Czas na agresję biało-czerwoną

opublikowano: 29-09-2015, 00:00
aktualizacja: 03-08-2017, 20:49

Nie będziemy rozgrywającym w globalnej gospodarce.

Ale możemy prowadzić własną intrygę z węglem i młodością w tle – skoro światowe rynki się chwieją, siłę można pokazać bez asa w rękawie

Grzegorz Kawecki

— Szóstka z wykrzyknikiem. Jesteśmy prymusem. Pytanie, co z tym sukcesem zrobimy — taką ocenę polskiemu 25-leciu wystawił Jan Kulczyk niemal półtora roku temu, z okazji debaty z cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy”. Kilka kwartałów później czołówka polskiego biznesu i polityki znów spotkała się na Stadionie Narodowym, tym razem próbując udzielić odpowiedzi na pytanie zmarłego niedawno miliardera. Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”, zaczął dyskusję od przypomnienia, że jeszcze nie tak dawno większość analityków uważała wielki przemysł w Europie za przeżytek, zjawisko wymierające, pożerane przez chińskiego smoka.

— Skoro motyw naszego spotkania to Polska nowoczesna, jak wygrać rywalizację w globalnej gospodarce, to może właśnie powinniśmy myśleć także o budowie fabryk, a nie tylko idei — powiedział Grzegorz Nawacki, zwracając się do Janusza Piechocińskiego, wicepremiera i ministra gospodarki. Politykowi PSL na hasło „przemysł” szybko przeszła senność i znużenie po misji gospodarczej w dalekim Iranie.

Skarby w lesie

— Czas na patriotyzm oznacza, że czasu nie można tracić. Ważne są dymiące kominy, ale też dymiące głowy — zaczął wicepremier. I zaraz okazało się, że jednak nie ma dymu bez taniej energii. Punktował: w USA energia jest o 40 proc. tańsza niż w Europie, a przemysł w Polsce w 2020 r. będzie stanowił 25 proc. PKB wobec obecnych 22 proc. będzie jednym z najmłodszych oraz najbardziej konkurencyjnych sektorów w Europie, ale nie na świecie. Zatem co robić, żeby w globalnym miszmaszu wybijać się ponad przeciętność? Przejść do agresji. Tej gospodarczej, ma się rozumieć.

— Przemysł meblowy, AGD czy części samochodowych to potencjał na przemyślaną, strategiczną, zewnętrzną agresję naszej gospodarki. Nadchodzi czas kolektywnego działania, potwierdzającego nasze możliwości i ambicje — wyrokował polityk. Tu do tablicy wywołany poczuł się pierwszy przemysłowiec III RP. Michał Sołowow przypomniał starą prawdę: dzielić się możemy tym, co sami wytworzymy. Zatem w agresji potrzebne jest paliwo, a nie sam zapał i pomysł.

— W globalnej gospodarce, przewagi surowcowe i przemysłowe są krytyczne. Regionalnie nasza gospodarka oparta na węglu daje cenowe przewagi nad wieloma krajami Unii Europejskiej. Czesi z energetyką opartą na gazie mają ceny o 15 proc. wyższe. Dlatego warto inwestować w ekologiczne spalanie węgla i w tych kwestiach nie wychodzić przed szereg — zastrzegł właściciel m.in. Synthosu i zaczął wyliczankę trzech kolejnych, unikatowych zasobów nad Wisłą, równie cennych jak „czarne złoto”.

— Miedź już jest świetnie zagospodarowana. Są jeszcze lasy, dzięki którym jesteśmy nie tylko największym na kontynencie producentem podłóg drewnianych. Lasy mogą być naszym argumentem w negocjacjach w sprawie limitów emisji dwutlenku węgla. Trzecie duże bogactwo naturalne to my sami, nasza przedsiębiorczość, chęć pracy i przełamywania problemów — stwierdził miliarder, który o ostatnim aktywie dorzucił jeszcze co nieco na sam koniec debaty „PB”.

Pałeczka powędrowała tymczasem w ręce kolejnego ministra, tym razem Andrzeja Czerwińskiego z Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP). To przecież m.in. on zmaga się obecnie z zarządzaniem kryzysem w polskim górnictwie. A jak zawyrokowanochwilę wcześniej, bez węgla nie ma podstawowej, kosztowej przewagi polskiego przemysłu.

— W średnim i długim terminie ten czynnik da się utrzymać? — dopytywał wicenaczelny „PB”. Andrzej Czerwiński, w przeszłości ostoja defensywy piłkarskiej drużyny Sandecji Nowy Sącz, bronił swojej taktyki z pełnym spokojem, twierdząc, że o przegranej naszej energetyki na scenie europejskiej nie może być mowy. Z jednej strony na wewnętrznym rynku kruszą się monopole energetyczne, z drugiej jednak — w tej konstrukcji potrzeba cementu.

— Duży koncern paliwowo-energetyczny musi być zbudowany w Polsce. I powinien konkurować na rynku europejskim — zawyrokował szef MSP. Wtórował mu Marek Woszczyk, prezes PGE, przypominając, że patriotyzm — także gospodarczy, ma w sobie zaszyte pragmatyczne podejście, ale również zgodę społeczną na poświęcenie w imię wyższych interesów. — Ważne, żeby nie zamieniło się to w zaściankowość, izolację gospodarczą. Europa ze swoim podejściem klimatyczno- -energetycznym jest dla Polski impulsem nadrzędnej polityki, stanowiącym pewne ograniczenie w ramach naszego interesu biznesowego — przyznał menedżer.

Gra po bańce

Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, od dymiących kominów woli rozmowę o szeleszczących biletach Narodowego Banku Polskiego. Zatem gdy pada hasło walki w globalnej potyczce gospodarek, można je połączyć z kwotą 500 mld zł z kolejnej perspektywy unijnej. Ta kwota ma być dopalaczem dla polskiej gospodarki. A może usypiaczem, dającym ciepłą wodę z kranu i poczucie braku rozwoju przy małej stabilizacji? W kilka minut naszkicował wizję kaskad zimnej wody, chłodzących głowy gospodarczych optymistów na świecie. Winter is coming — cytował hasło z telewizyjnej „Gry o tron”, wyliczając kłopoty

Chin, Brazylii, puchnącą bańkę technologiczną. Do zimy radzi przygotowywać się z podwójną energią (także pochodzącą z unijnych pieniędzy). — Trzeba się konsolidować wewnętrznie, globalny kryzys wykorzystać, by zbudować sukces na miarę np. firm Michała Sołowowa — zawyrokował prezes PKO BP.

Nicole na wietrze

Zima zmusza do działania — przecież nikt nie chciałby, taplając się w samozadowoleniu, iść w stronę greckiej tragedii. Mateusz Szczurek, minister finansów, uważa, że nie ma takiej obawy. W skali makro Polakom nigdy nie jest za ciepło, jako społeczeństwo nie ustaniemy w pościgu za Niemcami.

— Pytanie o decyzje mikroekonomiczne, jakie podejmą w kolejnej perspektywie np. samorządy. Czy nie powstaną inwestycje, których utrzymanie będzie kosztowało krocie? Nie wiem, czy w kolejnych latach to przemysł będzie siłą polskiej gospodarki. Wiem, że znajdziemy ten element napędowy i go wykorzystamy. Ważne, by patriotyzm gospodarczy oznaczał rozwój, wspólne radzenie sobie z przeciwnościami, ale też spójne pojmowanie przepisów prawa — podkreślał Mateusz Szurek, przypominając choćby kwestię kontrowersji wokół tzw. luki w VAT. Andrzej Klesyk, prezes PZU, wziął na warsztat inną lukę — tę w słowniku przeciętnego przedsiębiorcy i polityka.

— Nie zgadzam się z niektórymi przedmówcami co do patriotyzmu pojmowanego po Mickiewiczowsku, per poświęcenie przez cierpienie. Guzik prawda. Trzeba dokonywać racjonalnych, a nie cierpiętniczych wyborów — kontrował Andrzej Klesyk. I dokonywać optymalnych wyborów na przyszłość, co opisał w efektownej metaforze: Wiem, że jeśli poślubiłem moją żonę, nie mogę poślubić Nicole Kidman. Oczy szeroko zamknięte w polskiej gospodarce to np. budowanie laboratoriów biotechnologicznych, po których hula wiatr zamiast tworzenia najlepszych ścieżek kształcenia biotechnologów.

Tenis po szwedzku

Dla Adama Górala, właściciela Asseco, jest pewna luka, z którą na dobre musimy się pogodzić: nie będziemy gwiazdami pierwszego planu w globalnym biznesie, co nie wyklucza knucia własnej intrygi. Udowadniał na swoim przykładzie, że tak jak meble, tak i dobry software da się produkować w Polsce i zarabiać na jego eksporcie.

— Pokażmy młodym, że nowe technologie w Polsce to nie tylko usługi, podwykonawstwo — stwierdził Adam Góral. Nawoływał też do analizy big data w postaci historii 25-lecia polskich sukcesów i porażek w III RP. Tak żeby empirycznie poznać swoje silne i słabe strony i stworzyć system produkujący sukces. — Gdy zaproponowałem to radzie doradców przy ministrze gospodarki, usłyszałem: my tu jesteśmy radą strategiczną — zżymał się rzeszowianin. W to, że mechanizm globalnego sukcesu made in Poland zgrzyta, nie wątpi też Adam Sawicki, prezes T-Mobile. Przypomniał, jak wobec niespełnionych obietnic rządu lata temu znad Wisły wyniósł się cały kapitał teleinformatyczny ze Skandynawii. I nie zamierza wracać.

— Teraz są problemy wokół aukcji na rezerwację częstotliwości radiowych z zakresu 800 MHz, bacznie obserwowane przez międzynarodowy kapitał, a uderzające w wiarygodność Polski — wrzucił kamyczek do ogródka polityków rządzącej koalicji i zaraz wskazał na kwiat Europy — Szwecję. 9 mln ludzi, sektor górniczy i kiepski klimat, ale też maszyna zdolna wypluwać potężne, globalne marki, inwestująca krocie w badania i rozwój, w młodych ludzi. Tu ożywił się Michał Sołowow. Ocenił, że lepiej od wymyślania koła po prostu znaleźć jego nowe zastosowanie — zatem twórcze kopiowanie oraz szybkie wdrażanie międzynarodowych rozwiązań i technologii. Przypomniał, że to tyczy się również jego — przecież wciąż jest młody.

— Młodość to chęć, a nie wiek. Jak gramy z kolegami w tenisa, w debla, to zakazujemy zwrotów typu „w naszym wieku”. Po prostu gramy do upadłego o każdą piłkę.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 23.05.2013 r. 22.05.2014 r.

WIELKI NIEOBECNY NA JEDYNEJ TAKIEJ DEBACIE:

„Czas na patriotyzm gospodarczy” to cykl debat organizowany od trzech lat przez „Puls Biznesu”. Ideą spotkań najważniejszych przedstawicieli rządu i czołowych polskich przedsiębiorców jest wymiana poglądów i wspólne szukanie rozwiązań dla najważniejszych wyzwań gospodarczych stojących przed Polską. W tym roku, tradycyjnie już, w debacie udział wzięli najważniejsi w polskiej gospodarce: ministrowe z resortów gospodarczych, czołowi przedsiębiorcy i menedżerowie największych firm. Niestety, w tym roku zabrakło Jana Kulczyka, jednego z inicjatorów projektu „Czas na patriotyzm gospodarczy”. Gdy przedstawiliśmy mu ideę spotkań, zaangażował się bez wahania, utwierdzając nas w przekonaniu, że takie debaty są nie tylko potrzebne, ale też… możliwe do zorganizowania. W tym roku również ochoczo potwierdził udział, sugerując tematy, o których warto rozmawiać. Niestety, w lipcu od nas odszedł.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 23.05.2013 r. 22.05.2014 r.

WIELKI NIEOBECNY NA JEDYNEJ TAKIEJ DEBACIE:

„Czas na patriotyzm gospodarczy” to cykl debat organizowany od trzech lat przez „Puls Biznesu”. Ideą spotkań najważniejszych przedstawicieli rządu i czołowych polskich przedsiębiorców jest wymiana poglądów i wspólne szukanie rozwiązań dla najważniejszych wyzwań gospodarczych stojących przed Polską. W tym roku, tradycyjnie już, w debacie udział wzięli najważniejsi w polskiej gospodarce: ministrowe z resortów gospodarczych, czołowi przedsiębiorcy i menedżerowie największych firm. Niestety, w tym roku zabrakło Jana Kulczyka, jednego z inicjatorów projektu „Czas na patriotyzm gospodarczy”. Gdy przedstawiliśmy mu ideę spotkań, zaangażował się bez wahania, utwierdzając nas w przekonaniu, że takie debaty są nie tylko potrzebne, ale też… możliwe do zorganizowania. W tym roku również ochoczo potwierdził udział, sugerując tematy, o których warto rozmawiać. Niestety, w lipcu od nas odszedł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Patronat honorowy

Partnerzy

Partnerzy debaty tematycznej Finansowanie 4.0

Partnerzy debaty tematycznej Przemysł 4.0

Polecane

Ikona zamknięcia