Co branża, to inny rynek pracy

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-01-27 00:00

To nie był dobry rok dla portfeli pracowników. Sprawdziliśmy, kto najwięcej zyskał, a kto najwięcej stracił.

W 2009 r. największych podwyżek doczekali się farmaceuci. W wielu branżach pensje spadły

To nie był dobry rok dla portfeli pracowników. Sprawdziliśmy, kto najwięcej zyskał, a kto najwięcej stracił.

Kryzys spowalnia wzrost wynagrodzeń polskich pracowników. W 2009 r. przecięt- na miesięczna pensja w sektorze przedsiębiorstw wyno- siła 3325 zł brutto, czyli o 4,4 proc. (140 zł) więcej niż przed rokiem. Realny wzrost (po uwzględnieniu inflacji, w 2009 r. wyniosła 3,5 proc.) był jeszcze mniejszy — wyniósł niecały 1 proc. Ale to tylko zbiorczy obraz wszystkich firm. W rozbiciu na branże obraz wygląda zupełnie inaczej.

Lek na kryzys

Żadnych śladów kryzysu nie widać w branży farmaceutycznej. Według Głównego Urzędu Statystycznego, przeciętny pracownik firmy produkującej lub sprzedającej lekarstwa zarabiał w 2009 r. 5,2 tys. zł miesięcznie — to prawie 11 proc. (527 zł) więcej niż rok wcześniej. Realnie jego zarobki podskoczyły więc o ponad 7 proc.

— Producenci leków stosunkowo łagodnie znoszą kryzys. Popyt na wyroby farmaceutyczne jest dość stabilny, stąd niższa potrzeba cięcia kosztów — twierdzi Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.

Wśród liderów są też energetycy (wzrost pensji nominalnie o 7,1 proc.) oraz pracownicy firm odzieżowych (wzrost o 5,5 proc., jednak nadal jest to grupa najgorzej zarabiająca —przeciętna pensja w 2009 r. wyniosła 1723 zł) i motoryzacyjnych (wzrost o 5,4 proc.). Górnicy — grupa, która w ostatnich latach miała zdecydowanie największe podwyżki pensji — tym razem znalazła się poza czołówką. Wzrost wynagrodzeń o 4,5 proc. to wzrost na poziomie bliskim średniej krajowej. Górnicy nadal są jednak na drugim miejscu w "rankingu" najlepiej zarabiających grup zawodowych (tuż za szeroką grupą "informacja i komunikacja", skupiającą m.in. firmy informatyczne, telekomunikacyjne i wydawców prasy). Przeciętny górnik zarabiał w 2009 r. średnio 5,7 tys. zł miesięcznie.

Metalowa bieda

Kryzys najmocniej odbił się natomiast na pensjach pracowników firm z branży metalurgicznej. Przeciętna pensja wynosiła tu 3,5 tys. zł i była zaledwie o 0,2 proc. (7 zł) wyższa niż przed rokiem. Po uwzględnieniu inflacji oznacza to realny spadek wartości wynagrodzenia o około 3,3 proc.

— W 2009 r. nie było w naszej firmie żadnego wzrostu pensji podstawowych. Dodatkowo ograniczaliśmy ruchome części wynagrodzeń. To były działania dostosowujące koszty do słabnącego popytu. W 2010 r. również nie przewiduję wzrostu wynagrodzeń —mówi Piotr Szeliga, prezes giełdowego Impexmetalu.

Choć nawet w obrębie branży sytuacja może być diametralnie różna.

— W minionym roku wzrostu wynagrodzeń nie było, ale w wyniku porozumienia ze związkowcami każdy pracownik dostał nagrodę w wysokości 5 tys. zł. To był dobry rok dla spółki, szacowany zysk wynosi 2,75 mld zł — mówi Anna Osadczuk z KGHM.

Realne spadki wynagrodzeń dotknęły też m.in. producentów maszyn i urządzeń oraz firmy wytwarzające sprzęt elektroniczny.

— Widać, że pensje najwolniej rosną tam, gdzie kryzys dotarł najszybciej i najmocniej. Firmy musiały redukować zatrudnienie, ciąć premie i ogłaszać postoje. W takich warunkach trudno wynegocjować podwyżkę pensji — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka rynku pracy w PKO BP.

Bezrobocie straszy

Niestety, dla pracowników, a na szczęście dla pracodawców, analitycy zapowiadają utrzymanie niskich podwyżek płac. Według Grzegorza Maliszewskiego, przeciętna pensja w sektorze przedsiębiorstw wzrośnie w 2010 r. nominalnie o 5 proc. (około 160 zł), więc przy inflacji na prognozowanym poziomie 2,4 proc. wzrost będzie bardzo niewielki. Powód — dalsze napięcia na rynku pracy.

— Bezrobocie będzie w 2010 r. dalej rosło. Prognozujemy, że na koniec grudnia 2010 r. grupa bezrobotnych będzie o ponad 200 tys. osób większa niż na koniec grudnia 2009 r. Kryzys dociera do rynku pracy z opóźnieniem — mówi Grzegorz Maliszewski.

Na koniec 2009 r. bezrobocie wynosiło 11,9 proc. — podał wczoraj GUS. To znaczy, że przez rok bezrobocie wzrosło o 419 tys. osób.

— W bieżącym roku najniższy wzrost płac, a może nawet nieznaczne nominalne spadki, zobaczymy w branżach usługowych — transporcie, zakwaterowaniu i gastronomii oraz informacji i komunikacji. Największych podwyżek płac oczekuję natomiast w energetyce (w związku z dobrymi wynikami finansowymi branży) oraz górnictwie (z powodu silnego uzwiązkowienia) — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska.

Jacek

Kowalczyk