowej dziećmi i wnukami byłych towarzyszy broni.

Nepotyzm nie jest w Chinach niczym nowym, ale w obecnym systemie, gdzie władza ściśle łączy się z pieniędzmi, rodzinne koneksje otwierają „książątkom” nie tylko drogę do kariery politycznej, ale i do wielkich fortun.

„Nepotyzm jest bardzo poważnym problemem Chin. Drugie i trzecie pokolenie wysokich przywódców ma doskonały dostęp do kadr partyjnych i państwowych korporacji” - wyjaśnił PAP ekspert od chińskiej polityki wewnętrznej z Miejskiego Uniwersytetu Hongkongu Joseph Cheng.

Powszechna korupcja i szerokie przywileje, jakimi cieszą się na rynku państwowe firmy, tworzą jego zdaniem „drugi rodzaj nepotyzmu”, dając biznesmenom dysponującym politycznymi układami dostęp do tanich kredytów w państwowych bankach i lukratywnych kontraktów rządowych, nieosiągalnych dla zwykłych przedsiębiorców, którzy często zmuszeni są zaciągać bardzo wysoko oprocentowane pożyczki od lichwiarzy.

„Nepotyzm rodzi oczywiście cynizm i frustrację reszty społeczeństwa. Przeciętni ludzie naturalnie oburzają się z powodu tej nierówności szans. W kontekście pogłębiającej się przepaści pomiędzy bogatymi a biednymi nepotyzm jest oczywiście źródłem dodatkowych frustracji i poczucia krzywdy” - uważa Cheng.

O ile w latach 80. i 90. „książątka” częściej angażowały się w biznes, od kilku lat coraz bardziej widoczna jest ich dominacja w polityce. Świadczyć o tym może silna ich reprezentacja w wyłonionym w listopadzie 2012 roku Stałym Komitecie Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin (KPCh) – wierzchołku chińskiej piramidy władzy. Na siedmiu członków Komitetu czterech to potomkowie dygnitarzy, w tym numer jeden w kraju i partii, prezydent Xi Jinping, syn weterana wojny domowej i byłego wicepremiera Chin Xi Zhongxuna.

Obecność przedstawicieli czerwonych klanów zaznacza się na każdym szczeblu potężnej machiny urzędniczej. Chociaż nie mówi się o tym oficjalnie, można ją zauważyć np. w strukturach władzy bogatej i liberalnej prowincji Guangdong, gdzie drzewa genealogiczne wielu polityków wyrastają z rewolucyjnych korzeni, a poszczególne stanowiska sprawiają wrażenie częściowo dziedzicznych.

Sekretarz partii w stolicy prowincji, Kantonie, de facto najważniejszy urzędnik w mieście, Wan Qingliang, jest zięciem byłego gubernatora Guangdongu Huanga Huahua, którego teść Ye Xuanping również sprawował ten urząd w przeszłości. Ten ostatni jest synem Ye Jianyinga, jednego z dowódców komunistycznej armii w czasie wojny domowej i oficjalnego szefa państwa w latach 1978-1983.

Świeżego przykładu ofensywy politycznej „książątek” dostarczyła ogłoszona na początku maja nominacja wnuka byłego przywódcy Chin Denga Xiaopinga na stanowisko zastępcy komisarza powiatu Pingguo w sąsiadującej z Guangdongiem prowincji Guangxi. Urząd ten jest wprawdzie stosunkowo podrzędny, ale Deng Zhuodi – pierwszy urzędnik pośród wnucząt Denga Xiaopinga – ma dopiero 28 lat. Wiele wskazuje na to, że stanowisko to będzie dla niego ledwie początkiem wspaniałej kariery politycznej.

„Ma szerokie koneksje, zdolne otworzyć każde drzwi. Z pewnością szybko awansuje na średni lub wyższy szczebel urzędniczy. Natomiast dalszy rozwój kariery będzie zależał od przyszłej sytuacji politycznej oraz jego własnych umiejętności” - ocenił Joseph Cheng.

Jak dodał, z samym awansem na średni szczebel administracji nie powinno być problemów, niezależnie od zdolności młodego polityka. Wskazuje na to przykład wnuka twórcy komunistycznych Chin Mao Zedonga. W 2009 roku 39-letni wówczas Mao Xinyu został najmłodszym generałem w historii Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Jest również członkiem pekińskiego oddziału Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin – organu doradczego KPCh. W wystąpieniach publicznych opowiada głównie o dziadku, nazywając go „bogiem”, „doskonałym człowiekiem” czy „najwspanialszym strategiem” przewyższającym Napoleona. Mao Xinyu zrobił doktorat z historii, ale krytycy zarzucają mu widoczne w wywiadach kłopoty z wysłowieniem się i generalny brak obycia.

Z kolei wnuczka ojca chińskiego komunizmu, Kong Dongmei, jest jedną z 500 najbogatszych osób w kraju. Wspólnie z mężem posiadają aktywa warte 5 mld juanów (ok. 2,5 mld zł). Kong Dongmei i Mao Xinyu napisali książki pod tym samym tytułem: „Mój dziadek Mao”.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane