Czytasz dzięki

Czarny sen bankowców

opublikowano: 30-12-2019, 22:00

To jedna z naszych szokujących prognoz, tzw. czarnych łabędzi (wydarzenie bardzo mało prawdopodobne, ale o potencjalnie wielkich konsekwencjach). Nie jest to tekst informacyjny.

Polacy, zgodnie z poradą prezesa Jarosława Kaczyńskiego, pójdą do sądów dochodzić sprawiedliwości w sprawie kredytów frankowych. Ruszą tłumnie. Z kwartału na kwartał będzie rosła liczba pozwów sądowych. Zachęci ich do tego sam prezydent Andrzej Duda, który w ten sposób spróbuje odsunąć od siebie oskarżenia o niewypełnienie obietnic wyborczych z 2015 r., kiedy deklarował, że w pół roku przygotuje ustawę rozwiązującą raz na zawsze problemy frankowiczów. Nie przygotował.

Jeszcze kilka lat temu wszystko, na co mogli liczyć
frankowicze, to współczucie. Teraz żal banków po tym, jak na całej linii przegrywają
z kredytobiorcami.
Zobacz więcej

FRANKOWICZE ROZBIJAJĄ BANK:

Jeszcze kilka lat temu wszystko, na co mogli liczyć frankowicze, to współczucie. Teraz żal banków po tym, jak na całej linii przegrywają z kredytobiorcami. Fot. WM

Zresztą nikt mu już dzisiaj nie wypomina blefu sprzed lat, ponieważ w sądzie można ugrać znacznie więcej niż oferował słynny kurs sprawiedliwy, wymyślony przez doradców Andrzeja Dudy kilka lat temu, po którym banki miały być obowiązane do przeliczania kredytów walutowych na złote. Wtedy zysk był mocno niepewny. Obecnie do rozbicia jest cały bank. Interpretacja orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przez krajowe sądy będzie diametralnie inna od wykładni bankowych prawników. Linia orzecznicza pójdzie w tym kierunku, że kredyt „złoty na Liborze” jest jak najbardziej możliwy, a nawet wskazany w świetle wyroku TSUE. Sądy bez skrępowania zaczną unieważniać też umowy kredytów walutowych, uważając, że jest to zgodne z duchem orzeczenia trybunału w Strasburgu. Śmiałości doda im Sąd Najwyższy.

Na początku 2020 r. Sejm ostatecznie przyjmie ustawę dyscyplinującą sędziów, skutkiem czego wcześniejsze podziały w Sądzie Najwyższym na sędziów z nowego i starego nadania z czasem zanikną. Nastąpi zmiana linii orzeczniczejsądu w sprawach frankowych, którą przez lata wytyczało myślenie: „sercem po stronie kredytobiorców, rozumem po stronie prawa”. Sędziowie uważali dotąd, że nie ma automatyzmu w rozstrzyganiu sporów frankowych, że nawet jeśli uznać winę banku, to obliczenie wartości szkody nie jest sprawą błahą i musi mieć oparcie w logicznych wyliczeniach. Wkrótce tego typu kazuistyka odejdzie do lamusa. Sąd Najwyższy w siedmioosobowym składzie potwierdzi prawidłowość myślenia wielu sędziów, że po wyeliminowaniu klauzuli indeksacyjnej kredytobiorca spłaca kredyt złotowy, oprocentowany według stawki LIBOR. W kolejnych orzeczeniach sąd przyzna rację Rzecznikowi Finansowemu, że bank nie ma podstaw prawnych do dochodzenia rekompensaty finansowej od byłego frankowicza z tytułu rozwiązania walutowej umowy.

Wbrew cichym nadziejom bankowców z końca 2019 r., że tylko część najbardziej wyrywanych klientów pójdzie do sądów, frankowiczów ogarnie prawdziwa gorączka sądowa. W mediach pojawi się mnóstwo poradników, jak unieważnić umowę frankową. Temat „odfrankowania” stanie się przedmiotem rozmów w domu, w pracy i na ulicy. Kancelarie prawnicze i odszkodowawcze zwielokrotnią wydatki na marketing, licytując się, kto więcej ugra dla klienta w sądzie. Sądy zostaną zasypane pozwami. Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości, żeby udrożnićzakorkowany wymiar sprawiedliwości, przeforsuje w Sejmie specustawę o kolegiach ds. frankowych z jednym profesjonalnym sędzią i dwoma ławnikami.

Spełni się najczarniejszy sen bankowców. Audytorzy, dotąd dość wstrzemięźliwi w oczekiwaniach co do wysokości i sposobu zawiązywania rezerw, zaczną domagać się pełnego odpisu na ekspozycje już w momencie złożenia pozwu w sądzie. Rezerwy pójdą w setki milionów złotych, zjedzą zyski największych banków. Jeden z banków średniej wielkości zacznie ponosić duże straty, których nie będzie w stanie pokryć z kapitału. Bankowy Fundusz Gwarancyjny i Komisja Nadzoru Finansowego zdecydują się wszcząć proces resolution, czyli operację przymusowej restrukturyzacji. W związku z tym, że resort finansów i Narodowy Bank Polski kategorycznie odmówią zaangażowania publicznych pieniędzy w ratowanie problematycznego banku, zostaną włączone państwowe. Przeprowadzenie operacji „bank za złotówkę” spowoduje, że do lamusa powędrują plany repolonizacji mBanku.

Przerzucenie gorącego ziemniaka do państwowego banku przez KNF okaże się działaniem nadzwyczaj przezornym, gdyż pod koniec roku w sektorze bankowym pojawią się problemy niemające związku z problemem frankowym. Kilka banków spółdzielczych wpadnie w poważne tarapaty, częściowo mające związek z pogarszającą się koniunkturą, ale głównie przez wzgląd na błędy zarządcze. Problemy będą miały charakter lokalny, ale przebiegną w sposób bardzo gwałtowny. Powtórzy się scenariusz z Nałęczowa, kiedy krążące po mediach społecznościowych nieprawdziwe informacje o bankructwie banku doprowadziły do formowania się kolejek przed bankomatami i oddziałami banku. KNF zawiesi działalność kilku średniej wielkości banków o stosunkowo niewielkiej sumie bilansowej. Koszty po stronie BFG pójdą jednak w miliardy złotych.

W 2021 r. sektor bankowy wejdzie mocno poobijany. Zyskowność spadnie do kilku miliardów. ROE wyniesie 3 proc., a kasa BFG opustoszeje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu