Czarne chmury nad ubezpieczeniowym samorządem

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2013-09-05 00:00

Szef trzeciej siły na rynku ubezpieczeniowym idzie na wojnę z branżową izbą. Kwestionuje obowiązek przynależności.

Wraca temat obowiązkowej przynależności ubezpieczycieli do Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Burzę wywołała decyzja izby w sprawie wyboru zewnętrznego doradcy. Nie spodobała się ona Franzowi Fuchsowi, prezesowi grupy VIG Polska — trzeciej pod względem wielkości na polskim rynku ubezpieczeniowym. To kropla, która przelała czarę goryczy.

IZBA POD OSTRZAŁEM:
 Armaty przeciwko PIU wytoczył Franz Fuchs, prezes VIG Polska. Kwestionuje przetarg na doradcę izby i podważa obowiązek członkostwa. [FOT. TP]
IZBA POD OSTRZAŁEM: Armaty przeciwko PIU wytoczył Franz Fuchs, prezes VIG Polska. Kwestionuje przetarg na doradcę izby i podważa obowiązek członkostwa. [FOT. TP]
None
None

— Nie rozumiem, dlaczego PIU zdecydowała się na wybór droższej, i to dwukrotnie, oferty. Szczególnie że tańsza oferta została najpierw zaakceptowanaprzez komisję roboczą, a potem zmieniona. Takie zachowania nie mieszczą się w granicach naszej kultury korporacyjnej, a PIU musi pamiętać, że jest finansowane z naszych składek — grzmi Franz Fuchs.

Zapowiada, że podejmie „zdecydowane kroki”. Zacznie od zamówienia opinii prawnej, która ma zbadać zgodność z prawem i z konstytucją obowiązku przynależności do izby wszystkich ubezpieczycieli, działających na terytorium kraju. To swoisty ewenement w Polsce, który w innych branżach nie występuje. Na przykład przynależność do Związku Banków Polskich jest dobrowolna. To nie pierwszy raz, kiedy szef VIG Polska kwestionuje działalność izby.

W lutym informował, że w 2012 r. jego grupa zapłaciła 1,1 mln zł składekna działalności PIU, a ta nie potrafiła zająć się istotnymi dla rynku tematami. Z naszych informacji wynika, że poszło o wybór doradcy dla właśnie powołanej do życia komisji ds. likwidacji szkód. Do przetargu zgłosiły się dwie firmy: EY i Boston Consulting Group (BCG). Komisja wybrała tańszą ofertę pierwszej firmy.

Jednak jej wybór został zakwestionowany przez komisję rewizyjną PIU (odpowiednik rady nadzorczej), która zdecydowała, że doradcą zostanie BCG. Ten wybór jest istotny, bo doradca będzie wspomagał PIU we wprowadzeniu w Polsce bezpośredniej likwidacji szkód. To rozwiązanie budzi duże emocje na rynku, bo umożliwi naprawę samochodu w firmie, w której ma się wykupioną polisę OC. Naciskają na to duzi ubezpieczyciele, mali zaś kręcą nosami.

— BCG jest na rynku ubezpieczeniowym kojarzone z PZU. Pracował w nim Andrzej Klesyk, obecny prezes ubezpieczeniowego giganta.

— Nie komentujemy — mówi Nina Hałabuz z BCG. Z naszych informacji wynika, że szef PZU nie brał udziału w posiedzeniu, na którym podjęto decyzję o zmianie wyboru doradcy. Marcin Tarczyński, ekspert PIU, podkreśla, że władze izby żałują, że szef VIG Polska podważa jednogłośną decyzję komisji rewizyjnej.

— W przypadku każdej decyzji, związanej ze współpracą PIU z partnerem zewnętrznym, duże znaczenie ma wartość merytoryczna proponowanej oferty. Musimy oczywiście uważnie oglądać każdy grosz, ale dążymy do wyboru oferty najlepszej, a w związku z tym niekoniecznie najtańszej — tłumaczy Marcin Tarczyński.

Nie tylko szef VIG jest gotów wziąć rozbrat z izbą. — Po cichu myśli o tym całkiem spora cześć ubezpieczeniowych menedżerów. Franz Fuchs mówi o tym głośno, bo ma z izbą na pieńku od 2011 r., kiedy to nie został ponownie wybrany do komisji rewizyjnej — twierdzi osoba związana z rynkiem ubezpieczeniowym. Szef VIG Polska twierdzi, że jeśli opinie prawne nie podważą obowiązku przynależności do izby, będzie mocno monitorował jej działalność.

— Dla sportu — podkreśla Franz Fuchs.