Ten sport przyciąga coraz większe rzesze fanów. Angażuje duże pieniądze zawodników. Pracują wiele miesięcy, by wyciągnąć z aut jak największą moc.
W ostatnią sobotę września na warszawskim lotnisku na Bemowie odbyła się piąta eliminacja Mistrzostw Polski w Wyścigach Równoległych. Popularne wyścigi na 1/4 mili przyciągnęły zarówno tłumy kibiców, jak i całą krajową czołówkę zawodników. Najszybszym zawodnikiem ostatniej eliminacji w tym roku okazał się Artur Walewski jadący samochodem Chevrolet Corvette, który dystans nieco ponad 402 m przejechał w 11,665 s. Był to najszybszy przejazd całych zawodów. Na starcie imprezy stawiło się 164 kierowców, którzy rywalizowali w 9 klasach. Organizatorem imprezy było Stowarzyszenie Sprintu Samochodowego (SSS).
Ściganie po prostej
Wyścigi równoległe najkrócej mówiąc polegają na ściganiu się samochodami w parach na odcinku 1/4 mili. Pomysł na takie ściganie przyjechał do Polski z USA, gdzie tego typu zawody stały się już prawdziwym przemysłem, angażującym tysiące ludzi i miliony dolarów. W Polsce ten rodzaj sportu powoli zyskuje w oczach zarówno kibiców jak i sponsorów. Świadczą o tym wypełnione trybuny na eliminacjach oraz fakt przyłączenia się do organizacji Mistrzostw Polski w Wyścigach Równoległych firmy Dunloop.
Przedstawiciele SSS twierdzą, że bardzo ważnym elementem wyścigów jest fakt umożliwienia kierowcom ścigania się na torze, a nie na ulicy. Imprezy organizowane są głównie na nieczynnych lotniskach: w Modlinie, na Bemowie, czy w Białej Podlaskiej. Nad wszystkim czuwa komisja wyścigowa, reprezentująca Główną Komisję Sportu Samochodowego Polskiego Związku Motorowego.
Profesjonalnie
Wyścigi równoległe nierozerwalnie wiążą się z tuningiem samochodowym. To właśnie przerabianie samochodów, ciągłe podnoszenie ich mocy zachęca kierowców do sprawdzania możliwości swoich i aut. Jeszcze niedawno większość ludzi za tuning uważało założenie aluminiowych felg czy obniżenie samochodu. Tymczasem istotą przeróbek jest podniesienie mocy.
W wyścigach równoległych startują auta, których silniki zostały podrasowane do 400, 500 a nawet 800 KM. Oczywiście takie hobby wiąże się ze sporymi kosztami, zwłaszcza że tak podrasowane auta mają częste awarie.
Wszyscy kierowcy mają teraz całą zimę na przygotowanie swoich samochodów. Najpewniej od maja 2005 karuzela wyścigów równoległych ruszy od nowa.
Okiem eksperta
Kosztowne hobby
Przygotowanie samochodu do wyścigów na 1/4 mili powinno wyglądać w następujący sposób: kupić jak najtaniej samochód, żeby jak najwięcej móc w niego zainwestować. Przerobienie Audi S4, którym jeżdżę, kosztowało około 70 tys. zł przy cenie zakupu auta 65 tys. zł. Trwało blisko 14 miesięcy. Dzisiaj zajęłoby to 3-4 miesiące. Z Audi udało się wycisnąć moc 610 KM plus około 240 KM dzięki instalacji podtlenku azotu. Oczywiście koszty przerobienia auta do wyścigów są różne w zależności od samochodu. Relatywnie najtańsze jest przerobienie samochodu z silnikiem wysokoprężnym, polegające głównie na wymianie elektroniki sterującej silnikiem i tego typu przeróbki można zamknąć w kwocie kilku tysięcy złotych. Niestety w Polsce nie ma zbyt wielu firm, które profesjonalnie zajmują się tego typu przeróbkami i przystosowaniem samochodów do tego sportu. Jest ich 5, może 7.
Każdy, kto chce na serio ścigać się na 1/4 mili, powinien też pamiętać, że auto przystosowane do tych wyścigów praktycznie nie nadaje się do innych sportów, a często także do jazdy na co dzień. Trzeba się więc liczyć z koniecznością posiadania minimum dwóch samochodów. Oczywiście to optymalne rozwiązanie. Wielu zawodników jeździ tymi samymi samochodami w wyścigach i na co dzień.
Arkadiusz Oziębło
prezes Stowarzyszenia Sprintu Samochodowego