Coca-cola - nie szkodzi, podatek liniowy - tak

Kazimierz Krupa
opublikowano: 26-08-2003, 00:00

Niegdyś, w trudzie i znoju, próbowano udowodnić „drogą żmudnych analiz, że coca- -cola przestała szkodzić na socjalizm”. I, ku zaskoczeniu wielu, a zdumieniu jeszcze liczniejszych, udało się. Odtąd coca-cola jest wszechobecna w naszym życiu. Przez ostatnie miesiące rząd podjął trud porównywalny tylko z opisanym powyżej historycznym wydarzeniem, usiłował mianowicie udowodnić, że podatek liniowy, wzorem coca-coli, też nie szkodzi na polski socjalizm AD 2003, made in SLD — że o UP nie wspomnę. Ale czy to udowadniający wzięli się do pracy z mniejszym zapałem niż ich poprzednicy, czy mieli gorszy warsztat, czy też wynik z góry był wiadomy a chodziło jedynie o pogadanie sobie, tym razem — wygląda na to — nie udało się. I w ten sposób, podatek liniowy, który już był tuż-tuż... oddala się w niewiadomą przyszłość.

Po licznych wypowiedziach polityków koalicji rządzącej, którym początek dał sam premier Leszek Miller, w programowym wystąpieniu podczas posiedzenia Rady Krajowej SLD, 9 czerwca, większość obserwatorów uwierzyła, że poważnie myślą oni o zasadniczej reformie systemu podatkowego, którego początkiem będzie wprowadzenie podatku powszechnego, tzw. liniowego. Wydawało się, że zastąpi on dotychczasowy CIT (w wysokości 27 proc.) we wszystkich formach prowadzenia działalności gospodarczej i będzie wynosił 19 proc. Najwięksi optymiści (albo naiwniacy) wierzyli nawet premierowi do tego stopnia, że byli gotowi zakładać się, iż z nowym rokiem zniknie również trzystopniowa skala PIT — wszystko załatwi 19-proc. podatek liniowy.

Załatwi, ale na Słowacji. Premier Miller kilka razy spotykał się ze słowackim premierem Dzurindą na konsultacjach, czy na korepetycjach — tak naprawdę nie wiadomo. Ale czy to nie do końca zrozumiał (choć to pokrewne języki i dogadać się można nawet bez tłumacza) czy zapomniał o czym rozmawiali, albo co mówił 9 czerwca i później, w każdym razie, z każdym dniem — miast być bliżej podatku liniowego, byliśmy dalej.

Najpierw okazało się, że z zastąpieniem trzech stawek PIT 19-proc. podatkiem liniowym to zupełne nieporozumienie. Premier chciał o nim porozmawiać, a nie go wprowadzać. To podobnie jak Gołota w pojedynku z Lewisem. On też myślał, że najpierw będą dyskutować, a amerykański bokser go oszukał i od razu zaczął bić. No i efekt końcowy wszyscy widzieli. Chociaż nie, nie wszyscy, bo niektórzy jeszcze nie zdążyli usiąść przed telewizorem.

Pozostawała nadzieja, że wszyscy prowadzący działalność gospodarczą (niezależnie od formy prawnej) będą płacić CIT na poziomie 19 proc. Teraz okazuje się, że nieważne co mówi premier, ważne co jest napisane. A w przygotowywanym projekcie budżetu na rok przyszły zapisane jest, że 19-proc. podatek CIT zapłacą przedsiębiorcy prowadzący działalność w formie spółek kapitałowych (sp. z o.o., SA), natomiast małe podmioty gospodarcze będą płaciły według starych zasad: ryczałtowcy — ryczałt, pozostali — według stawek podatku PIT (od 19 do 40 proc.).

Teraz nie zdziwiłyby mnie spontaniczne protesty w wielu zakładach pracy w całym kraju, w końcu mamy w tej mierze wieloletnie doświadczenia, przeciwko... obniżce podatku CIT z 27 do 19 proc. W końcu wiadomo, że nic tak skutecznie nie broni socjalizmu jak wysokie podatki. Wtedy będzie można śmiało powiedzieć, że „wychodząc naprzeciw oczekiwaniom społecznym” utrzymuje się CIT na dotychczasowym poziomie, a dobrodziejstwem jest to, że nie został on podniesiony. Ale cośmy sobie pogadali — to nasze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Coca-cola - nie szkodzi, podatek liniowy - tak