Jeżeli premier dotrzyma słowa o dymisji rządu, to Jacek Socha straci posadę, a wybory pewnie odbędą się w czerwcu.
Sprawa stanęła na ostrzu noża. To, czy Jacek Socha zachowa fotel ministra skarbu, zapewniając rządowi tymczasowe przetrwanie, zależy głównie od postawy posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego. Aby odwołać ministra, potrzeba 232 głosów. Jeżeli PSL przyłączy się do bloku opozycji, to licząc kilkanaście głosów, które deklarują posłowie SLD, udałoby się uzbierać wymaganą większość.
Ludowe manewry
Tuż przed głosowaniem posłowie PSL chcą jednak zapytać premiera, czy podtrzymuje decyzję o zgłoszeniu wotum zaufania dla rządu, gdyby minister Socha został przegłosowany.
— Tą obietnicą premier postawił opozycji wysoką poprzeczkę. W zasadzie pozostawił ją bez wyboru. Jeżeli Marek Belka nie wycofa się z tego, będziemy głosować jak opozycja. Przecież do niej należymy — zapowiada Jan Bury, poseł PSL.
Zakładając taki scenariusz, godziny urzędowania Jacka Sochy byłyby policzone. Gdyby odpowiedź premiera była negatywna lub wymijająca, ludowcy poproszą o krótką przerwę na posiedzenie klubu, podczas której zdecydują, co robić. Wielkiego pola manewru jednak nie mają. Część posłów odwołuje się do obietnicy Marka Belki o dymisji rządu w pierwszych dniach maja.
— Ten rząd i Sejm nie są już w stanie nic zrobić, ale takie harce trzy tygodnie przed dymisją nie mają sensu — wyznaje jeden z posłów stronnictwa.
Po cichu opozycja liczy na to, że po odwołaniu ministra Sochy Marek Belka zdecyduje się przyspieszyć dymisję rządu, nie czekając na termin majowy. Wtedy wybory w czerwcu stają się realne.
Na ołtarzu
Co ciekawe, większość posłów dobrze ocenia jakość kierowania resortem skarbu oraz poczynania prywatyzacyjne ministra Sochy.
— To sprawa czysto polityczna. Niewiele bowiem można zarzucić ministrowi. Nie lekceważył Sejmu, przychodził na posiedzenia komisji i nie podejmował strategicznych decyzji bez zgody posłów, np. w sprawie Eureko — wylicza Eugeniusz Kłopotek, poseł PSL.
Wtóruje mu Stanisław Kalemba, klubowy kolega, który podkreśla, że minister w stosownym czasie zorientował się, że nie może dłużej ulegać presji politycznej.