Pierwsze sądowe zwycięstwa nad Metą

Eugeniusz TwarógEugeniusz Twaróg
opublikowano: 2026-09-28 20:00

Czy media społecznościowe powtórzą los koncernów tytoniowych? W USA zapadają pierwsze wyroki przeciwko gigantom technologicznym, które mogą otworzyć drogę do pozwów zbiorowych i doprowadzić do zmiany modelu biznesowego platform cyfrowych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Co wspólnego mają papierosy z Facebookiem, YouTube’em i TikTokiem. Uzależniają. W USA zapadły pierwsze wyroki, które to potwierdzają. Więcej, sądy stwierdziły, że model biznesowy platform cyfrowych skonstruowany jest w sposób podobny do kasyna — poprzez system drobnych nagród ma za zadanie wciągnąć użytkownika w jak najdłuższą relację. Robiły to mimo wiedzy, że ten mechanizm jest dla niego szkodliwy, szczególnie dla dzieci.

Tu wracamy do podobieństw z papierosami. Aż do lat 90. minionego wieku ich reklamy były czymś absolutnie normalnym w przestrzeni publicznej. Drukowały je gazety, pojawiały się w filmach, na billboardach, a także na zabawkach, np. na modelach sportowych samochodów z naklejkami logo rajdu Camel Trophy. Ostatnia edycja tego wyścigu odbyła się w 2000 r. — potem zaczęły obowiązywać surowe przepisy dotyczące reklamy wyrobów tytoniowych.

Ograniczenia były skutkiem kilkuletniej batalii sądowej amerykańskich organizacji społecznych z koncernami tytoniowymi o uznanie ich odpowiedzialności za sprzedaż szkodliwych dla zdrowia wyrobów. Producenci papierosów przekonywali, że dostarczają tylko towar, którego konsument potrzebuje. I to on podejmuje decyzję: pali czy nie. Strona pozywająca argumentowała, że spór nie dotyczy wolności konsumenta, lecz odpowiedzialności za produkt. W sądach wykazano, że przemysł tytoniowy doskonale wiedział o rakotwórczym działaniu tytoniu i jego właściwościach uzależniających.

Koncerny przegrały batalię na całej linii. Sądy nakazały producentom zapłatę 206 mld USD odszkodowania (płatne w ratach do 2025 r.). Rządy wielu państw drastycznie zaostrzyły przepisy antynikotynowe. Co najważniejsze, wyroki zasadniczo zmieniły model kulturowy — palenie stało się passé.

Czy podobny los czeka media społecznościowe? Za wcześnie wyrokować, aczkolwiek, nomen omen, są pierwsze wyroki naruszające komfort, w jakim platformy społecznościowe funkcjonowały przez lata.

Teflonowy art. 230

Od 1996 r. obowiązuje w USA Communications Decency Act, którego art. 230 mówi, że „Żaden dostawca ani użytkownik usług komputerowych nie będzie traktowany jak wydawca lub autor informacji przekazanych przez innego dostawcę treści”. Mówiąc w skrócie, platforma cyfrowa nie odpowiada za treści, jakie są na niej zamieszczane. Jest pośrednikiem, jak np. słup ogłoszeniowy, a nie wydawcą, jak klasyczne media odpowiadające za to, co drukują w gazetach. Przepis uchwalono na osiem lat przed powstaniem Facebooka i dziewięć przed pierwszą premierą na YouTubie.

Art. 230 zapewniał teflonową ochronę mediom społecznościowym. Każda skarga na treści publikowane na Facebooku, Instagramie, YouTubie była odrzucana przez sąd już na etapie wstępnego rozpoznania. Pozywać można autora publikacji, a nie platformę, która tylko zapewnia infrastrukturę do wzajemnej komunikacji użytkowników.

To jednak zaczyna się zmieniać. Prawnicy stosują nową strategię pisania pozwów przeciw platformom. Nie skarżą ich za udostępnianie szkodliwych materiałów i treści, lecz za współudział w ich tworzeniu lub za dostarczanie narzędzi ułatwiających przestępczą działalność. Pociągają platformy do odpowiedzialności za oferowanie wadliwego lub szkodliwego produktu.

Facebook nie chroni wystarczająco dzieci

Wiosną zapadł niezwykle ważny wyrok w sprawie stanu Nowy Meksyk przeciw Meta o ochronę dzieci w mediach społecznościowych. Prokurator stanowy zarzucał firmie, że wprowadzała użytkowników w błąd co do bezpieczeństwa swoich platform. Prowadziło to do ryzyka wykorzystywania seksualnego nieletnich, uzależnienia oraz powstania innych szkód. Pozew dotyczył m.in. tego, czy firma:

— wystarczająco chroniła dzieci przed kontaktami z dorosłymi

— właściwie reagowała na konta prowadzące seksualną eksploatację

— prawidłowo informowała opinię publiczną o zagrożeniach

— projektowała rekomendacje i kontakty między użytkownikami w bezpieczny sposób.

Meta odrzucała zarzuty. Argumentowała, że inwestuje ogromne środki w ochronę dzieci i zwalczanie wykorzystywania seksualnego oraz że nie można traktować platformy jako sprawcy przestępstw dokonanych przez osoby trzecie.

Ława przysięgłych musiała rozstrzygnąć, czy Facebook jest tylko miejscem, gdzie spotkali się przestępcy, ale także czy konstrukcja Facebooka w istotny sposób ułatwiała im znalezienie ofiar.

W marcu przysięgli uznali odpowiedzialność Mety i wymierzyli jej 375 mln USD kary (5 tys. USD za każde z 75 tys. stwierdzonych naruszeń). W sierpniu sąd wydał wyrok końcowy, nakazując firmie zapłatę dodatkowych 567 mln USD na fundusz zdrowia psychicznego nastolatków oraz wdrożenie zmian w systemie bezpieczeństwa Facebooka. Łącznie dało to 942 mln USD kar.

Mark Zuckerberg musiał zdjąć okulary

Przy tej kwocie 6 mln USD zasądzonych również w marcu na rzecz Kayley (znana jest tylko z imienia) od Mety i

Google’a to drobiazg, ale wyrok może mieć większe skutki dla nadawców mediów społecznościowych niż sprawa z Nowego Meksyku, gdyż uchyla drzwi do pozwów zbiorowych przeciwko platformom cyfrowym. Rozprawa tocząca się przed sądem w Los Angeles dotyczyła skargi pełnoletniej już dziś młodej kobiety o to, że będąc dzieckiem uzależniła się od Facebooka, Instagrama i YouTube’ea. Zaczęła z nich korzystać w wieku siedmiu lat. Jako nastolatka potrafiła spędzić 16 godzin w ciągu doby w internecie. Uzależnienie doprowadziło ją do poważnych problemów psychicznych i depresji, z którymi boryka się do dziś.

Sprawa wydawała się trudna do wygrania, bo każdy sędzia zapyta najpierw, gdzie byli rodzice tego dziecka. I być może pozew by upadł, jednak oskarżenia podjął się Mark Lanier, prawnik kaznodzieja, który ma na koncie kilka bardzo dużych spraw wygranych z koncernami, m.in. Johnson & Johnson, Eli Lilly, Merck. Jego sądowa strategia polega na połączeniu talentu krasomówczego z nowymi technologiami. Razem z zespołem zaprogramował agenta AI, za pomocą którego stworzył wirtualną ławę przysięgłych na podstawie drobiazgowego kwestionariusza wypełnianego przez każdego przysięgłego. Przed rozprawami konsultował z modelem pytania od świadków, analizując reakcje ławników.

W sali sądowej tworzył prawdziwe show. Kiedy Meta dowodziła, że Kaley od dziecka stwarzała problemy wychowawcze i media społecznościowe nie mają związku z jej depresją, Mark Lanier położył przed przysięgłymi placek tortilli i muffina. Powiedział, że oba wypieki są z ciasta. Różni je to, że muffin zawiera szczyptę sody. Dowodził, że media społecznościowe były takim właśnie czynnikiem zwielokrotniającym problemy nastolatki. Koronny argument Mety, że rodzina nie upilnowała Kaley, zręcznie obalił, pytając przysięgłych, co może rodzic w starciu z korporacją wartą 2 bln USD, argumentując, że mimo największych wysiłków nie jest stanie w stu procentach ochronić dziecka przed kontaktem z mediami społecznościowymi, bo jeśli samo nie ma telefonu, to ma kolega w klasie, ktoś przegląda Facebooka w autobusie, na szkolnym korytarzu.

W procesie zeznawał też Mark Zuckerberg, ale nie przekonał przysięgłych. Zresztą samo wejście do sądu wypadło dla niego fatalnie, bo stawił się z grupą ochroniarzy. Wszyscy nosili zmodyfikowane okulary marki Ray Ban, co spotkało się z natychmiastowym protestem Marka Laniera, że szef Mety i jego ekipa będą potajemnie nagrywać proces.

Ugoda lepsza od wieloletniego procesu

Mark Zuckerberg miał być też świadkiem w związku z pozwem 29 stanów USA, w którym zarzuciły Mecie, że strony Facebooka i Instagrama są projektowane w sposób uzależniający młodych ludzi — nie zapewniają wystarczającej ochrony nieletnich, gromadzą dane dzieci, wprowadzają opinię publiczną w błąd w sprawie bezpieczeństwa produktów.

Do procesu jednak nie doszło, bo strony zawarły ugodę. Stany maja dostać w ciągu 10 lat 18 mld USD rekompensaty, z czego Meta zapłaci 12 mld, resztę Google i TikTok. Meta zobowiązała się też na wprowadzenie wielu ograniczeń w dostępnie do Facebooka dla nieletnich użytkowników.

Część obserwatorów nie kryła rozczarowania. 12 mld USD przy zarobkach Mety sięgających 60 mld USD kwartalnie to drobiazg. Rezygnacja z rozprawy pozwoliła Markowi Zuckerbergowi uniknąć publicznego odpowiadania na niewygodne pytania.

Phil Weiser, prokurator generalny Kolorado, tłumaczył w „Wall Street Journal”, że dla pozywających mniej ważne są pieniądze — choć 18 mld USD to największa kwota w pozwie konsumenckim w USA — ale realne zmiany w regulaminie Facebooka zostaną wprowadzone do końca roku. Przekonywał, że proces z Metą mógłby trwać lata i w tym czasie dzieci byłyby narażone na zupełny brak ochrony jak obecnie. Powiedział, że liczy na zainteresowanie się sprawą przez Kongres i uregulowanie sposobu działania platform cyfrowych na poziomie krajowym.

Droga do pozwów zbiorowych

Na razie nie zanosi się, żeby obecna administracja miała dokręcić śrubę big techom. Platformy cyfrowe mają pieniądze i dojścia do decydentów, żeby bronić swojej pozycji. Presja na zmiany jednak rośnie. Do walki sądowej z Metą szykuje się Floryda, która nie brała udziału w pozwie zbiorowym 29 stanów. Prokurator stanowy na platformie X napisał, że ugoda za 18 mld USD to „peanuts” i w swojej sprawie liczy na więcej. Wygrana w Los Angeles z Metą i Google’em może otworzyć drogę do pozwów zbiorowych i potencjalnie miliardowych odszkodowań. Być może jest to początek drogi do zmian i sposobu działania i konsumpcji mediów społecznościowych.