Czwartek może być ostatnim dniem lustracji Gilowskiej

(Paweł Kubisiak)
opublikowano: 2006-08-31 10:33

W czwartek zaczęła się - być może ostatnia - rozprawa w procesie lustracyjnym b. wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej. Strony dokonały oględzin kalendarzy Wieczorka, po czym rozpoczęły się mowy końcowe.

W czwartek zaczęła się - być może ostatnia - rozprawa w procesie lustracyjnym b. wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej. Strony dokonały oględzin kalendarzy Wieczorka, po czym rozpoczęły się mowy końcowe.

Jako pierwszy przemawia zastępca Rzecznika Interesu Publicznego Jerzy Rodzik, który w czerwcu wystąpił do sądu z wnioskiem o lustrację ówczesnej wicepremier i minister finansów. Po nim głos zabierze obrońca Gilowskiej mec. Piotr Kruszyński, a na koniec sama Gilowska. Sąd wciąż nie powiedział, kiedy wyda wyrok.

Na czwartkowym posiedzeniu sąd stwierdził, że nie ma zapisków nt. Zyty Gilowskiej w kalendarzach z lat 80. oficera SB Witolda Wieczorka, który twierdzi, że fikcyjnie zarejestrował ją jako TW "Beata".

Zastępca RIP Jerzy Rodzik ujawnił, że z lipca 1986 r. jest zapis mogący mieć związek ze sprawą. Zdziwiony był tym mec. Potr Kruszyński, obrońca Gilowskiej. Sąd uznał, że ten nieujawniony zapis nie ma związku ze sprawą.

Po poprzedniej rozprawie Sąd Lustracyjny zapowiedział, że jeśli nie pojawi się żaden nowy świadek, to w czwartek dojdzie do końcowych mów stron - Rzecznika Interesu Publicznego, adwokata Gilowskiej i jej samej. Sąd nie zdradził, czy wyrok mógłby zapaść tego samego dnia.

Premier Jarosław Kaczyński chce, aby po oczyszczeniu przez sąd Gilowska wróciła do rządu na stanowisko wicepremiera ds. gospodarczych.

Wieczorek - dawny znajomy Gilowskiej - zeznał, że fikcyjnie zarejestrował ją w 1986 r., "aby ją chronić". Inni oficerowie SB z Lublina zeznawali, że fikcyjne rejestracje się nie zdarzały, choć twierdzili, że Gilowska nie była agentem. Ona sama określa postępowanie Wieczorka jako "bezbrzeżne łajdactwo".

Nie zachowała się ani teczka pracy "Beaty", ani teczka personalna; nie ma też żadnego dokumentu podpisanego przez Gilowską. Są zaś zapisy rejestracyjne oraz meldunki Wieczorka o cudzoziemcach odwiedzających KUL, oparte rzekomo na relacjach ustnych Gilowskiej oraz o jej pobycie w Niemczech.

Gilowską zdymisjonował premier Kazimierz Marcinkiewicz po tym, jak 23 czerwca Rzecznik złożył do sądu wniosek o jej lustrację podejrzewając ją o zatajenie związków ze służbami specjalnymi PRL. Ona sama stwierdziła, że jej oświadczenie lustracyjne o braku związków ze służbami PRL jest prawdziwe. Uznała, że padła ofiarą "szantażu lustracyjnego" i złożyła zawiadomienie do prokuratury.

DI, PAP