Shih przez wiele miesięcy badał jak zapożyczało się ok. 8 tys. instytucji kontrolowanych przez władze lokalne w Chinach. Wnioski nie są optymistyczne.
- W najgorszym przypadku dojdzie do całkiem dużego kryzysu finansowego około 2012 roku – powiedział Shih w rozmowie z Bloombergiem. – Spowolnienie potrwa dwa lata, może dłużej – dodał.
Ekonomista zwraca uwagę, że wzrost zadłużenia lokalnych instytucji nie jest uwzględniany w oficjalnych szacunkach relacji długu Chin do PKB.
Shih ocenia, że zadłużenie Chin może sięgnąć w przyszłym roku 39,83 bln juanów (5,8 bln USD). Stanowi to 96 proc. PKB tego kraju. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który nie uwzględnia zadłużenia lokalnych państwowych instytucji, zadłużenie sięgnie 22 proc. PKB. Ta sama organizacja szacuje relację długu do PKB Hiszpanii na 69,6 proc., USA na 94 proc., Grecji na 115 proc., a Japonii na 227 proc.
Shih ustalił, że instytucje należące do lokalnych władz były na koniec ubiegłego roku zadłużone na kwotę 11,42 bln juanów. Miały także otwarte linie kredytowe na łączną kwotę 12,76 bln juanów. Ekonomista zwraca uwagę, iż jednym z elementów budzących największe obawy są firmy inwestycyjne, które lokalne władze tworzyły w celu obejścia regulacji ograniczających dalsze bezpośrednie zadłużanie. Shih szacuje, że dotychczasowe długi tych firm mogą potencjalnie spowodować powstanie tzw. złych długów wysokości ok. 3 bln juanów (439 mld USD).
Uniemożliwienie lokalnym władzom dalszego zadłużania, uruchomiłoby według Shiha „gigantyczną falę” tzw. złych kredytów, głównie za sprawą uniemożliwienia dalszego finansowania rozpoczętych projektów. Z drugiej strony, ekonomista uważa iż brak ograniczenia dalszego zadłużania może spowodować iż w 2012 roku inflacja sięgnęłaby ok. 15 proc.
MD, Bloomberg