Crist, prywatna stocznia należąca do Ireneusza Ćwirko i Krzysztofa Kulczyckiego, przez wiele lat prowadziła działalność stoczniową w Gdańsku. Głośno zrobiło się o niej w ubiegłym roku, kiedy kupiła duży dok, czyli serce Stoczni Gdynia.
Dziś Crist coraz śmielej poczyna sobie nie tylko na rynku stoczniowym, ale także w sektorze offshore i energetyki wiatrowej. Spółka podpisała niedawno z firmą Hochtief kontrakt — wart 150 mln EUR
— na budowę platformy do posadowienia na dnie morza wież do turbin wiatrowych. W ubiegłym roku natomiast Niemcy dali polskiej firmie kontrakt na Belugę. Statek — wart 180 mln EUR — będzie pływał i realizował kontrakty na potrzeby offshore. Firma ma szansę zdobyć więcej takich zleceń, ale brakuje jej pracowników.
„PB” pisał niedawno o tym, że Crist szuka ich nawet w Azji. Spółka, zatrudniająca około 1 tys. osób, planuje do końca roku zwiększyć zatrudnienie do 1,4 tys. Mogłaby podwoić zamówienia, ale paradoksalnie specjalistów stoczniowych w Trójmieście trudno zdobyć. Crist potrzebuje także kapitału na prowadzenie produkcji i rozwój działalności. Myśli więc o giełdzie.
— Prowadzone są prace nad prospektem emisyjnym. Chcielibyśmy wejść na giełdę w I połowie 2012, o ile na rynkach finansowych będzie sprzyjająca koniunktura — mówi Andrzej Szwarc, reprezentujący Crista. Wartości emisji na razie nie ujawnia. Crist potrzebuje jednak sporo gotówki. Myśli o budowie fabryki w Szczecinie.
Musi też spłacać kredyt, który zaciągnęła na zakup części majątku Stoczni Gdynia. Rok temu Crist wydał na to 175 mln zł, z czego 150 mln zł pożyczył w Agencji Rozwoju Przemysłu. Giełda mogłaby zrefinansować część tej inwestycji.