Coraz wyższe ceny ubezpieczeń należności

Pogarsza się jakość ochrony w polisach zabezpieczających na wypadek braku zapłaty — a ich stawki rosną

Ubezpieczyciele należności zaczęli znacząco ograniczać klientom limity kredytowe.

Zobacz więcej

BĘDZIE JESZCZE DROŻEJ: Póki co ceny ubezpieczeń należności rosną i nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie cokolwiek się w tym zakresie zmieni — mówi Paweł Szczepankowski, dyrektor zarządzający Atradiusa w Polsce. Fot. Marek Wiśniewski

— Dla przedsiębiorców to szok, tym bardziej, że do tej pory podobne zmiany na rynku ubezpieczeń należności miały ścisły związek z sytuacją w gospodarce. Na przykład w kryzysowych latach 2008-10 mieliśmy do czynienia z ograniczaniem zakresu ochrony w ubezpieczeniach należności. A dzisiaj, kiedy popyt rośnie, a firmy zyskują coraz więcej kontraktów i potrzebują powiększenia limitów, rozmowy o ubezpieczeniu należności stały się trudniejsze — twierdzi Marcin Olczak, dyrektor departamentu ryzyk kredytowych i politycznych w brokerskiej firmie Marsh.

Niższe limity, wyższe ceny

— To prawda, zrewidowaliśmy naszą politykę w niektórych sektorach wysokiego ryzyka, w efekcie czego niektóre limity kredytowe zostały obniżone — przyznaje Maciej Harczuk, członek zarządu firmy Euler Hermes. Należy spodziewać się podwyżek cen za takie polisy.

— Obserwujemy w tym obrębie tendencję wzrostową i na razie nic nie wskazuje na to, żebyśmy w najbliższym czasie mogli oczekiwać odwrócenia tego trendu — mówi Paweł Szczepankowski, dyrektor zarządzający Atradiusa, ubezpieczyciela należności.

— Nie zmienialiśmy znacząco taryf. Jednocześnie w ostatnim czasie odnotowujemy zwiększona liczbę zapytań od klientów z podwyższoną szkodowością. Dla nich stawka za ubezpieczenie oczywiście jest wyższa — mówi Janusz Władyczak, prezes KUKE.

Podkreśla, że wszystko zależy od sytuacji na rynku. Np., choć jakiś czas temu wszyscy zaostrzyli swoją politykę wobec Ukrainy, teraz nastąpiło w tej kwestii rozluźnienie. KUKE podniosła limity i zdecydowała się ubezpieczać kontrakty długoterminowe. Barbara Piekarek, kierownik zespołu brokerskiego w STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi, podkreśla, że stawki na polskim rynku w ubezpieczeniu należności wciąż są jednymi z najniższych w Europie.

— Dlatego ewentualne wzrosty mogą być podyktowane zarówno próbą przynajmniej częściowego wyrównania ich poziomu, jak również konsekwencją dotychczasowych wypłat odszkodowań w tym zakresie — tłumaczy Barbara Piekarek.

Zdaniem ekspertów, przyczyn zmian na rynku polis należności jest kilka. Po pierwsze— ubezpieczyciele odczuli obowiązywanie Solvency II. Spełnianie wymogów kapitałowych w związku z tą regulacją okazało się większym wyzwaniem, niż zakładali.

— Przy tym polski rynek jest bardzo konkurencyjny, więc trudno znacząco podnosić stawki, choć one też rosną. Łatwiej jest działać właśnie na limitach kredytowych — zwraca uwagę Mateusz Morze, kierownik zespołu w departamencie ryzyk kredytowych i politycznych w firmie Marsh.

Wielkie przebudzenie

W ostatnich trzech latach ubezpieczyciele dość bezkrytycznie udzielali przedsiębiorcom relatywnie wysokich limitów klienta nienazwanego — czyli takich, przy których analiza sytuacji odbiorcy w pełni leży po stronie ubezpieczającego. Standardem stał się przedział 100-200 tys. zł. Wybrani klienci w takim automacie mogli liczyć nawet na 300-400 tys. zł. To spowodowało, że pojawiła się duża liczba drobnych szkód.

— W całości odszkodowań z polis należności nie tylko zaczęły ważyć więcej, ale dla części ubezpieczycieli sama administracja tego typu szkód rodzi spore koszty — tłumaczy Mateusz Morze. Kolejnym powodem zmian jest nowe prawo restrukturyzacyjne, obowiązujące na polskim rynku od ponad dwóch lat. Umożliwia ono firmom będącym w słabej sytuacji finansowej ochronę przed wierzycielami.

— Ubezpieczyciele mają problem z przewidzeniem podobnego scenariusza, tym bardziej, że przy ocenie ryzyka patrzą głównie na dane historyczne, które w tym przypadku po prostu się nie sprawdzają. W efekcie działają prewencyjnie, ograniczając zaangażowanie w bardziej ryzykownych branżach — tłumaczy Mateusz Morze.

Zatory rosną

Także inne zmiany w prawie niepokoją ubezpieczycieli kredytu kupieckiego.

— Np. podzielona płatność, czyli split payment, która wejdzie w życie 1 lipca, może mieć istotny wpływ na ryzyko utraty płynności finansowej firm, co może w konsekwencji wpływać na postrzeganie ryzyka przez ubezpieczycieli należności — twierdzi Jacek Krzemień, zastępca dyrektora handlowego ds. ubezpieczeń należności w Coface.

— Do istotnych ograniczeń apetytu na ryzyko należy zaliczyć także rosnącą liczbę przedsiębiorców nierealizujących obowiązków informacyjnych w ramach publikowania danych finansowych. Ci zaś, którzy przekazują swoje dane, są ograniczeni tempem ich ujawniania w KRS — zwraca uwagę Paweł Szczepankowski.

Ponadto dobra koniunktura w gospodarce nie daje gwarancji terminowych spłat należności.

— Aktualne statystyki wskazują, że 99 proc. firm ma opóźnienia w spływie należności, a średnia ilość spłaty wynosi nawet 62 dni. Dodatkowo należy liczyć się z tym, że spłata należności może w ogóle nie nastąpić. Nie bez znaczenia jest także fakt, że rośnie liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm. Powyższe dane to odwrotność obecnej dobrej sytuacji gospodarczej — mówi Barbara Piekarek.

Zgadza się z nią Maciej Harczuk.

— Po większej liczbie niewypłacalności i szkód, które miał miejsce już w 2017 r., obecny rok przyniósł dalszy, znaczny wzrost ryzyka w transakcjach handlowych, o czym świadczy bezprecedensowy poziom niewypłacalności polskich przedsiębiorstw. Był on najwyższy w historii nie tylko w marcu tego roku, ale i w całym pierwszym kwartale, a także, co jest bardzo niepokojące ze względu na dużą skalę rozpoczynanych inwestycji, na początku sezonu budowlanego — tłumaczy Maciej Harczuk.

Bez ostrzeżenia

W najbliższych miesiącach możemy spodziewać się kontynuacji pogorszenia jakości ochrony w ubezpieczeniach należności przy jednoczesnym wzroście stawek takich polis. Zdaniem ekspertów Marsh, koszty polis będą wyższe średnio o 10-20 proc. przy odczuwalnych ograniczeniach w ramach limitów. Trudniej będzie także o dobrą polisę w branżach, które są uznawane za bardziej ryzykowne — np. budowlance, gdzie zatory płatnicze to standard.

— Do tego zwykle te zmiany są wprowadzane w krótkim czasie i bez ostrzeżenia, choć można je było rozłożyć na dłuższy okres — zwraca uwagę Marcin Olczak. Jego zdaniem, firmy mogą mieć problem ze zrozumieniem, dlaczego — pomimo dobrej sytuacji gospodarczej i większego zapotrzebowania na ochronę w zakresie ubezpieczeń należności — jest ona ograniczana.

— Limit kredytowy powinien być pochodną sytuacji finansowej odbiorcy, a nie odzwierciedleniem szkodowości polisy, tak jak ma to miejsce u części ubezpieczycieli. Coraz częściej przy przyznawaniu limitu równie istotnym argumentem, co ryzyko odbiorcy, jest szkodowość konkretnej polisy. Rozumiemy, że ubezpieczyciele nie mogą i nie chcą dokładać do szkodowych polis. Widzimy jednak zbyt dużą rozbieżność między ich postawą podczas negocjacji i na etapie obsługi umowy — zwraca uwagę Marcin Olczak.

W efekcie zaufanie firm do ubezpieczeń może zostać ograniczone. A to i tak niszowy produkt, sprzedawany głównie średnim i dużym przedsiębiorcom. Choć każdy z ubezpieczycieli należności ma specjalną ofertę również dla małych firm, to nikomu jeszcze nie udało się masowo dotrzeć do tej grupy.

— Problem w tym, że każdy chciałby analizować w ich przypadku ryzyko, tak jak w dużych firmach, a to oznacza wyższe koszty. Tymczasem małe firmy nie są w stanie zapłacić zbyt wiele. Minimalna cena za polisę należności dla firmy z obrotem rzędu 1 mln zł to 8-10 tys. zł, a to już poważny koszt w jej budżecie — tłumaczy Marcin Olczak.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Coraz wyższe ceny ubezpieczeń należności