Cięcia budżetowe podnoszą bezrobocie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 05-09-2011, 00:00

Zysk dla budżetu: 3,8 mld zł. Koszt dla gospodarki: wyższe bezrobocie i niższy wzrost gospodarczy.

O dwie trzecie spadła liczba osób, którym państwo pomaga znaleźć pracę

Zysk dla budżetu: 3,8 mld zł. Koszt dla gospodarki: wyższe bezrobocie i niższy wzrost gospodarczy.

Walka rządu z długiem publicznym odbija się na rynku pracy. W ubiegłym roku resorty pracy i finansów zdecydowały, że w 2011 r. dotacja budżetu na aktywizację zawodową bezrobotnych spadnie o ponad połowę — z 7 do 3,2 mld zł. Efekt tego cięcia coraz wyraźniej odbija się na statystykach rynku pracy. Liczba osób, które dzięki pieniądzom z Funduszu Pracy (FP) opuściły grono bezrobotnych, spadła przez kilka miesięcy o dwie trzecie.

Związane ręce

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, od stycznia do lipca 2011 r. urzędy prac dzięki dotacji z budżetu wyprowadziły z bezrobocia (przez staże, prace subsydiowane czy szkolenia) 169 tys. osób. To znacznie mniej niż w ostatnich kilku latach. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to 440 tys. osób, a dwa lata temu 359 tys.

— Na bieżący rok mam do dyspozycji o 60 proc. mniejszy budżet na aktywizację niż w 2010 r. To oznacza, że liczba osób, którym możemy pomóc, z roku na rok gwałtownie spadła. W najlepszych czasach mogliśmy wysłać na staż czy szkolenie około 15 proc. bezrobotnych. Od kilku miesięcy to tylko 5-7 proc. Reszta odchodzi z kwitkiem — mówi Dorota Niemiec, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Krakowie.

W lipcu pracę subsydiowaną podjęło 10,5 tys. osób, a na staż lub szkolenie finansowane z FP poszło 17,1 tys. osób. Dla porównania — w lipcu 2010 r. rejestr bezrobotnych opuściło w ten sposób 27,5 i 43,2 tys. osób.

— Decyzja rządu o obcięciu FP odciska piętno na rynku pracy. Najgorsze jest to, że w obliczu zbliżającego się spowolnienia gospodarczego mało realne jest, by w kolejnych latach rząd chciał wrócić do dawnych kwot. Podwyższone z tego powodu bezrobocie będzie się wiec utrzymywać —mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

W lutym szacował, że obcięcie FP spowoduje w miesiącach letnich (staży i prac subsydiowanych jest wówczas najwięcej) wzrost stopy bezrobocia o 0,8 pkt proc. Gdyby więc rząd nic nie zmieniał, dziś bezrobocie wynosiłoby nie 11,7 a 10,9 proc. Przez ostatni rok bezrobocie spadłoby więc, a nie wzrosło (rok temu wynosiło 11,4 proc.).

Trudne równanie

W kolejnych miesiącach sytuacja będzie się pogarszać — w wielu urzędach pracy oferty aktywizacyjne dla bezrobotnych zupełnie znikną.

— Mamy już zrekrutowanych większość osób na staże i szkolenia w tym roku. Czekają tylko na swoją kolej. W najbliższych miesiącach właściwie nie będziemy mieli nic do zaoferowania szukającym u nas pomocy bezrobotnym — mówi Dorota Niemiec.

Zysk dla finansów publicznych jest łatwo zmierzyć —w budżecie państwa zostało 3,8 mld zł. Jaki jest tego skutek dla gospodarki?

— Straty są duże. Osoby, które nie poszły do pracy subsydiowanej, na staż czy szkolenie, nie pracują, a więc nie tworzą wartości dodanej w gospodarce. W dodatku ich kompetencje zawodowe spadają, przez co w przyszłości jeszcze trudniej będzie im znaleźć pracę. Trudno jest wycenić, czy ten uszczerbek dla gospodarki jest wart zaoszczędzonych przez państwo 3,8 mld zł — mówi Karolina Sędzimir, analityk rynku pracy, p.o. głównej ekonomistki PKO BP.

Eksperci zaznaczają jednak, że nie nad wszystkimi niezrealizowanymi formami walki z bezrobociem warto się użalać. Część z nich, zwłaszcza prace subsydiowane, były raczej zasiłkiem socjalnym niż inwestycją w kapitał ludzki.

— Staże czy szkolenia sprawiają, że bezrobotni podnoszą kompetencje i zwiększają szanse, że wrócą trwale na rynek pracy. Roboty interwencyjne nie dają żadnego efektu aktywizacyjnego — mówi Jakub Borowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu