28 parlamentarzystów pełni jednocześnie funkcję ministra lub sekretarza stanu. W praktyce oznacza to, że co ósmy poseł z koalicji zasiada w rządzie. Czyli nadzoruje samego siebie, bo to Sejm kontroluje działalność Rady Ministrów, pisze "Dziennik Polski".
- Twórca konstytucji miał na myśli rozsądną sytuację, kiedy unia personalna posłów z jednej strony oraz ministrów i sekretarzy stanu z drugiej, miała być wyjątkiem. Tymczasem stała się regułą, a to jest już sprzeczne z konstytucyjnym zapisem, że rząd podlega kontroli Sejmu, mówi prof. Paweł Sarnecki, kierownik Katedry Prawa Konstytucyjnego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, jeden z największych autorytetów w dziedzinie prawa konstytucyjnego.
Dlaczego posłowie tak tłumnie zasilają szeregi gabinetu Jarosława Kaczyńskiego? Zdaniem prof. Piotra Winczorka, "PiS ma bardzo skąpe profesjonalne kadry urzędników i dlatego jest zmuszone korzystać z grona własnych działaczy. A jeszcze gorzej, i to znacznie, jest pod tym względem w Samoobronie i LPRö.
Prof. Sarnecki twierdzi, że w razie dokonywania zmian w konstytucji powinien w niej znaleźć się przepis, który ograniczyłby liczbę posłów w administracji rządowej wyłącznie do konstytucyjnych członków Rady Ministrów. ľ Takie jest tradycyjne rozwiązanie w systemach parlamentarnych, mówi prof. Sarnecki.
Krakowski konstytucjonalista przypomina, że ľ dla przykładu - we Francji nie można łączyć mandatu deputowanego ze stanowiskiem w administracji rządowej. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie ekipa prezydencka składa się z osób, które nie mogą być członkami Senatu czy Izby Reprezentantów.
PAP)