Crowdfunding dla bezdomnych

Start-up pomaga darczyńcom przekazywać pieniądze bezdomnym na zasadach znanych z finansowania projektów biznesowych.

Jedni dają ryby, inni motywują i wyposażają w wędki, większość przechodzi obojętnie. W San Francisco, mekce nowych technologii i mieście naszpikowanym start-upami, działa portal zwany „Kickstarterem dla bezdomnych”.

HandUp jest start-upem z misją społeczną — zapewniają twórcy, którzy współpracują w kalifornijskiej metropolii z szanowanymi organizacjami pomagającymi osobom bezdomnym. Portal chce wyjść poza miasto — do Nowego Jorku, Waszyngtonu i innych miejsc, w których populacja bezdomnych jest wysoka bądź drastycznie rośnie. Zadanie wydaje się niewykonalne, ale pięcioosobowy skład HandUp radzi sobie na rynku start-upów świetnie.

Dziennik "The Wall Street Journal" donosi, że mała firma pozyskała 850 tys. USD na dalszy rozwój swojej aplikacji. W chciwym świecie nastawionym na zysk znaleźli się tacy, którzy wyłożyli pieniądze — fundusze inwestycyjne, aniołowie biznesu i inkubatory przedsiębiorczości.

Może okazało się, że w świecie skupionym na zysku i chciwości, są i tacy, którzy niekoniecznie inwestują tylko dla zysku i tylko z powodu chciwości. A pomaganie wbrew pozorom nie jest prostym zadaniem. Łatwo kogoś nie zauważyć, albo rzucić kilka drobnych i uspokoić sumienie. Trudniej wejść w choćby powierzchowną, internetową relację, spróbować zrozumieć, odkryć problem lub przyczynę i podać wędkę. 

W projekt crowdfundingu dla bezdomnych zaangażowane są osoby, które pracują z wykluczonymi społecznie w schroniskach. Pomagają im tworzyć profile na HandUp. Dzięki nim bezdomni mogą pokazać, czego naprawdę potrzebują.

Pracownicy ośrodków pomocy dbają też o to, żeby pieniądze były wydawane zgodnie z przeznaczeniem. HandUp generuje też przychody na pokrycie m.in. opłat transakcyjnych. Każda osoba wpłacająca pieniądze może dobrowolnie przekazać dodatkową kwotę, która zasili portal. Jeśli tego nie zrobi, cała kwota trafia bezpośrednio do osoby potrzebującej. Profile zakładają różni ludzie. Niektórzy mieli w życiu pecha, inni sami wpakowali się w kłopoty. Są tacy, przed którymi jeszcze długa droga, by wyjść z tarapatów, i ludzie na ostatniej prostej do samodzielności.

Lee wyszedł z nałogu i 10 lat jest czysty. Zbiera na pick-upa, bo chce założyć mały biznes w branży recyklingu. Jeff, który gra na flecie, prosi o sfinansowanie sztucznej szczęki, a Rosaura szuka funduszy na ubrania dla syna i siebie. Na bruku wylądowali ludzie młodzi i starsi, pracownicy fizyczni i umysłowi, nawet menedżerowie czy studenci. Potknięcie może zdarzyć się każdemu, ale nie wszystkim udaje się zachęcić ofiarodawców.

Jedni dają ryby, inni motywują i wyposażają w wędki, większość przechodzi obojętnie. W San Francisco, mekce nowych technologii i mieście naszpikowanym start-upami, działa portal zwany „Kickstarterem dla bezdomnych”.

HandUp jest start-upem z misją społeczną — zapewniają twórcy, którzy współpracują w kalifornijskiej metropolii z szanowanymi organizacjami pomagającymi osobom bezdomnym. Portal chce wyjść poza miasto — do Nowego Jorku, Waszyngtonu i innych miejsc, w których populacja bezdomnych jest wysoka bądź drastycznie rośnie. Zadanie wydaje się niewykonalne, ale pięcioosobowy skład HandUp radzi sobie na rynku start-upów świetnie.

Dziennik "The Wall Street Journal" donosi, że mała firma pozyskała 850 tys. USD na dalszy rozwój swojej aplikacji. W chciwym świecie nastawionym na zysk znaleźli się tacy, którzy wyłożyli pieniądze — fundusze inwestycyjne, aniołowie biznesu i inkubatory przedsiębiorczości.

Może okazało się, że w świecie skupionym na zysku i chciwości, są i tacy, którzy niekoniecznie inwestują tylko dla zysku i tylko z powodu chciwości. A pomaganie wbrew pozorom nie jest prostym zadaniem. Łatwo kogoś nie zauważyć, albo rzucić kilka drobnych i uspokoić sumienie. Trudniej wejść w choćby powierzchowną, internetową relację, spróbować zrozumieć, odkryć problem lub przyczynę i podać wędkę. 

W projekt crowdfundingu dla bezdomnych zaangażowane są osoby, które pracują z wykluczonymi społecznie w schroniskach. Pomagają im tworzyć profile na HandUp. Dzięki nim bezdomni mogą pokazać, czego naprawdę potrzebują.

Pracownicy ośrodków pomocy dbają też o to, żeby pieniądze były wydawane zgodnie z przeznaczeniem. HandUp generuje też przychody na pokrycie m.in. opłat transakcyjnych. Każda osoba wpłacająca pieniądze może dobrowolnie przekazać dodatkową kwotę, która zasili portal. Jeśli tego nie zrobi, cała kwota trafia bezpośrednio do osoby potrzebującej. Profile zakładają różni ludzie. Niektórzy mieli w życiu pecha, inni sami wpakowali się w kłopoty. Są tacy, przed którymi jeszcze długa droga, by wyjść z tarapatów, i ludzie na ostatniej prostej do samodzielności.

Lee wyszedł z nałogu i 10 lat jest czysty. Zbiera na pick-upa, bo chce założyć mały biznes w branży recyklingu. Jeff, który gra na flecie, prosi o sfinansowanie sztucznej szczęki, a Rosaura szuka funduszy na ubrania dla syna i siebie. Na bruku wylądowali ludzie młodzi i starsi, pracownicy fizyczni i umysłowi, nawet menedżerowie czy studenci. Potknięcie może zdarzyć się każdemu, ale nie wszystkim udaje się zachęcić ofiarodawców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Crowdfunding dla bezdomnych