Czarne chmury nad pośrednikami pracy

AT
21-06-2013, 00:00

Komisja UE przyjęła niekorzystne dla Polski przepisy. Z emigracji zarobkowej może wrócić nawet 320 tys. rodaków.

Nad branżą pośrednictwa pracy zbierają się czarne chmury, z których może spaść rzęsisty deszcz. Wczoraj Komisja Zatrudnienia i Spraw Socjalnych UE przegłosowała zapisy dyrektywy o delegowaniu pracowników. Sporo udało się wywalczyć, jednak zostały dwa punkty, które uderzą w polski biznes. Najwięcej szkód krajowym firmom wysyłającym za granicę pracowników może wyrządzić artykuł 12 wprowadzający solidarną odpowiedzialność.

Zbyt duże ryzyko

Gdy polska firma delegująca pracowników ma problemy — nie płaci składek i ostatecznie upada, to jej zaległości płatnicze — np. składkowe — po wejściu w życie dyrektywy będzie musiał zapłacić jej klient, np. francuski i angielski przedsiębiorca. Zdaniem ekspertów, ten zapis może miał dramatyczne skutki.

— Żaden zdrowo myślący klient nie zdecyduje się na współpracę z firmą delegującą — w końcu jak można brać ryzyko za coś, na co nie ma się wpływu. To wykluczenie firm delegujących z rynku, co jest sprzeczne z zasadą swobody przepływu osób i usług — mówi Łukasz Puciłowski, dyrektor operacyjny Promediki 24, specjalizującej się w wysyłaniu polskich opiekunek, przede wszystkim do Niemiec. Zdaniem Stefana Schwarza, przedstawiciela Agencji Zatrudnienia Aterima i członka Inicjatywy Mobilności Pracy, zagraniczni klienci polskich firm będą woleli współpracować z droższymi firmami lokalnymi, niż brać na siebie takie ryzyko.

— Tym samym delegowanie przestanie istnieć — alarmuje Stefan Schwarz.

Gwóźdź do trumny

To nie koniec złych wiadomości. Komisja przyjęła też artykuł dziewiąty, który dla polskich przedsiębiorców oznacza kontrole przez duże „K”, dodatkową dokumentację oraz wzrost kosztów. Zapis nie ogranicza środków kontrolnych. Każdy kraj, do którego firma X deleguje pracowników, będzie mógł sprawdzić, jak ona działa.

— To brak jakichkolwiek reguł gry — mówi Marek Benio z katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Sam kontroler będzie mógł więc decydować czy ma do czynienia z nielegalnym delegowaniem czy też nie. Eksperci alarmują, że kraje, które chcą chronić lokalne rynki pracy, będą naginać zasady do własnych potrzeb. Zgodnie z literą artykułu dziewiątego, dany kraj będzie mógł zażądać od firm delegujących np. przedstawiciela w danymkraju czy przechowywania na jego terenie całej dokumentacji. Zdaniem Łukasza Puciłowskiego, takie wymogi to gwoźdź do trumny całej branży, ponieważ niewiele firm będzie w stanie podołać takim kosztom. Zapisy uderzą przede wszystkim w region Europy Środkowej i Wschodniej, w tym Polskę, która słynie z delegowania.Instytut Zatrudnienia Transgranicznego wyliczył, że w ciągu dwóch lat od wejścia w życie unijnego prawa upadnie 15 tys. polskich firm. Według szacunków urzędów pracy, dzięki nim za granicą pracuje dziś ok. 320 tys. rodaków. Niezadowolony będzie także ZUS, który będzie musiał pożegnać się z wpływami ze składek na poziomie 2 mld zł.

Dyrektywa powinna trafić teraz do Parlamentu Europejskiego, a stamtąd do Rady UE. Danuta Jazłowiecka, europosłanka z ramienia PO, pracująca nad dyrektywą i lobbująca w polskiej sprawie, ma zielone światło na wcześniejsze negocjacje z Radą UE — aby w porozumieniu z nią potrzebne zmiany wprowadzić na sesji plenarnej parlamentu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AT

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Czarne chmury nad pośrednikami pracy