Czyste sumienia się nie obawiają

opublikowano: 12-10-2021, 20:00

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu wykonał zalecenie Parlamentu Europejskiego (PE) i w przyspieszonym – jak na jego standardy – trybie rozpatruje w pełnym składzie połączone sprawy o sygnaturach C-156/21 oraz C-157/21.

Rządy Węgier i Polski zaskarżyły 11 marca rozporządzenie PE i Rady UE (RUE) nr 2020/2092 z 16 grudnia 2020 r. w sprawie ogólnego systemu warunkowości służącego ochronie budżetu UE. Skargi zostały skoordynowane, chociaż merytorycznie nieco się różnią – Budapeszt wniósł o stwierdzenie nieważności głównych punktów, zaś Warszawa o posłanie rozporządzenia do kosza w całości. Wnioskodawcy kosztami postępowania oczywiście chcą obciążyć PE i RUE.

Rozporządzenie weszło w życie 1 stycznia 2021 r., razem z budżetową siedmiolatką 2021-27, ale na razie nie jest stosowane. Na szczycie Rady Europejskiej (RE) 10-11 grudnia 2020 r. premierzy Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki zaszantażowali pozostałe państwa budżetowym wetem i wymogli w konkluzjach zapis, że w razie wniesienia skarg do TSUE – które od razu zapowiedzieli – Komisja Europejska (KE) z wydaniem wytycznych precyzujących stosowanie rozporządzenia poczeka na wyrok. Do sylwestra chyba się go nie doczekamy, zatem budżetowi Polski w rozliczeniach z UE zapewne dwa lata się upieką. Potem jednak zacznie się jazda, albowiem co do brzmienia wyroku nikt o zdrowych zmysłach nie może mieć wątpliwości – TSUE oczywiście oddali skargi i potwierdzi zgodność rozporządzenia z traktatami. Trzeba podkreślić składy stron rozprawy – powodami są rządy Węgier i Polski, natomiast pozwanymi PE i RUE, czyli obie izby legislacyjne, ale przy wsparciu nie tylko KE, lecz także rządów dziesięciu unijnych państw (w tym Niemiec i Francji), które coraz bardziej wkurzone są na Fidesz i PiS.

W rozprawie przed pełnym składem TSUE w Luksemburgu rządy Polski i Węgier, pozwane instytucje unijne oraz rządy pozostałych uczestniczących państw reprezentują upełnomocnieni adwokaci. Fot. Dorota Bawołek / Polsat

Rozprawa w Luksemburgu specyficznie przekłada się także na stosunki wewnątrz obozu władzy w Polsce. Po rozpadzie tzw. Zjednoczonej Prawicy w dotychczasowym kształcie i wymianie przez PiS jednej przystawki – Porozumienia na Partię Republikańską – swój konflikt z Mateuszem Morawieckim chwilowo przygasił szef drugiej, Zbigniew Ziobro. Ale jego pamiętny zarzut wobec premiera o tzw. miękiszonizm na forum UE absolutnie się nie zdezaktualizował. Po przypomnianym wyżej szczycie RE minister sprawiedliwości postawił zarzut niekonstytucyjności zgniłego kompromisu, zaś jego pretorianka Beata Kempa oceniła dorobek premiera dosadnie: „Właśnie uroczyście oddaliśmy suwerenność pod rządy obcych państw – z uśmiechem, oprawą PR-ową…”. Chodziło o to, że Mateusz Morawiecki w grudniu nadał przesadną rangę czysto politycznym konkluzjom szczytu RE oraz odwleczeniu w czasie stosowania rozporządzenia. Minister zasadnie akcentował okoliczność, że ukazało się ono w Dzienniku Urzędowym UE i stało elementem tzw. acquis communautaire, czyli wspólnotowego dorobku prawnego. Rozwój sytuacji w późniejszych miesiącach potwierdził, że miał rację, albowiem premier dokonał fetyszyzacji konkluzji i w swojej propagandzie sukcesu przyrównał je wręcz do… traktatów, czyli unijnego prawa pierwotnego.

System warunkowości obejmuje ochroną wszystkie unijne pieniądze. Czyli nie tylko traktatowe wieloletnie ramy finansowe 2021-27, lecz także pozatraktatowy fundusz antycovidowy Next Generation European Union. Jego źródła dochodowe zostały ratyfikowane przez komplet 27 państw, ale nasz Krajowy Plan Odbudowy wciąż nie może doczekać się skierowania przez KE do wypłaty. Rząd udaje, że nie rozumie o co chodzi. Podpowiem zatem – niech się wczyta we własne uzasadnienie wniosku do TSUE w sprawie o sygnaturze C-157/21…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane