Dane z przemysłu skłaniają do refleksji

Styczeń — spadek, luty — spadek. Tak zachowuje się PMI dla polskiego przemysłu po grudniowym szale. Niestety, nie wygląda to na zadyszkę.

PMI dla polskiego przemysłu w lutym wyniósł 53,7 pkt. — podał IHS Markit. To drugi miesiąc z rzędu, w którym odczyt nie tylko zaskakuje ekonomistów negatywnie, ale też spada — po lutowym „tąpnięciu” znaleźliśmy się na poziomie najniższym od października ubiegłego roku. Co prawda poziom z grudnia był najwyższy od blisko trzech lat (55 pkt.), a do tego ciągle jesteśmy nie tylko powyżej 50 pkt., czyli granicy, która oddziela wyniki „dobre” od „złych”, ale też długoterminowej średniej (50,6 pkt.). Mimo to, lutowy odczyt nastraja bardziej refleksyjnie niż optymistycznie.

— Obecny poziom indeksu PMI wskazuje na utrzymanie pozytywnych tendencji w sektorze przemysłowym, jednak następuje osłabienie mocy ożywienia, które trwa już 41 miesięcy i jest najdłuższe w historii — komentuje zespół ekonomistów PKO BP. Co gorsza, PMI do niejedyny wskaźnik, który sugeruje spadek entuzjazmu w przemyśle.

— Wskaźniki koniunktury GUS pokazują wciąż wysoki optymizm firm w pierwszych miesiącach tego roku, chociaż oceny produkcji uległy pogorszeniu. Jednocześnie odsezonowana dynamika produkcjikrajowego przemysłu od października 2017 stopniowo hamuje, a ostatnie indeksy aktywności dla gospodarek strefy euro również zanotowały korektę w dół — przypomina ekipa z BZ WBK.

Winowajcy

W „posępny nastrój” wpędziły w lutym: wolniejsze tempo wzrostu liczby nowych zamówień, produkcji i zatrudnienia oraz spadek zapasów produkcyjnych. To cztery z pięciu składowych PMI, które tworzą rodzaj systemu naczyń połączonych, na dodatek podpiętego pod zagranicę.

— W strukturze danych na szczególną uwagę zasługuje spadek składowych dla nowych zamówień oraz nowych zamówień eksportowych. Znalazł on odzwierciedlenie w obniżeniu składowej dla bieżącej produkcji do najniższego poziomu od października 2017 r. Spadek składowej dla nowych zamówień eksportowych,a w konsekwencji nowych zamówień ogółem był wcześniej sygnalizowany przez wstępne indeksy PMI dla strefy euro, w tym Niemiec. Sytuacja w polskim przetwórstwie jest bowiem silnie uzależniona od niemieckiego popytu na wytwarzane w Polsce towary stanowiące wsad do produkcji dóbr finalnych — tłumaczy Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

— Osłabienie nowych zamówień jest konsekwencją analogicznych tendencji obserwowanych w strefie euro, ponieważ wiele przedsiębiorstw przemysłowych jest częścią globalnych sieci produkcji — potwierdza zespół PKO BP.

Dodaje, że osłabienie popytu eksportowego u naszych głównych partnerów handlowych można wiązać z silnym euro.

Rodzynek

Czas dostaw był jedyną składową PMI, która w lutym ciągnęła go w górę. To jednak pochodna najniższego od czterech miesięcy tempa wydłużania się czasu dostaw, gdzie słowo klucz to wydłużanie. Mamy więc wolniejsze tempo wzrostu zamówień przy jednoczesnym zwiększaniu zaległości produkcyjnych. „Zgrzyt” da się jednak całkiem łatwo wytłumaczyć.

— Wynika to z sygnalizowanego przez liczne badania koniunktury rekordowego wykorzystania mocy wytwórczych w polskim przetwórstwie — mówi Jakub Olipra. Firmy próbują zaradzić temu przez wzrost zatrudnienia, ale przychodzi im to coraz ciężej. W lutym składowa PMI dla zatrudnienia utrzymała się na stosunkowo wysokim poziomie (52,8 pkt.). W styczniu jednak mieliśmy 53,1 pkt. To dowód na to, że tempo tworzenia nowych miejsc pracy zwalnia. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Dane z przemysłu skłaniają do refleksji