Coraz więcej Polaków marzy, by zostać bez dachu nad głową

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2008-05-12 00:00

Efekt cieplarniany, rosnąca zamożność, przypisywana naszej nacji skłonność do romantyzmu... Któryś z tych czynników, a może wszystkie razem sprawiają, że kabriolety sprzedają się ostatnio coraz lepiej.

Czy ponad 750 samochodów sprzedanych w ciągu roku to mało? Według specjalistów, tak, nawet jeśli chodzi o kabriolety w kraju uchodzącym za zimny. Polska ma podobno o wiele większy potencjał, a sprzedaż aut bez dachu będzie rosła.

Pojazd wolności

Definicja kabrioletu: „samochód osobowy ze składanym lub zdejmowanym dachem bez stałej konstrukcji mocującej” zdecydowanie nie oddaje w pełni tego, co kryje się pod tym określeniem.

— To jeden z najbardziej stylowych rodzajów nadwozia, będący symbolem wolności oraz nieograniczonej radości z jazdy samochodem. Nic dziwnego, że zdobywa coraz więcej miłośników w Polsce. Świadczy o tym nie tylko rosnąca sprzedaż, ale także jej dynamika, przewyższająca całkowitą dynamikę rynku samochodów osobowych. Choć kabriolety stanowią zaledwie 0,3 proc. aut w Polsce, to są coraz częściej spotykane na naszych drogach — opowiada Adam Sakławski, specjalista ds. produktu i polityki cenowej w BMW Polska.

Jako pierwszą przyczynę wzrostu zainteresowania autami ze składanym dachem wymienia on zmianę nastawienia nabywców wynikającą z postępujących zmian kulturowych oraz rozwoju gospodarczego.

— Polacy po prostu stają się coraz bogatsi i mogą pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, a zarazem urozmaicić swój styl życia. Równocześnie samochód staje się coraz częściej sposobem na wyrażenie swojego stylu, indywidualizmu — przekonuje Adam Sakławski.

Drugi czynnik to coraz szersza oferta samochodów tego typu. Z roku na rok odbywają się premiery kolejnych modeli.

— Pojawia się wiele samochodów w segmentach, w których kabrioletów nigdy nie produkowano. Niewątpliwie jest to efekt wprowadzenia takich rozwiązań konstrukcji dachu, które czynią kabriolet w pełni odpornym na zimę i zmniejszają poziom hałasu — dodaje Adam Sakławski.

Zmiana w głowach i projektach

Zainteresowanie kabrioletami rośnie w Europie już od ponad 10 lat. W tym czasie ten segment rynku wzrósł niemal trzykrotnie, a zwiększy się jeszcze bardziej. Pojawiają się coraz to nowe modele i nawet ci producenci, którzy nigdy nie mieli w ofercie samochodu o otwartym nadwoziu, dostrzegają jego potencjał. I to właśnie za sprawą tego „dostrzeżenia” potencjału przez producentów samochodów popularnych dynamicznie wzrosła sprzedaż aut bez dachu. Kabriolety, zarezerwowane wcześniej dla marek luksusowych, stały się dostępne. A zapaleńcy ruszyli do salonów.

Jednak zdaniem Marcina Klimczewskiego z Volvo Auto Polska, prawdziwy przełom wywołało wprowadzenie do seryjnej produkcji składanych dachów o sztywnej konstrukcji metalowej.

— Tzw. coupé cabrio na trwałe zmieniło charakter segmentu kabrioletów. Możemy nawet powiedzieć, że różnica między kabrioletem a nadwoziem coupé zatarła się — mówi Marcin Klimczewski.

Brezent czy blacha?

I tu rodzi się pytanie: czy klienci pozostaną wierni klasycznym, miękkim dachom, czy też zdecydują się na stalowe?

— Każde rozwiązanie ma zalety i wady. Dach miękki jest znacznie lżejszy, zajmuje mniej przestrzeni bagażowej po złożeniu i pozwala na zachowanie klasycznych proporcji kabrioletu czy też roadstera, na które składają się: długa maska, płaska linia boczna oraz krótki tył. Jednak z drugiej strony to rozwiązanie nie zapewnia idealnej izolacji termicznej oraz niskiego poziomu hałasu przy zamkniętym dachu. Pod tym względem znacznie lepiej sprawdza się dach stalowy. Jednak waży on i kosztuje sporo więcej, a po złożeniu zajmuje większą część bagażnika. Obecnie istnieje na rynku wiele modeli o stalowym, składanym dachu o prostej konstrukcji, której konsekwencją są proporcje zaprzeczające koncepcji kabrioletu. Mam tu na myśli krótką maskę, bardzo długą przednią szybę zachodzącą za głowy kierowcy i pasażera z przodu, wznoszącą się ku tyłowi boczną linię i nienaturalnie długi bagażnik. Wrażenie z jazdy takim samochodem jest zupełnie inne niżeli w przypadku klasycznego kabrioletu z miękkim dachem — przekonuje Adam Sakławski.

Niektórzy producenci próbują rozwiązać ten problem, projektując dach dzielony na więcej części i stosując zaawansowane technologie. Zbliża to ich konstrukcje do klasycznej koncepcji.

W pasjonatach i szalu nadzieja

Analizując wyniki sprzedaży kabrioletów z miękkim dachem w Polsce, nietrudno zauważyć, że te piękne auta przegrywają z bardziej praktycznymi „twardodachowcami”. W zeszłym roku nabywców znalazło aż 513 aut z otwieranym, sztywnym dachem. Tymczasem amatorów jazdy pod brezentem uzbierało się tylko 250.

— Warto jednak pamiętać, że konstruktorzy dachów miękkich również nie stoją w miejscu, uważam, że w przyszłości walka pomiędzy miękkim i twardym dachem zakończy się remisem. A do Polski zawita francuska moda jazdy nocą lub nawet w zimie z otwartym dachem i... szalem na szyi — dodaje Adam Sakławski.

Marcin Klimczewski nie waha się jednak prognozować, że to segment coupé-kabrioletów, rozwijając się, będzie wypierał powoli tradycyjne kabriolety.

— Te samochody są po prostu bardziej funkcjonalne. Niemniej zawsze będzie grupa klientów, dla których sztywne konstrukcje są zaprzeczeniem idei kabrioletu i którzy bez wahania wybiorą samochody wyposażone w chowane dachy miękkie — pasjonaci motoryzacji mogą dalej cieszyć się rozwiązaniami i nowinkami pojawiającymi się na rynku — podsumowuje Marcin Klimczewski. l

Żadna nowość

Historia kabrioletów jest tak długa jak historia automobilizmu. Wszak pierwsze pojazdy napędzane silnikami to przerabiane bryczki. Dlatego wszystkie „samochody” powstające w pionierskich latach motoryzacji były pojazdami odkrytymi, choć często wyposażonymi w składane dachy. Pierwszym typem nadwozia był zatem właśnie kabriolet. Jeszcze przed drugą wojną światową rynek producentów kabrioletów z brezentowym dachem obiegła elektryzująca wiadomość. Pojawił się pierwszy samochód, który mimo że jest kabrioletem, wyposażony został w tzw. sztywny dach. W 1935 r. zastosował go Peugeot w modelu 401 Eclipse. Rozwiązanie to znalazło zastosowanie także w konstrukcjach aut amerykańskich. Później sztywny dach na wiele lat poszedł w zapomnienie.

Dopiero w latach 90. ponownie odkryli go inżynierowie Mercedesa i zastosowali w modelu SLK. Przełomem stała się koncepcja składanego sztywnego dachu i połączenie dwóch typów nadwozia — coupé i cabrio. Tak narodziły się samochody typu CC. Pierwszy, w 2000 r., był Peugeot 206 CC. Później pojawił się model 307 CC oraz Renault Megane CC. Przez jakiś czas Francuzi nie mieli konkurencji. Obecnie coupé-kabriolety oferuje wiele firm, między innymi: Opel — Astrę Twin Top i Tigrę Twin Top, Volkswagen — Eosa, Nissan — Micrę C+C, Volvo — C70, a BMW — serię 3. Złożenie dachu jest teraz przyjemnością. Wystarczy przycisnąć guzik i poczekać od 20 do 30 sekund.

Okiem praktyka

Warto zapomnieć o zdrowym rozsądku

Monika Małek

Lexus Polska

Kabriolety odniosły sukces nie mniejszy niż niektóre sedany czy hatchbacki z zamkniętym nadwoziem. Przecież samochód narodził się właśnie jako kabriolet — pierwsze z nich wzorowały się na odkrytych powozach konnych. Z biegiem czasu, dzięki swojej praktyczności, królować zaczęły zadaszone nadwozia. Kabriolety powoli nabierały charakteru pojazdów niszowych. Tak pozostało do dziś.

Wszystkie kabriolety mają jedną wspólną cechę — odnoszą się do emocji. Kierowca wciska magiczny klawisz, dach spływa do bagażnika, a człowiek rozwija skrzydła. Jazda, gdzie oczy poniosą.

Jeszcze niedawno jazda kabrioletem zimą oznaczała lód na kierownicy, tymczasem polska zima potrafi być długa. Obecnie kabriolety o składanym sztywnym dachu zapewniają ciepło i bezpieczeństwo. Druga możliwość to klasyczne cabrio z miękkim dachem.

Czym zatem kierować się przy decyzji o zakupie cabrio? W miłości nie ma mowy o rozsądku. Kabriolet jest z reguły drugim lub trzecim samochodem, realizacją marzeń, a więc względy praktyczne nie mają tu głosu decydującego.

763

Tyle kabrioletów z miękkim i sztywnym dachem znalazło nabywców w Polsce w 2006 r.