Działalność operacyjna, zasilona wpływami ze sprzedaży papierów ITI Holdings, towarzystwa emerytalnego i mBanku, miała zaowocować w tym roku 408 mln zł jednostkowego zysku netto BRE Banku. Prezesowi Wojciechowi Kostrzewie, do niedawna uznawanemu za objawienie bankowości inwestycyjnej, nie uda się zrealizować żadnej z tych transakcji.
Dużo większe wątpliwości budzą aktywa BRE. Bank ciągle utrzymuje „na papierze” niski (15 proc.) poziom kredytów nieregularnych, o jedną czwartą niższy niż średnia sektora. Wynikałoby z tego, że najbardziej agresywny bank na rynku kapitałowym w kwestiach kredytów wykazywał się wyjątkową konserwatywnością. To mało prawdopodobne. Tym bardziej że akcja kredytowa BRE nabrała rozmachu w okresie ciężkiej sytuacji finansowej firm zaciągających długi (przykład 88 mln zł styczniowego kredytu dla Stoczni Gdynia). W połowie roku Salomon Smith Barney szacował kwotę zaniżenia rezerw na 500 mln zł. Teraz jest ona wyższa, bo W III kwartale kredyty wzrosły o 844 mln zł, a rezerwy zaledwie o 39 mln zł. Także agencja Fitch w ostatnim raporcie informuje, że „współczynnik pokrycia rezerwami jest słaby”. Przy takiej skali problemu, ewentualne kilka milionów złotych rezerw związanych z kredytem udzielonym Ryszardowi Oparze na zakup akcji Elektrimu (do akcji tych rości prawo Jan Rynkiewicz) można uznać za nieistotne.
Dzięki inwestycjom giełdowym BRE stanowił niegdyś obiekt zazdrości konkurencji. Od dwóch lat jest inaczej. W III kwartale bank utworzył rezerwy na spadek wartości Elektrimu i Optimusa. Od tego czasu wzrósł kurs pierwszej z tych spółek, choć między bajki należy włożyć plany przejęcia telekomunikacyjnych lub energetycznych aktywów, którymi prezes tłumaczył utopienie 135 mln zł w akcjach Elektrimu. Także transakcja przejęcia i podziału Optimusa nie może być już określana mianem finansowego majstersztyku. Jeszcze w raporcie za 2001 r. bank chwalił się zyskownym zakończeniem transakcji. Teraz okazuje się, że będzie musiał odkupić 1,4 mln akcji Optimusa po 21 zł za sztukę. Przy obecnym kursie oznacza to już na starcie 20 mln zł strat.
Nadal nierozwiązana jest sprawa ITI. BRE ma 15 proc. kapitału holdingu, które wycenia w księgach na 230-250 mln zł (czyli jeden papier na około 10 zł). Tymczasem ostatnia emisja nie znalazła odzewu nawet po 9,75 zł, a analitycy wyceniali je nawet o 30 proc. niżej. Rezerw nie utworzono także prawdopodobnie na obligacje ITI o wartości 130 mln euro.
Emitent powinien chyba rozważyć całkowite wyjście z tych ryzykownych inwestycji (jest jeszcze Szeptel), nawet kosztem wyższych strat. Jego portfel nabrałby wtedy nowej jakości, a BRE zyskał większe zainteresowanie graczy.
Sukcesem jest blisko 400 tys. rachunków w mBanku, internetowej gałęzi BRE. Spółce nie uda się jednak szybko skonsumować tego sukcesu, bo poniechał planów upublicznienia e-banku. Ten zaś, razem z detaliczną siecią Multibank i wchłanianym Bankiem Częstochowa przekłada się na bardzo wysokie koszty działalności. Planowane zwolnienie maksymalnie 500 pracowników raczej na to nie pozwoli.
Spółki zależne obciążyły kwartalny wynik 37 mln zł. PTE Skarbiec nawet po połączeniu z Ego jest zbyt mały, by być rentowny. Na sprzedaż zaś — przed planowaną zmianą w ustawie o OFE — nie ma jednak szans.
Ważne dla banku informacje nadeszły z Niemiec. Munich Re zapalił zielone światło dla połączenia HVB Group (właściciel BPH PBK) i Commerzbanku (właściciel BRE). Fuzja polskich aktywów tych banków nie wydaje się jednak łatwa do realizacji. BPH PBK kończy proces łączenia, który ma przynieść efekty w 2003 r. Ponadto krakowski bank należy do najbardziej konserwatywnych, a więc kulturowe przeszkody mogłyby się okazać nie do pokonania. Akcje BRE powinien więc kupić ktoś trzeci — być może nowa siła z zagranicy.