Dwie największe gospodarki świata rosną, choć powoli. To pierwsza ważna informacja wypływająca z ostatnich danych o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej Stanów Zjednoczonych i Chin. Druga ważna informacja: Chiny wychodzą z krótkiej recesji nieco szybciej od oczekiwań. Trzecie zjawisko warte uwagi to wciąż wolniejszy wzrost sprzedaży detalicznej niż produkcji przemysłowej. To wskazuje, że popyt na towary jest słabszy niż ich podaż, dzięki czemu światowe łańcuchy dostaw wracają powoli do równowagi.
W Stanach Zjednoczonych sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w sierpniu 0,2 proc. m/m i 0,8 proc. r/r. To wzrost bliski stagnacji. Jednocześnie produkcja przemysłowa w sierpniu zmniejszyła się o 0,2 proc. m/m i wzrosła o 3,7 proc. r/r. W ujęciu rocznym produkcja wciąż rośnie wyraźnie szybciej niż sprzedaż, choć widać też, że impet produkcji powoli słabnie. Gospodarka znajduje się w fazie spowolnienia lub na granicy płytkiej recesji.

Wśród amerykańskich ekonomistów toczy się dziś debata, czy tamtejsza gospodarka potrzebuje recesji w celu zbicia inflacji. Część ekspertów twierdzi, że bez recesji nie uda się spowolnić cen, które wciąż rosną w tempie ponad 8 proc. r/r (ceny konsumpcyjne). Mnie także bliższe jest spojrzenie, że recesja nastąpi z powodu determinacji banku centralnego do zatrzymania inflacji.
W Chinach sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w sierpniu o 2,8 proc., najmocniej od lutego. Były to dane nieco lepsze od oczekiwań, mimo że niektóre części kraju wciąż obejmował lockdown związany z pandemią COVID-19. Produkcja przemysłowa zaś zwiększyła się o 4,2 proc. r/r, najszybciej od marca. Również w tym kraju podaż towarów rośnie szybciej niż popyt na nie. Generalnie gospodarka znajduje się w fazie powolnego ożywienia – zdecydowanie zbyt wolnego jak na ambicje tego kraju, ale szybszego od czarnych scenariuszy.
W Chinach jednak największą uwagę przykuwa sektor nieruchomości. Bank Citi opublikował szacunki, z których wynika, że odsetek złych kredytów na tym rynku sięga już niemal 30 proc. Spadek cen mieszkań, niewypłacalność deweloperów, załamanie inwestycji – to wszystko może potencjalnie stanowić albo powtórkę z USA z 2008 r., albo z Japonii z 1992 r. Pierwszy scenariusz oznaczałby potężną recesję, drugi długotrwałą stagnację. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz drugi, ponieważ Chiny mogą kontrolować swój rynek finansowy łatwiej niż Amerykanie, choć Chińczycy wciąż liczą, że uda im się wrócić do dynamicznego tempa rozwoju sprzed pandemii COVID-19.
Obie największe gospodarki świata mają zatem poważne problemy do rozwiązania. Stany Zjednoczone inflację, Chiny recesję w nieruchomościach. Patrząc na doświadczenia historyczne, problem Chin wydaje się nieco poważniejszy. Kryzysy nieruchomościowe i towarzyszące im turbulencje finansowe zostawiały często trwałe ślady na kondycji ekonomicznej dotkniętych nimi krajów.
