Czy nieobniżenie to podwyższenie

opublikowano: 16-04-2013, 00:00

Rząd wypuszcza coraz więcej sygnałów o bardzo realnym przedłużeniu wprowadzonej niby epizodycznie na trzy lata podwyżki VAT o punkt procentowy.

Kampanię przygotowawczą rozpoczął szczebel najwyższy, czyli premier Donald Tusk, a obecnie pomysł już konkretyzuje się w resorcie finansów. Wczoraj potwierdził to wiceminister Maciej Grabowski, chociaż oczywiście w formule hipotetycznej, fakultatywnej, uwarunkowanej rozwojem sytuacji budżetowej etc. Stawki powinny wrócić do dawnego poziomu, jeżeli na koniec 2012 r. relacja długu publicznego do PKB nie przekroczyłaby 55 proc. Finansowa rzeczywistość podpowiada, że nieobniżenie VAT jest pewne.

Przypomnijmy, że korekta stawek, głównie w górę, została wprowadzona tzw. ustawą okołobudżetową z 26 listopada 2010 r. Był to epizodyczny akt prawny, artykuły dotyczące VAT miały zaś numery z literami od a do e, czyli okazały się specjalne do kwadratu. Zapis o wyższych stawkach brzmi: „W okresie od dnia 1 stycznia 2011 r. do dnia 31 grudnia 2013 r...”.

Czyli formalnie sprawa jest czytelna i rozegra się dopiero w drugiej połowie roku. Mistrz kreatywnej księgowości Jacek Rostowski wyliczy każdą potrzebną politycznie relację długu publicznego do PKB. Jeśli rząd dotrzyma słowa danego jeszcze w poprzedniej kadencji i odpuści, to w noc sylwestrową VAT automatycznie wróci z 23 do 22 proc. oraz z 8 do 7 proc.

Ale to mrzonki, spodziewajmy się przejścia błyskawicznej ścieżki legislacyjnej przez ustawową zmianę daty „2013” na „2014”, czyli praktycznie jednej cyfry. Zwłaszcza że kategoria niektórych towarów opodatkowanych stawką 5 proc. utworzona została przepisem niewygasającym.

Przedstawianie wyższego VAT jako podniesionego jedynie epizodycznie jest dla władzy wizerunkowo znacznie lepsze niż zmiana stała. Choćby w tabelkach porównawczych Unii Europejskiej wypadamy korzystniej. Ale to oczywiście polityczna fikcja, a poza tym automatycznie nasuwa się pytanie: i co dalej. Przyjdzie następny listopad i znowu trzeba będzie odsuwać horyzont powrotu do dawnych stawek zmianą daty „2014” na „2015”. A będzie to już czas przedwyborczy i argument podatkowego pognębienia społeczeństwa może zostać wyciągnięty w kampanii.

Być może zatem rządowi mędrcy wpadną na pomysł, żeby już najbliższej jesieni zakręcić specustawą i zmienić „2013” od razu na „2015”! Pozwoliłoby to utrzymać fikcję epizodyczności podwyżki, a zarazem dałoby czas na zapomnienie przez elektorat. Całe odium spadłoby na wybory do Parlamentu Europejskiego w maju 2014 r., mające zerowe znaczenie dla tracenia/zdobywania władzy tutaj w Polsce.

Problem VAT na pewno otworzy filozoficzny spór zapisany w tytule. Z jednej strony — nieobniżenie stawek nie spowoduje przecież w noc sylwestrową 2013/14 żadnej widocznej podwyżki cen, na przykład nośników energii.

Ale z drugiej — przecież odczuliśmy i pamiętamy ich VAT-owski skok w sylwestra 2010/11. Wówczas rządowi w perspektywie bliskich wyborów zabrakło politycznej odwagi, by uczciwie przyznać, że to już na stałe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane