
Podobnych dylematów, w obliczu nie najlepszych prognoz dla polskiej gospodarki w pierwszym półroczu tego roku, giełdowi inwestorzy mają wiele. Najwłaściwszym podejściem, swoistym słowem-kluczem, powinna być uważna selekcja. W szerokim oceanie inwestycyjnych możliwości okazji do pomnożenia kapitału należałoby poszukiwać wśród wyspecjalizowanych funduszy, których zarządzający nie raz już udowodnili swoją skuteczność. Potencjalnymi „perełkami” mogą okazać się zatem fundusze małych i średnich spółek, fundusze inwestujące na rynkach zaliczanych do tzw. emerging markets oraz w branżę medyczną, a nawet fundusze dłużne.
Ostatnie dane gospodarcze z Polski wskazują, że 2013 rok będzie trudny pod względem wynikowym dla wielu firm notowanych na GPW. – Wzrost stopy bezrobocia i spadająca konsumpcja wewnętrzna mogą nie sprzyjać spółkom detalicznym. Obniżki stóp procentowych mogą z kolei nie sprzyjać bankom – uważa Kamil Gaworecki, zarządzający portfelem akcji w TFI PZU. – Nie oznacza to jednak, że ich kursy nie wzrosną – zauważa Gaworecki. Wspomniany cykl luzowania polityki pieniężnej przekłada się negatywnie na oprocentowanie lokat bankowych. To z kolei może skłonić część inwestorów indywidualnych do poszukiwania bardziej atrakcyjnych stóp zwrotu i w efekcie do ulokowania posiadanych oszczędności na rynku akcji. Większą aktywność powinniśmy obserwować także ze strony inwestorów instytucjonalnych – nie bez znaczenia jest tu fakt posiadania rekordowych ilości gotówki przez OFE. Wśród spółek notowanych na naszym parkiecie zwiększonym zainteresowaniem powinny cieszyć się tzw. misie. Za takim scenariuszem przemawia relatywnie wysoka wycena największych spółek (tzw. blue chipów) w porównaniu ze spółkami małymi i średnimi. – W mojej opinii warto postawić na akcje spółek dywidendowych, eksponowanych na obniżki stóp procentowych, zaangażowanych w wydobycie gazu łupkowego czy – zgodnie z zasadą powrotu do średniej – tych, które słabo zachowywały się w roku 2012 roku – mówi K. Gaworecki.
W poszukiwaniu okazji inwestycyjnych warto przyjrzeć się też dokładnie rynkom wschodzącym jako całości. Jednym z tzw. emerging markets, na którym można było w ubiegłym roku sowicie zarobić, była Turcja, z 58 proc. stopą zwrotu z rynku akcji. – Może się wydawać, że turecki rynek akcji jest już przewartościowany. Należy jednak wziąć pod uwagę, że jest to jeden z najdynamiczniej rozwijających się rynków w regionie, którego wzrost PKB w 2013 r. będzie wyższy niż w 2012 r. Dla porównania, PKB Polski spowolni do ok. 1,5 proc. w 2013 r. – stwierdza Magdalena Łapsa, zarządzająca portfelem akcji rynków wschodzących w TFI PZU. Na tym tle ten popularny wśród turystów kraj może więc po raz kolejny okazać się jednym z najlepszych rynków akcji pod względem potencjału wzrostu. Inwestując w Turcji, nie należy oczywiście zapominać o ryzyku wynikającym z dość wysokiego poziom deficytu na rachunku obrotów bieżących.
Kolejnych okazji można poszukać wśród spółek notowanych na rynku rosyjskim. Jest to obecnie najbardziej niedoszacowany rynek akcji w naszym regionie, omijany przez część inwestorów ze względu na mierny poziom „ładu korporacyjnego” w firmach i wysokie ryzyko polityczne. – To również jedyne miejsce, gdzie inwestując w jedną z notowanych spółek, możemy mieć udział w najszybciej rozwijającym się rynku detalicznym żywności w naszym regionie, czy też stać się udziałowcem jedynego notowanego operatora telekomunikacyjnego w pełni przygotowanego do świadczenia usługi LTE – wskazuje Łapsa.
Innym rozwiązaniem jest poszukiwanie zysków w spółkach z wybranej branży. Rozsądne wydaje się postawienie na tzw. sektory defensywne, które charakteryzują się większą odpornością na rynkowe zawieruchy. Dobrym wyborem może się więc okazać globalny sektor medyczny, który wydaje się mieć podstawy do solidnych wzrostów w kolejnych latach – głównie ze względu na czynniki o charakterze fundamentalnym. Należy wśród nich wymienić chociażby rosnące wydatki na usługi i ubezpieczenia, coraz większe zapotrzebowanie na usługi medyczne i innowacyjne leki czy starzejące się społeczeństwo. – To jednocześnie sektor o bardzo dużej innowacyjności, co sprawia, że wiele spółek z tej branży ma charakter potencjalnie silnie wzrostowy – podkreśla Marcin Szuba, zarządzający funduszami medycznymi w TFI PZU. Początkowo może się wydawać, że taka wąska specjalizacja ogranicza potencjał inwestycyjny. Nic bardziej mylnego, gdyż wśród spółek z branży medycznej znajdziemy firmy farmaceutyczne, biotechnologiczne, bioinżynieryjne, producentów leków, producentów elektronicznego sprzętu medycznego, inwestujących w nowoczesne technologie czy też firmy z sektora szybko rozwijających się ubezpieczeń medycznych.
Czy jednak można na tym zarobić? Najlepiej zapytać TFI PZU, które ma duże sukcesy w zarządzaniu funduszami inwestującymi w akcje spółek z sektora ochrony zdrowia. Ich fundusz PZU Energia Medycyna Ekologia (EME) zarobił ponad 20 proc. w 2010 r., rok później pochwalił się stopą zwrotu przekraczającą 27 proc., a od początku tego roku wzrost wartości jednostki przekroczył już 4,5 proc. Propozycja funduszu została doceniona przez klientów. Obecnie jego aktywa sięgają prawie 200 mln zł, podczas gdy w 2010 r. startowano z poziomu około 6 mln zł. Nie bez znaczenia jest fakt, że sektor medyczny jest mniej podatny na koniunkturę gospodarczą – fundusz PZU EME wybierają więc inwestorzy ceniący systematyczny, choć czasem mniej spektakularny, wzrost wartości jednostki. – Nadal uważam, że w przyszłości nie zabraknie ciekawych okazji inwestycyjnych. Istotne jest, by alokować środki w najbardziej innowacyjne i perspektywiczne spółki z obiecujących segmentów rynku medycznego – tak na pytanie o perspektywy inwestycyjne na tym rynku odpowiada Marcin Szuba.