Czechom nie w smak polskie jabłka

Nękanie kontrolami — tego powinni spodziewać się importerzy polskiej żywności za południową granicą. Czarny PR objął też jabłka

„Kupujcie czeskie jabłka, wesprzyjcie naszych producentów owoców, polskie owoce zostawcie Polakom” — to jedno z haseł propagowanych przez Unię Owocową, stowarzyszenia czeskich sadowników. Teraz zyskały wsparcie rządu. Informacyjna Agencja Radiowa dotarła do specjalnej instrukcji, nakazującej szczególnie dokładną kontrolę żywności z Polski.

Instrukcję wydał Departament Kontroli Laboratoryjnej i Certyfikatów Państwowej Inspekcji Rolnej i Żywności. Szczególnego traktowania powinny spodziewać się właśnie jabłka, a ponadto: mięso, mleko, sery i ryby. Marian Jurečka, czeski minister rolnictwa, zaprzeczył na twitterze, jakoby jego rząd poświęcał szczególną uwagę towarom z Polski.

Wszystkie chwyty

Polskiemu mięsu czy słodyczom dostało się już ostatnio od naszych południowych sąsiadów — jabłkom obrywa się po raz pierwszy.

— Po tym jak czeska Unia Owocowa rozpoczęła kampanię, spodziewaliśmy się kolejnych działań. Polskie jabłka są obecne w Czechach od dawna, ale w ostatnich miesiącach wzmocniliśmy działania promocyjne w związku z rosyjskim embargiem. Nasze owoce są smaczniejsze i tańsze, więc czescy producenci nie mają pomysłu na inną konkurencję niż czarny PR — mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.

Czeskie prawo coraz bardziej uderza w naszych eksporterów. We wrześniu informowaliśmy o nowych przepisach, wedle których importerzy żywności w Czechach na 48 godz. przed wprowadzeniem jej do obrotu są zobowiązani zgłosić organom kontrolnym nie tylko towar, ale również cenę, za jaką zamierzają go sprzedać. Kontrole obejmą towary „z podejrzanie niską ceną, gdyż niesie ona ryzyko niższych parametrów jakościowych i higienicznych” — informował w komunikacie czeski resort rolnictwa.

Polska na celowniku

— Najnowszy okólnik ewidentnie skierowany jest tylko przeciwko polskiej żywności. Konsekwencje takiego zalecenia są jasne — każdy, kto importuje polską żywność, będzie szczegółowo kontrolowany, by nie powiedzieć „nękany”. Należy to traktować jako barierę w handlu wspólnotowym, dyskryminację producentów z kraju unijnego, której celem jest zmniejszenie podaży polskich produktów na ryku czeskim — komentuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności (PFPŻ).

Podkreśla, że Czesi — wykorzystując do tego celu instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności — podważają ich wiarygodność. — W tym sensie uderza to w cały europejski system bezpieczeństwa żywności i podkopuje zaufanie konsumentów — dodaje dyrektor PFPŻ.

Do sprawy odnieśli się od razu polscy ministrowie. Zdaniem Janusza Piechocińskiego, szefa resortu gospodarki, to jeden z prominentnych polityków postanowił wyprzeć świetnej jakości polską żywność z czeskiego rynku. — Podjęliśmy w tej sprawie stosowne działania — twierdzi Janusz Piechociński.

Cytowany przez Informacyjną Agencję Radiową Marek Sawicki, szef resortu rolnictwa, zapowiada, że poinformuje o sprawie Komisję Europejską. Czeskie media też cytują naszego ministra rolnictwa, przytaczają jednak inną wypowiedź, w której — jak podaje portal informacyjny iDnes.cz — Marek Sawicki stwierdza, że nie słyszał o żadnym Czechu, który zatrułby się polską żywnością, ale po wypiciu czeskiego alkoholu zmarło kilku Polaków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu