Dalsze osłabienie w światowym handlu

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2021-09-27 06:46
zaktualizowano: 2021-09-27 08:07

Latem doszło do wyraźnego hamowania w handlu światowym towarami, co mogło przełożyć się na nastroje wśród firm przemysłowych – również w Polsce. Dokładniejsza analiza geograficzna pokazuje, że za hamowanie popytu odpowiedzialne są głównie Chiny.

Światowy handel, który w tym miejscu opisywany jest przez pryzmat światowego importu, doznaje największego osłabienia od momentu ożywienia po pandemii, które trwało od czerwca 2020 roku. Jest to prawdopodobnie jedna z ważniejszych przyczyn osłabienia nastrojów w światowym sektorze przemysłowym, które widać po spadkach indeksów PMI. Za pogorszenie odpowiedzialne są głównie Chiny. Patrząc uważnie na dane wygląda to bardziej na normalizację po nienaturalnym ożywieniu w pierwszych miesiącach roku, niż na jakieś głębsze problemy.

Dane na temat światowego handlu można traktować jako papierek lakmusowy koniunktury, ponieważ handel odgrywa rolę krwiobiegu globalnej gospodarki. Dane zagregowane dziś prezentowane są zbierane i przetwarzane przez holenderskie biuro analiz ekonomicznych CPB, będące instytucją publiczną dostarczającą analizy dla tamtejszego rządu. Dane te są nie tylko oczyszczane z sezonowości, ale również podawane po korekcie o zmiany cen – widzimy zatem wolumen handlu, a nie wartość, która może być zaburzana przez procesy inflacyjne. Stąd istotność tych danych, które są często wykorzystywane przez analityków na świecie.

Ostatnie dane CPB pokazują, że w lipcu światowy import obniżył się o 1,1 proc. wobec czerwca. Jednocześnie wolumen handlu był już o 2,1 proc. niższy niż w szczycie cyklu w marcu tego roku. Jak widać na wykresie, hamowanie jest dość wyraźne i wykracza poza zwykłe wahania wokół trendu. Choć jednocześnie trzeba pamiętać, że znajdujemy się w wyjątkowym okresie – wyjątkowe było załamanie na wiosnę 2020 roku, wyjątkowe było późniejsze odbicie, więc trudno liczyć, że handel będzie się zachowywał zgodnie ze starymi wzorcami.

Dokładniejsza analiza geograficzna pokazuje, że za osłabienie odpowiedzialne są głównie Chiny. W tym kraju wolumen importu obniżył się w lipcu aż o 4,7 proc. wobec czerwca i był o 12 proc. niższy niż w marcowym szczycie. Te dane na wykresie pokazane są w formie indeksu, który obrazuje miesięczny poziom importu przy ustalonym punkcie odniesienia w grudniu 2019 roku jako 100.

W innych krajach wschodzących Azji import obniżył się o 3,5 proc. w ciągu miesiąca. Słabość widać też było w Japonii oraz w krajach Ameryki Łacińskiej. W innych rejonach świata popyt importowy był w miarę stabilny. W krajach rozwiniętych nie zmienił się w lipcu (nawet uwzględniając spadek w Japonii), a w naszym regionie nawet lekko się zwiększył. Na razie zatem możemy mówić o punktowych słabościach w światowym handlu, a nie wspólnym trendzie.

Chociaż słabszy popyt jest już odczuwalny przez firmy na całym świecie. Globalny indeks PMI dla przetwórstwa przemysłowego obniżał się w ostatnich miesiącach, a ostatnie dane pokazują dość wyraźny spadek indeksu w Niemczech, czyli kraju mocno uzależnionego od sprzedaży do Chin. Choć trzeba pokreślić, że spadek nastrojów oznacza raczej redukcję wysokiego optymizmu, a nie popadanie w pesymizm i recesję. Poziomy indeksów koniunktury, mierzących nastroje, są wciąż wysokie.

Intrygująca jest słabość Chin, to tam trzeba szukać odpowiedzi na pytanie o trwałość widocznego wahnięcia popytu. Czy to może być początek dłuższego osłabienia tamtejszej gospodarki, które rozlało się już na różne sektory i jest widoczne m.in. w głośnych problemach deweloperów? Jest to możliwe. Ale na razie do takiego scenariusza nie pasuje kilka istotnych elementów. Przede wszystkim, na rynkach metali sporo jest opinii, że popyt z Chin jest mocny. Widać to po cenach – ceny miedzi są stabilne i niedalekie od tegorocznych szczytów, aluminium jest notowane najwyżej od 10 lat. Gdyby w Chinach rozpoczynała się jakaś recesja, rynki metali już by to wyceniały.

Patrząc na zachowanie chińskiego handlu, osłabienie bardziej wygląda na normalizację po nienaturalnym skoku popytu na początku roku. Mógł on być związany z realizacją przez tamtejsze fabryki zamówień dla krajów znajdujących się na półkuli północnej, których obywatele nie pojechali na ferie i przez to kupowali wyjątkowo dużo trwałych dóbr konsumpcyjnych. Teraz popyt na dobra trwałe wciąż jest wysoki, ale już nie tak nienormalnie potężny jak zimą i wiosną.