Upadek czerwcowego terminu wyborów samorządowych — co dla SLD-UP było ciężką, prestiżową porażką — zdecydowanie posłużył interesom państwa. Parlament zwolnił absolutnie wariackie tempo pracy nad ustawami, których wejście w życie powiązane było ze startem kalendarza wyborczego.
Zwolnienie to wyszło na lepsze ustawie o ustroju miasta stołecznego Warszawy, do której Senat wniósł wiele szczegółowych poprawek — i to nie redakcyjnych, lecz merytorycznych. Przepis najważniejszy — czyli zdegradowanie gmin tzw. obwarzanka do podrzędnej roli dzielnic — oczywiście pozostał, dzięki czemu wkrótce będzie miał zajęcie Trybunał Konstytucyjny. Natychmiast po ogłoszeniu ustawy otrzyma dziesięć jednobrzmiących wniosków z gmin, a może dołoży się i Rada Warszawy obecnej kadencji...
Znormalniała również praca podkomisji, rozpatrującej ustawę o bezpośrednim wyborze wójta (burmistrza, prezydenta miasta). Kapitalne znaczenie będzie miało prawidłowe ustawienie wzajemnych relacji między radą (sejmikiem) a silnym, jednoosobowym organem wykonawczym, odwoływalnym tylko przez mieszkańców w referendum. Podkomisja jeszcze się za te przepisy na dobre nie wzięła — a już zdążyła się podzielić w innej sprawie.
Przyjęto otóż dwuwariantowy zapis art. 7 ustawy, określającego liczbę tur głosowania. A przecież MUSZĄ tu zostać zastosowane te same przepisy, które obowiązują w wyborach prezydenta RP. Jeśli w pierwszej turze żaden kandydat nie uzyska więcej niż połowę ważnych głosów, to w dogrywce startuje dwóch z najlepszymi wynikami. W jednej turze to można, owszem, wybierać radnego, ponieważ pojedynczo niewiele on znaczy. Natomiast funkcjonariusz posiadający tak ogromną władzę nad finansami publicznymi, inwestycjami i całą gospodarką komunalną, jaką będzie miał od października wójt (burmistrz, prezydent), nie może być wybrany przypadkowo! Nietrudno sobie wyobrazić gminy, w których wystartuje nawet po kilkunastu kandydatów. I co, czteroletnią władzę miałby brać zdobywca w pierwszej turze np. 7-8 proc. głosów ważnych (czyli realnie popierany przez 3-4 proc. wyborców)?!
Dlaczego przepisów o dwóch turach, które są naturalne dla statystycznego mieszkańca gminy, nie chce w Sejmie przyjąć SLD-UP? Powodem jest ten sam interes partyjny, z którym rządzące ugrupowanie walczyło o czerwcowy termin wyborów. Otóż w każdej gminie w Polsce kandydat SLD-UP na wójta (burmistrza, prezydenta) będzie tylko jeden i przy rozproszeniu elektoratu na innych kandydatów miałby największe szanse. Natomiast w turze dogrywkowej istnieje możliwość, że cały pakiet głosów wyborców będzie koncentrowany na tego drugiego — aby nie na „komucha”.
Czy w tej sytuacji istnieje dla SLD-UP uczciwe wyjście, godzące interesy państwa i partii? Oczywiście — znaleźć kandydatów, którzy zostaną wójtami (burmistrzami, prezydentami miast) już w pierwszej turze! I tu się właśnie zaczyna problem...