Dzisiejszy strajk ostrzegawczy ma być największym protestem czeskich związkowców od listopada 1989 roku, kiedy to Czesi i Słowacy obalili komunizm. Największa związkowa centrala w Czechach wzywa do oporu przeciw reformom prawicowego gabinetu, które zdaniem jej kierownictwa doprowadziły do gwałtownego wzrostu inflacji, a tym samym - do realnego spadku płac w sferze budżetowej. Związkom nie podoba się też planowana reforma emerytalna, a zwłaszcza zapowiedziane podniesienie wieku emerytalnego do 65 lat dla ludzi pracujących w ciężkich warunkach.
W większości zakładów strajk rozpocznie się o 13.00 i potrwa godzinę. Z kolei maszyniści zamierzają zatrzymać pociągi na 5 kwadransów. Chcą w ten sposób wyrazić niezadowolenie ze sposobu prowadzenia śledztwa w sprawie niedawnego wypadku w Moravanach pod Pardubicami, podczas którego zginął ich kolega. Maszyniści, którzy są najbardziej bojowymi związkowcami w Czechach, twierdzą, że są w stanie sparaliżować cały kraj.
Tylko symbolicznie do strajku przyłączą się energetycy i pocztowcy. Pracy nie
przerwą pracownicy praskiego metra. Prawdopodobnie staną jednak miejskie
autobusy i tramwaje.