Od rana zaczyna Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), w jej kwaterze głównej zbiera się Rada Północnoatlantycka na szczeblu prezydentów/premierów. Poza kończącym kadencję sekretarzem generalnym Jensem Stoltenbergiem, na tym forum pierwsze skrzypce gra oczywiście amerykański prezydent Joseph Biden. Szczyt NATO jest nadzwyczajny, ale zadęcie ma standardowe. Powitanie 30 szefów państw/rządów oraz familijne zdjęcie zajmą aż dwie godziny, zaś od 10:00 posiedzenie merytoryczne – trzy. Potem w porze lunchu między wódkę a zakąskę wcina się nadprogramowy szczyt G7, czyli szóstki potentatów z NATO z udziałem premiera Japonii. Gdyby nie ten gość, taki dodany event nie miałby jakiegokolwiek sensu. Niemiecki kanclerz Olaf Scholz, który sprawuje okresową prezydencję G7, koniecznie chciał jednak zaistnieć i przed planowym szczytem grupy w czerwcu w Bawarii załatwił teraz krótki ekstra, notabene… bezkosztowo, bo korzysta z gościny NATO. Po południu zaś całe towarzystwo przejedzie do dzielnicy unijnej, gdzie o godz. 16:30 w Europa Building rozpocznie się standardowy szczyt Rady Europejskiej (RE), na początku z gościnnym udziałem prezydenta USA. Poza przewodniczącym Charlesem Michelem, na tym forum pierwsze skrzypce stara się grać Emmanuel Macron. Pozycjonuje się – przed czekającą go 10 i 24 kwietnia walką o prezydencką reelekcję – dosyć samozwańczo na kierownika całej wspólnoty, chociaż Francja sprawuje półroczną prezydencję wyłącznie w jednym organie, czyli branżowej Radzie UE.

Wypada zwrócić uwagę na niespotykany i niewyobrażalny w innych państwach dualizm polskiej reprezentacji. Ze względu na kompetencje konstytucyjne, w szczycie NATO naturalnie uczestniczy prezydent Andrzej Duda, ale po południu wraca. Pałeczkę na szczyt RE przekazuje także naturalnie premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. A zatem na brukselskim lotnisku spotkają się dwie biało-czerwone maszyny z wojskowej bazy przewożącej VIP-ów, normalnie stawające obok siebie wyłącznie na macierzystej płycie Okęcia. Tym razem prezydent podróżuje akurat samolotem B-737 „Roman Dmowski”, natomiast premier – także B-737 „Ignacy Paderewski”. Licząc od 2004 r., czyli w całych dziejach polskiego członkostwa w NATO/UE, takie powietrzne zdublowanie zdarza się dopiero trzeci raz. W 2005 r. Aleksander Kwaśniewski oraz Marek Belka zalecieli osobno dwoma Tu-154M, z numerami taktycznymi 101 i 102, do Brukseli, gdzie gościł w NATO i UE prezydent George W. Bush. Natomiast w 2007 r. Lech Kaczyński i Donald Tusk również w dwie „tutki” zajechali aż do Lizbony na podpisanie traktatu reformującego Unię Europejską.
Wyłącznie z ekranu zwróci się do uczestników obu szczytów Wołodymyr Zełenski, prezydent niszczonej wojną napastniczą Ukrainy. Niestety, nie usłyszy słów, których przede wszystkim by oczekiwał. NATO zdecydowanie koncentruje się na umacnianiu bezpieczeństwa swoich 30 państw członkowskich, objętych solidarnościowym artykułem 5 traktatu – bez wykraczania choćby o krok poza wschodni kordon sojuszu. Zatem dostawy broni dla Ukrainy – jak najbardziej, ale jakakolwiek misja z bezpośrednim udziałem środków bojowych lub zasobów ludzkich armii NATO wydaje się wykluczona. Szczyt RE natomiast nie jest gotowy do wysłania ogromnie ważnego, w tej fazie całkowicie bezkosztowego sygnału – o podniesieniu statusu Ukrainy z państwa jedynie stowarzyszonego z UE do rangi oficjalnego kandydata. Wciąż czeka na opinię machiny Komisji Europejskiej…