Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) przez lata restrukturyzowała stocznie, które budowały kontenerowce i samochodowce. Firmy otrzymały grube miliardy pomocy publicznej, ale ich naprawa zakończyła się fiaskiem.
Majątek stoczni w Gdyni trafił w ręce inwestorów, którzy postawili na offshore, czyli produkcję dla górnictwa morskiego i energetyki wiatrowej. Wiedzie się im całkiem dobrze.
Centrum dowodzenia
ARP restrukturyzuje właśnie stocznie remontowe. Nie popełnia starych błędów i nie daje im „darmowych milionów”.
— Prowadzimy rozmowy z partnerami z Polski i zagranicy. Na wolnych terenach inwestycyjnych należących do naszych stoczni remontowych chcemy wspólnie zainwestować w produkcję na potrzeby morskiego przemysłu gazowego, naftowego oraz morskiej energetyki wiatrowej.
Szczegółów nie możemy ujawnić — mówi Wojciech Dąbrowski, szef ARP oraz należącego do niej MS TFI, zarządzającego zamkniętym funduszem inwestycyjnym Mars. Fundusz ten jest właścicielem trzech „remontówek” — szczecińskiej Gryfii, Morskiej Stoczni Remontowej ze Świnoujścia i gdyńskiej Nauty. Centrum produkcyjne zostanie zlokalizowane w pierwszej z nich.
— Chcemy skupić działalność stoczni na możliwie najmniejszym obszarze. Mamy kilkadziesiąt hektarów wolnego terenu. Szukamy partnerów, którzy uruchomią tam inwestycje przemysłowe — mówi Patryk Michalak, prezes Stoczni Gryfia. On także nie chce ujawnić szczegółów. „Puls Biznesu” ustalił jednak, że w Szczecinie powstanie fabryka produkująca elementy wież wiatrowych.
Gryfia wniesie grunty. Niewykluczone, że kapitałowo zaangażuje się Mars, ale pieniądze, know-how i rynek zbytu zapewnić może też niemiecki partner, którego nazwy nie udało nam się ustalić. Podobną rolę pełnić będzie trójmiejski Crist, który ma już zakład produkujący elementy dla energetyki wiatrowej i przemysłu offshore na terenach Stoczni Gdynia.
— Gdyński zakład, w którym rocznie będzie powstawać 20-22 tys. ton konstrukcji, włączymy do nowej spółki. Fabryka w Szczecinie w ciągu dwóch lat osiągnie zdolności produkcyjne na poziomie nawet 60-80 tys. ton w skali roku — wylicza Andrzej Szwarc, dyrektor ds. rozwoju Crista. Żadna ze stron nie ujawnia, ile może kosztować nowy zakład. — Patrząc na podobne projekty, można szacować koszty na 150-250 mln zł — mówi anonimowo osoba znająca rynek.
Obiecujące perspektywy
Przedstawiciele funduszu Mars są przekonani, że inwestycje się opłacą. — Przeprowadziliśmy analizy dotyczące perspektyw rynkowych. Przy produkcji elementów i konstrukcji dla morskiej energetyki wiatrowej w Europie pracuje obecnie ponad 100 tys. osób, a w najbliższych kilku latach zatrudnienie w tym sektorze się podwoi — informuje Piort Sługocki z zarządu MS TFI.
Według danych funduszu, prognozowany wzrost mocy wytwórczych w morskich elektrowniach wzrośnie z mniej niż 2 tys. MW w 2010 r. do 12 tys. MW w 2025 r. W rezultacie pojawi się zapotrzebowanie na stalowe elementy do ich budowy.
— Produkcja elementów elektrowni wiatrowych to początek. Chcemy, aby kolejnym krokiem było wejście stoczni w usługi serwisowe dla energetyki wiatrowej — podkreśla Wojciech Dąbrowski. — W 2030 r. rynek usług serwisowych tylko na polskich wodach Bałtyku będzie wart 500 mln zł rocznie, czyli 1,4 mln zł dziennie — szacuje Piotr Słupski.
Mars i stocznie starają się, by przynajmniej połowa tortu przypadła polskim firmom. Oprócz inwestycji w Gryfii elementy instalacji offshorowych mogą powstawać także na terenie Morskiej Stoczni Remontowej. Nieco inną drogą podąży natomiast Stocznia Nauta. Niedawno kupiła część majątku Stoczni Gdynia i tam przeniosła produkcję. Jej dawne tereny miasto przeznaczyło pod deweloperkę.
W offshore i energetykę wiatrową inwestują nie tylko stocznie remontowe, ale także producenci statków. Dużą fabrykę produkcji elementów wież wiatrowych buduje na przykład Stocznia Gdańsk. Za 180 mln zł chce postawić zakład, który będzie wytwarzać nawet 300 takich konstrukcji rocznie.
OKIEM BRANŻY
Europa postawiła na offshore
JANUSZ GAJOWIECKI
Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej
W Polsce, jak szacujemy, pierwsze morskie farmy wiatrowe zaczną działać w 2020 r. i będzie to ok. 500 MW. Produkowanie w naszym kraju komponentów do tego typu farm jest na pewno dobrym pomysłem na biznes, bo ten sektor dopiero powstaje i zaczyna się intensywnie rozwijać m.in. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii. Stocznia będzie więc skazana na badanie rynków zagranicznych i zdobywanie doświadczenia poza Polską. Przemysł jest bardzo atrakcyjny i przyszłościowy, bo Europa postawiła na offshore, rezygnując np. z atomu. Zapotrzebowanie wiąże się nie tylko z budową siłowni wiatrowych, ale też wymianą części w już istniejących, bo — jak w każdej maszynie — po pewnym czasie się zużywają.