Cztery lata starć PE z rządami PiS

opublikowano: 11-02-2020, 22:00

Parlament Europejski (PE) na sesji w Strasburgu z wielomiesięcznym opóźnieniem wreszcie wykona dzisiaj pierwsze podejście do wieloletnich ram finansowych 2021-27.

Z naszego punktu widzenia istotne znaczenie — nie jedynie moralne, lecz przeliczalne także na budżetowe pieniądze — miała wtorkowa godzinna debata PE nad zagrożeniem dla praworządności w Polsce. Przeprowadzona została w bloku kilku debat o innych problemach wywołujących frasunek deputowanych: tłumieniu demokracji w Wenezueli, niegasnącej wojnie w Syrii, narastaniu w Europie antysemityzmu, rasizmu i nienawiści, wreszcie — nielegalnym handlu zwierzętami domowymi. Już sama okoliczność, że sądowa ustawa kagańcowa (innej nazwy nie używa w PE dosłownie nikt poza grupką europosłów PiS) wpycha nasz kraj między wymienione towarzystwo, jest strasznym obciachem wizerunkowym tzw. dobrej zmiany.

Niedawno minęła czwarta rocznica rozpoczęcia się fatalnego ciągu przywołanego w tytule. 19 stycznia 2016 r., czyli wkrótce po objęciu przez PiS rządów, w Strasburgu stawiła się premier Beata Szydło, by dać odpór unijnym wrażym siłom niechętnym tzw. dobrej zmianie. Było to następstwo uruchomienia przez Komisję Europejską kilka dni wcześniej, 14 stycznia, procedury sprawdzającej „ochronę państwa prawnego w Unii Europejskiej”. Efektem tamtej debaty było przyjęcie przez PE 13 kwietnia krytycznej rezolucji, piętnującej głównie niepublikowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego (przed jego przechwyceniem przez PiS) oraz lekceważenie Komisji Weneckiej. Przez cztery lata konflikt PE z PiS wzbierał jeszcze kilka razy, u nas zmienił się premier i odbyły wybory, po ubiegłorocznych eurowyborach radykalnie zmienił się skład personalny PE — jednak do niekończącej się historii wciąż dopisywane są nowe odcinki.

Wczorajsza debata miała jedno symboliczne nawiązanie do inauguracyjnej. Polityki PiS ponownie broniła Beata Szydło, ale już nie jako gość, lecz europosłanka. Występując w imieniu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, znalazła się jednak w absolutnej mniejszości, albowiem owa zmontowana przez PiS marginalna grupa (dopiero szósta co do wielkości) w ogóle się w PE nie liczy. Zawsze jest przegłosowywana przez trzy rządzące: chadecję (w niej zasiadają PO i PSL), socjaldemokrację (z SLD i Wiosną) oraz liberałów. Akurat w kwestii praworządności negatywne zdanie wobec tzw. dobrej zmiany mają również Zieloni oraz skrajna lewica. Jedynych obrońców PiS znajduje w eurosceptycznej grupie Tożsamość i Demokracja oraz części deputowanych niezrzeszonych. Z jednej strony — władcy kraju nie muszą się debatą PE przejmować, ponieważ ewentualna rezolucja znowu będzie miała, jak wszystkie poprzednie, charakter nielegislacyjny i jej skutki ograniczą się do wizerunku. Z drugiej jednak — coraz większy jest napór PE, aby wreszcie jakieś posunięcia wobec rządów Węgier i Polski wykonała ministerialna Rada UE (obecnie przewodzi jej Chorwacja), a później Rada Europejska, czyli szczyt prezydentów/premierów. Na realizację tak czarnego scenariusza politycznego w najbliższym czasie szans nie ma. Niestety, w strategicznej rozgrywce o wieloletnie ramy finansowe 2021-27 nędza marki PiS w unijnych instytucjach naprawdę grozi znaczącym okrojeniem naszej narodowej koperty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane