Ponad połowa Polaków ogrzewa domy, wykorzystując różne rodzaje pieców i grzejników. Drugim co do ważności źródłem ciepła jest ogrzewanie sieciowe.

— Tym, co zdecydowanie odróżnia nas od większości krajów UE, jest dominacja węgla. W Unii Europejskiej przeważają gaz i olej — mówi Marek Józefiak, koordynator programu Klimat i Energia Polska Zielona Sieć.
Cios dla atmosfery
Co roku w domach jednorodzinnych Polacy spalają około 12 mln ton węgla.
— Niestety, w większości jest on spalany w instalacjach o niskiej sprawności. Na dodatek niemal 70 proc. domów jednorodzinnych w Polsce jest ocieplonych słabo bądź wcale. Skutkuje to fatalną jakością powietrza w sezonie grzewczym. Jesteśmy niechlubnym liderem w Unii Europejskiej pod względem zanieczyszczenia powietrza rakotwórczym benzo- (a)pirenem, emitowanym przy spalaniu węgla, drewna i odpadów — informuje Marek Józefiak. Sytuację powinny poprawić dotyczące nowych budynków standardy efektywności energetycznej, które wejdą w życie w 2017 r.
— Aby mówić o poprawie w sektorze starego budownictwa jednorodzinnego konieczne jest wyeliminowanie z rynku nisko sprawnych kotłów węglowych oraz zapewnienie wsparcia dla mieszkańców na termomodernizację. Obecne programy koncentrują się na budynkach użyteczności publicznej i wielorodzinnych. Dlatego jednym z priorytetów Ministerstwa Środowiska powinno być udoskonalenie i rozwinięcie programów Kawka [dotyczy wymiany pieców — red.] oraz Ryś [ma wspierać od tego roku termomodernizację budynków jednorodzinnych — red.]. Należy wykorzystać również potencjał rozwoju produkcji ciepła ze źródeł odnawialnych — OZE — przekonuje Marek Józefiak.
Sektor w opałach
Jeśli chodzi o ciepło systemowe w Polsce, to pokrywa 42 proc. zapotrzebowania.
— Największymi odbiorcami są spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe, wielorodzinne budownictwo komunalne. Sporą grupę odbiorców stanowią też obiekty budżetowe i przemysł — wymienia Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Pod względem wykorzystania ciepła systemowego zajmujemy trzecie miejsce w Europie, za Islandią (95 proc.) i Łotwą (70 proc.). Mimo niezaprzeczalnego rozwoju branża musi stawiać czoła wielu problemom.
— Jej rozwój hamuje m.in. ograniczenie możliwości udzielania pomocy publicznej w ramach wsparcia regionalnego. Obecnie możliwa jest tylko pomoc dla systemów spełniających warunek efektywnego systemu ciepłowniczego. Zgodnie z definicją zawartą w dyrektywie o efektywności energetycznej efektywny system ciepłowniczy i chłodniczy to taki, w którym do produkcji ciepła bądź chłodu wykorzystuje się co najmniej połowę energii z OZE albo ciepła odpadowego, co najmniej 75 proc. ciepła z kogeneracji bądź 50 proc. ciepła pochodzącegoz miksu wymienionych źródeł. W Polsce około 10 proc. największych firm ciepłowniczych spełnia te wymogi, co oznacza, że reszta mniejszych przedsiębiorstw, których potrzeby inwestycyjne są również bardzo duże, nie ma szans na uzyskanie funduszy chociażby na modernizację starych sieci i rozwój nowych — tłumaczy Jacek Szymczak.
Inny problem jest taki, że w Polsce wciąż brakuje efektywnego i zgodnego z nowymi zasadami udzielania pomocy publicznej programu wsparcia dla kogeneracji (produkcja ciepła systemowego i energii elektrycznej w jednym procesie technologicznym tzw. skojarzeniu.)
— W Unii Europejskiej kogeneracja jest promowana w szczególny sposób, gdyż efektywność energetyczna systemu skojarzonego jest nawet o 30 proc. wyższa niż oddzielnego wytwarzania energii elektrycznej w elektrowni kondensacyjnej i ciepła w kotłowni. Ma to również ogromne znaczenie dla ograniczenia emisji dwutlenku węgla i innych szkodliwych związków chemicznych — wyjaśnia Jacek Szymczak. [AGO]