Czytasz dzięki

Czy inflacja w końcu mocno spadnie?

  • Ignacy Morawski
opublikowano: 15-10-2020, 22:00

Inflacja w Polsce spada znacznie wolniej od oczekiwań. Właściwie przestała spadać, mimo że gospodarka wciąż znajduje się w trudniej sytuacji.

Powód? Stabilna inflacja to druga strona medalu niskiego bezrobocia. Udało się podtrzymać zatrudnienie i wynagrodzenia, to firmy nie musiały ciąć cen w reakcji na niższy popyt. Choć wiele wskazuje na to, że nadchodzący rok przyniesie lekkie obniżenie inflacji, to jej głęboki spadek, nawet poniżej zera, jak niektórzy prognozowali na wiosnę, wydaje się w tym momencie mało prawdopodobny.

We wrześniu inflacja w Polsce wyniosła 3,2 proc. wobec 2,9 proc. w sierpniu. Polska jest tym samym jednym z niewielu krajów UE, gdzie ceny pod koniec lata przyspieszyły. Warto szczególną uwagę zwrócić na inflację bazową netto, która pokazuje zmiany cen bez żywności i energii, czyli towarów mocno zależnych od pogody i zmian na rynkach surowcowych. Ten wskaźnik lepiej niż główny pokazuje najważniejsze trendy inflacyjne w gospodarce. Inflacja bazowa we wrześniu wyniosła około 4,3 proc. (dokładne dane poznamy dopiero dziś), czyli osiągnęła tegoroczne maksimum i była najwyższa od grudnia 2001 r. Tak — najwyższa od niemal 19 lat.

Taki rozwój sytuacji jest zaskoczeniem m.in. dla analityków Narodowego Banku Polskiego, którzy jeszcze w lipcu prognozowali, że inflacja bazowa wyniesie latem około 3,3 proc. Ten rozjazd rzeczywistej ścieżki cen z prognozami widać na wykresie. Co się stało? To łatwo zauważyć. NBP prognozował, że PKB spadnie w III kw. niemal o 8 proc. rok do roku, a stopa bezrobocia wzrośnie do około 6 proc. (stopa bezrobocia mierzona według metodologii europejskiej, a nie poprzez rejestracje w urzędach pracy). Tymczasem spadek PKB był prawdopodobnie dużo niższy i wyniósł pewnie nie więcej niż 4 proc., a stopa bezrobocia nie wzrosła w III kw. w ogóle. Gospodarka jest mocniejsza od oczekiwań, firmy to czują i nie są chętne do obniżania cen. Sprawa wyjaśniona, możemy się rozejść.

Zostało jeszcze pytanie o przyszłość — czy inflacja zacznie wreszcie spadać mocniej. Druga fala epidemii, połączona z mniejszym już wsparciem rządu dla firm, zapewne sprawi, że wiele cen w końcu zacznie hamować. Już widać pierwsze sygnały. Na mocno dotkniętym kryzysem rynku HoReCa (hotele, restauracje, katering) np. dynamika cen zaczyna się obniżać. Nie jest to wciąż istotne hamowanie, ale odwrócenie kilkuletniego trendu wzrostowego na tym rynku jest wyraźne i pewnie będzie kontynuowane. Podobne efekty, wywołane wciąż niskim popytem, wystąpią zapewne na innych rynkach. W kierunku wyższej inflacji może oddziaływać także osłabienie złotego, a jak popyt w gospodarce będzie spadał za mocno, to rząd będzie go stymulował, co też będzie wpływało pozytywnie na ceny.

Podsumowując wszystkie czynniki, wydaje się, że inflacja w nadchodzących kwartałach może wynosić między 2 a 3 proc. Będzie niższa niż obecnie, szczególnie w kategoriach bazowych, bo w końcu efekty niskiego popytu będą się powoli przekładać na ceny. Nie spadnie jednak dużo bardziej, a patrząc na dłuższą perspektywę, istnieje większe prawdopodobieństwo utrzymywania się inflacji powyżej 2,5 proc. niż poniżej. Bez inflacji bowiem będzie bardzo ciężko wyjść z długów wygenerowanych przez epidemiczny kryzys.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski, główny ekonomista „Pulsu Biznesu”

Polecane