Czerwony alert dla polskich miast

opublikowano: 19-01-2017, 22:00

O smogu ostrzegają m.in. służby miejskie Warszawy, Rzeszowa, Olsztyna, Sanoka, Katowic, Krakowa i Rybnika. Niestety władze przez lata lekceważyły problem.

Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów (KERM) rekomendował 17 stycznia m.in. maksymalne przyspieszenie prac nad rozporządzeniem w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe, które powinno zostać przyjęte najpóźniej do końca kwietnia, by zaczęło obowiązywać przed sezonem grzewczym 2017/18.

Fotolia

W pierwszym kwartale ma zostać przyjęte rozporządzenie w sprawie norm jakościowych dla paliw stałych. Proponowano też obniżenie stawek za energię elektryczną w okresach zmniejszonego na nią zapotrzebowania, by zachęcić do instalacji pieców elektrycznych. Kolejne rekomendacje KERM to na przykład takie, że każda złotówka z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ma przynieść maksymalny efekt zdrowotny i ekologiczny, a także włączenie opieki społecznej w działania na rzecz wsparcia wymiany kotłów i termomodernizacji budynków osób ubogich.

Zapowiedziano też opracowanie i wdrożenie kompleksowej polityki publicznej, zapewniającej ochronę wrażliwych grup społecznych przed „ubóstwem energetycznym”. Jest też pomysł na kampanie edukacyjne na temat optymalnych sposobów palenia w kotłach i związanych z tym skutków zdrowotnych, ale jednocześnie Ministerstwo Środowiska nie widzi sensu obniżenia poziomów alarmowania o smogu. Dlaczego? Ponieważ alarm byłby ogłaszany nagminnie, przez co spowszedniałyby mieszkańcom kraju. Jak wynika z szacunków WHO nawet 45 tys. Polaków smog może zabijać.

Dla porównania w wypadkach drogowych w 2015 r. zginęło 2938 osób. W Polsce progi alarmowe ustalone są na wysokim poziomie (to decyzja krajowa, nie UE). Stężenie pyłu musi osiągnąć średniodobowo 300 mikrogramów PM10 na m sześc. powietrza (ug/m sześc.). Organizacja Polski Alarm Smogowy (PAS) domaga się ich obniżenia do 100 ug/m sześc., by skuteczniej informować mieszkańców o zagrożeniu smogiem i ich chronić. W odpowiedzi Ministerstwa Środowiska na petycję PAS czytamy, że progi są wystarczające i ostrzegają o poziomie zanieczyszczeń, którego przekroczeniepowoduje negatywne skutki dla zdrowia ludzkiego.

— To nieprawda, skutki dla zdrowia pojawiają się znacznie wcześniej niż przy poziomie stężeń uważanych w Polsce za alarmowe. We Francji poziom, który informuje mieszkańców, że powietrze jest niezdrowe lub bardzo niezdrowe, określono na 80 ug/m sześc. Czy Ministerstwo Środowiska uważa, że Polacy mają znacznie odporniejsze płuca niż Francuzi i są bardziej odporni na smog? — pyta Anna Dworakowska z PAS. Andrzej Guła, lider PAS, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt:

— Częstsze ogłaszanie alarmów smogowych mogłobyskutecznie uświadomić Polakom skalę problemu. Bez zmiany progów alarmowych będziemy oszukiwani i ludzie będą wierzyć, że nic im nie grozi. Zła jakość powietrza to też koszty ekonomiczne. Tylko w 2015 r. w Unii Europejskiej na skutek wysokich stężeń PM2,5 utracono około 16 mln dni pracy, co szacuje się na około 2,1 mld euro. Koszty chorób spowodowanych zanieczyszczeniami powietrza w UE wynoszą około 940 mld euro rocznie. Szacuje się, że w tylko Warszawie całkowite koszty zdrowotne zanieczyszczeń powietrza wynoszą od 6 do 18 mld zł rocznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane