Bank Credit Suisse First Boston przygotowuje program sekurytyzacji długów szpitali, w którym może wziąć udział 200 publicznych placówek. Pomysłów zmniejszenia kilkumiliardowego długu jest kilka. Rząd woli jednak nie zauważać tematu. Po podliczeniu długi szpitali mogą zwiększyć deficyt budżetowy o kilka miliardów złotych.
Przedstawiciele organizacji farmaceutycznych zaproponowali bankom wzięcie udziału w restrukturyzacji finansowej krajowych szpitali. Podobny apel trafił do największych wierzycieli publicznych zakładów opieki zdrowotnej — głównie są to dostawcy leków. Pomysłów jest kilka.
Najbardziej zaawansowany projekt ma bank Credit Suisse First Boston w Warszawie, który jest na etapie przedstawiania oferty szpitalom.
— Jest kilka pomysłów, które mogą wykorzystać różne metody sekurytyzacji długów szpitalnych. Możemy udzielić finansowania na spłatę przeterminowanych pożyczek, które po zamianie na papiery wartościowe zamierzamy sprzedawać na rynkach zagranicznych — mówi Marek Gul, dyrektor zarządzający polskiego oddziału Credit Suisse First Boston.
Przyznaje, że za granicą działa niewiele programów sekurytyzacji szpitali. Jego zdaniem, nie zabraknie jednak inwestorów.
— Zainteresowanie jest duże. Żeby jednak uruchomić program, musimy zebrać określony portfel inwestycyjny, bo rynki przyjmują tylko transakcje sekurytyzacyjne wielkości nie mniejszej niż 150 mln USD. Szacuję, że kryteria udziału w programie może spełnić 200 polskich szpitali — zapowiada szef CSFB w Polsce.
Nikt dokładnie nie wie, ile wynosi zadłużenie szpitali. Według różnych szacunków jest to od 6,5 mld do 7,5 mld zł. Eksperci uważają, że aż 60 proc. to należności pozapubliczne wobec dostawców usług. Dług rośnie w zastraszającym tempie, bo jeszcze na koniec 2001 r. wynosił 5,3 mld zł.
— Już nie ma znaczenia, czy jest to 6 czy 8 mld. Skala jest tak duża, że problem wymaga natychmiastowej interwencji. Sekurytyzacja nie jest oddłużeniem szpitali. Pozwala na udrożnienie kanałów finansowania ich działalności. Zaproponowaliśmy wierzycielom uruchomienie własnego programu sekurytyzacji, do którego mogłyby przystąpić różne instytucje finansowe: banki, fundusze inwestycyjne — mówi prof. Leszek Pawłowicz z Gdańskiej Akademii Bankowej.
Jego zdaniem, inwestorzy finansowi będą jednak chcieli uzyskać gwarancje Skarbu Państwa, że w przyszłości wykupi długi szpitali w postaci papierów wartościowych.
Marek Gul uważa, że dodatkowe zabezpieczenia nie są niezbędne.
Wierzyciele przyznają, że nie powinno się dopuścić do prostego oddłużenia wszystkich szpitali przez umorzenie części i pokrycie z kasy państwowej reszty długów. To jedynie demoralizuje tych zarządzających, którzy nie starają się o przywrócenie płynności placówki. Wszyscy jednak są zgodni, że ani Ministerstwo Zdrowia, ani resort finansów nie mają żadnego pomysłu na oddłużenie szpitali. Minister zdrowia nie jest nawet w stanie policzyć wartości długu. Na zadane w tej sprawie pytanie odpowiedziały tylko 1033 z 2000 ZOZ. Wynik nie pozwalał na jasne oszacowanie poziomu długu.
— Resort zdrowia uznał, że skoro pozostałe placówki nie odpowiedziały, to znaczy, że nie mają długu. Tymczasem my określamy, że najwyżej 200 szpitali radzi sobie z należnościami na bieżąco. Minister finansów w ogóle nie pamięta o tych miliardach złotych długów, a na końcu tego łańcucha stoi przecież kasa państwa. A może nie chce pamiętać. Gdy producenci wystąpią do sądów o natychmiastową spłatę długów, deficyt budżetu może dramatycznie się zwiększyć — mówi anonimowo przedstawiciel producenta leków.