Czas niskich cen dopiero nadchodzi

Kamil Zatoński
opublikowano: 2005-01-17 00:00

Wysoka inflacja będzie straszyć jeszcze co najmniej do lutego. A później na trwałe spadnie poniżej 3 proc. Co na to RPP?

Dziś Główny Urząd Statystyczny przedstawi dane o grudniowym wzroście cen konsumpcyjnych. Zdaniem specjalistów, inflacja wyniesie 4,4-4,6 proc. W listopadzie sięgnęła 4,5 proc. To nie będzie jednak szczytowa wartość wskaźnika.

— Od początku roku średnio 3- -4 proc. więcej trzeba zapłacić za gaz i energię elektryczną. Z tego względu w styczniu i lutym inflacja może skoczyć nawet do 4,8 proc. Byłby to najwyższy poziom od sierpnia 2001 r. — uważa Jacek Wiśniewski, kierownik zespołu analiz Pekao.

Specjaliści są jednak zgodni, że od marca wskaźnik cen będzie już systematycznie dużo niższy.

— Od połowy roku inflacja powinna silnie spadać. Będzie to związane głównie z tzw. efektem bazy, czyli porównaniem obecnych cen z relatywnie wysokimi poziomami, jakie zanotowaliśmy po wejściu do Unii Europejskiej — mówi Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska.

Na osiągnięcie celu inflacyjnego założonego przez NBP (2,5 proc.) trzeba będzie mimo to poczekać do 2006 r. To wcale jednak nie oznacza, że na reakcję Rady Polityki Pieniężnej trzeba będzie czekać jeszcze rok.

— Rada już w lutym może zmienić nastawienie w polityce monetarnej na neutralne. Jeśli złoty będzie nadal mocny, to stopy procentowe do końca roku mogą spaść nawet o 0,75 pkt proc. — dodaje Arkadiusz Krześniak.

Bardziej ostrożny jest analityk Pekao, który uważa, że podstawowa stopa NBP obniży się do 6,25 proc. z obecnych 6,50 proc.