Telemedycyna to przyszłość — powtarza od czterech lat prof. Janusz Filipiak, prezes Comarchu. Kierowana przez niego spółka zainwestowała już w rozwój nowej nogi biznesowej około 100 mln zł. Poszły one na m.in. wybudowanie i wyposażenie własnej placówki medycznej oraz stworzenie telemedycznych produktów.

To wszystko krakowska firma ma już za sobą. Nadszedł czas, by na telemedycynie zacząć zarabiać. — W trzecim kwartale wprowadzimy do szerokiej komercyjnej sprzedaży dwa nasze produkty z zakresu telemedycyny: holter i urządzenie do KTG — mówi Piotr Piątosa, odpowiadający w Comarchu za sektor medyczny.
Podstawa oferty
Urządzenia mają stanowić podstawę oferty telemedycznej. Holter rejestruje pracę serca. Pomiary są przekazywane online do centrum monitoringu, gdzie są analizowane. W przypadku wykrycia nieprawidłowości informacja trafia do lekarzy.
W skrajnych przypadkach, np. zawału serca, system może zdalnie wezwać karetkę. Drugie urządzenie robi to samo w zakresie badań KTG, czyli monitoringu tętna płodu. Comarch nie zamierza sprzedawać pojedynczych urządzeń, ale usługę zdalnego monitoringu. Ofertę zamierza adresować przede wszystkim do placówek medycznych w Polsce i za granicą. Takie rozwiązanie ma zapewnićComarchowi stabilny strumień przychodów.
— Nie bylibyśmy w stanie podejść do telemedycyny tak kompleksowo, gdyby nie wcześniejsze inwestycję w nasze centrum medyczne i centrum diagnostyki obrazowej. Dzięki temu mamy do dyspozycji własnych lekarzy, którzy mogą zajmować się analizą badań — mówi Piotr Piątosa.
Telemedyczna oferta Comarchu nie kończy się na holterze i urządzeniu do KTG. W ubiegłym roku spółka uruchomiłausługi z zakresu teleradiologii. Umożliwia ona zdalne analizowanie zdjęć rentgenowskich czy USG przez lekarza, który znajduje się w innym miejscu niż pacjent. Podobne usługi biją rekordy popularności w USA i Europie Zachodniej.
W grę wchodzi także urządzenie do zdalnej opieki nad osobami starszymi. Kolejnym etapem ma być wprowadzenie na rynek platformy e-Care, która umożliwi sprawowanie opieki szpitalnej nad chorymi w domu.
Miasto zdrowia
Spółka jest spokojna o sprzedaż usług telemedycznych. Na krajowym rynku liczy na nowe rozdanie funduszy unijnych, w szczególności dla samorządów. Zamierza także wyjść poza Polskę, zacznie od Włoszech.
— Telemedycyna wpisuje się w szerszą koncepcję, nad którą pracujemy: „Miasto zdrowia”. Zakłada ona stworzenie systemu, który będzie w pełni pośredniczył między pacjentem a lekarzem. Chcemy tą koncepcją zainteresować samorządy — mówi Piotr Piątosa.
Tworzeniem rozwiązań informatycznych z zakresu „Miasta zdrowia” ma zajmować się m.in. nowy oddział krakowskiej spółki w Tarnowie, który zostanie uruchomiony na przełomie sierpnia i września.
Na początek znajdzie w nim pracę 50 osób. Comarch planuje także połączenie firmy ESAProjekt, zajmującej się tworzeniem oprogramowania dla placówek medycznych, oraz centrum medycznego iMed24. Z fuzji powstanie Comarch Healthcare. Prezesem będzie Piotr Piątosa. W 2014 r. krakowska spółka wypracowała z sektora medycyny 31 mln zł przychodów.
OKIEM EKSPERTA
Wyczucie czasu
MAREK DZIUBIŃSKI
prezes Medicalgorithmics
W segmencie telemedycyny dzieje się bardzo dużo. Żadnej jeszcze dużej firmie nie udało się odnieść spektakularnego sukcesu. Moim zdaniem, problem leży w braku przekonania, że telemedycyna ma wartość dodaną. Dużo jednak zależy od tego, o jakim rynku mówimy. W takich państwach, jak USA czy Brazylia, usługi telemedyczne stają się coraz bardziej popularne. Rynek powoli dojrzewa i możliwe, że w perspektywie kilku lat telemedycyna się upowszechni. Jeśli tak się stanie, to Comarch wykaże się dobrym wyczuciem czasu i będzie gotowy na jego zagospodarowanie.